Memoriał Lucka Chorążego – wspomnienie i zaproszenie

Skawinki k. Lanckorony, 27.03.2018

Pamiętam, że jeszcze na miesiąc przed pierwszym biegiem pamięci Lucka Chorążego, zadzwoniłem do Jego siostry Iwony i powiedziałem: „Iwona, boję się, czy dam radę ogarnąć bieg w tym roku, nie mamy załatwionego...” i tu zaczęła się wyliczanka. Właściwie podjęliśmy już decyzję o rezygnacji, zadzwoniłem do znajomych, żeby powiedzieć o naszej decyzji, a oni przekonali nas, że wspólnymi siłami musi się udać. Właśnie dzięki dobrym ludziom, którzy z własnej woli włączyli się w organizację, udała się świetna impreza. Takiego scenariusza nikt się nie spodziewał!

 

Przygotowania do II Memoriału Lucka Chorążego ruszyły pełną parą znacznie wcześniej niż przed rokiem. Będziecie mogli wybrać jedną z dwóch górskich tras, dłuższą 14-kilometrową lub krótszą na dystansie 6,5 km, obie w malowniczej scenerii Beskidu Makowskiego. Do tego organizujemy również biegi dla dzieci, a z innych atrakcji – piknik i pokaz slajdów. Na temat biegu, naszego pomysłu i samego Lucka najlepiej niech wypowiedzą się osoby związane z organizacją memoriału, w tym ja.

II. Memoriał Lucka Chorążego / Fotografia Bez Miary Magdalena Bogdan

Iwona – siostra Lucka

Początki idei biegu dla Lucka zrodziły się w pierwszą rocznicę jego śmierci. Wielu bliskich znajomych przyszło na mszę świętą w jego intencji, a później na poczęstunek do domu rodzinnego. W kręgu biegaczy górskich, w salonie wypełnionym pucharami Lucka padł pomysł zorganizowania tego biegu. Lucek zdobył sobie za życia wielki szacunek wśród sportowców.

Był znany w środowisku biegaczy górskich jako ten, który zawsze w czołówce dobiegał do mety. To skromny człowiek, ukochane góry i bieganie dawały mu radość i sens życia. Na jednej z tych najukochańszych gór zginął 14 lutego 2015 roku.

Zapraszam was na kolejny bieg organizowany przez kolegów i koleżanki wraz z rodziną w Skawinkach koło Lanckorony. Będzie to bieg trasami Lucka w pięknych górskich okolicach jego domu rodzinnego. To idealna okazja do spędzenia czasu z całą rodziną. Od odejścia Lucka minęły już dwa lata, więc chciałabym, żeby ta edycja biegu była bardziej radosna – Lucek nie lubił użalania się i smutku, zatem pewnie wolałby, żebyśmy cieszyli się ze wspólnego biegania.

Kamil

Tak naprawdę myśl o biegu zaczęła kiełkować w mojej głowie niedługo po jego śmierci. Pamiętam, że chyba nawet na pogrzebie podszedłem do jednego z naszych kolegów i powiedziałem, że przydałoby się, żeby Lucek teraz miał swój bieg. Nie spodziewałem wtedy, że to ja będę koordynował organizację.

Jak wspominam Lucka? Jako prawdziwego człowieka gór. Oczywiście miał to, co prawdziwy sportowiec – niesamowitą waleczność na zawodach, umiejętność dostosowania się do kieratu treningu, to się czuło, biegając z nim. Jednak mimo całego zamiłowania do sportu obcowanie z górami było dla niego najważniejsze, chyba ważniejsze niż samo bieganie. Jakiś czas po tym, jak poznałem go na Biegu Magurki, wybraliśmy się wspólnie w Kaukaz. Góry wiele rzeczy weryfikują, sprawy najważniejsze widać o wiele wyraźniej. Pamiętam naszą rozmowę po piekielnie trudnym przejściu granią. Ja, co tu dużo mówić, jestem strachliwy na wysokości, podczas gdy Lucek czuł niesamowitą pewność, zresztą taka pewność i spokój biły od niego na każdym kroku. Zapamiętałem tę rozmowę tak. Zapytałem Lucka: „Nie boisz się? Dla mnie zbyt ciężka jest świadomość, że zrobię błąd i zginę”. Lucek na to odpowiedział: „A jak chciałbyś umrzeć? Potrącony przez samochód? Chorując przykuty do łóżka? Ja wolę umrzeć w górach”. To dało mi do myślenia. Oczywiście nie oznacza to, że był brawurowy i niepotrzebnie ryzykował, to nie tak. Sądzę, że dla Lucka, podobnie jak dla mnie, góry były nie tylko dążeniem do zdobywania szczytów, ale też obcowaniem z czymś nieporównywanie większym i od nas ważniejszym.

II. Memoriał Lucka Chorążego / Fotografia Bez Miary Magdalena Bogdan

Góry wymagają nie tylko silnej osobowości, ale też prawdziwego koleżeństwa. Podejrzewam, że właśnie w Kaukazie Włodzimierz Wysocki stworzył swoją pieśń „O przyjacielu”. W niesamowicie przejmujący sposób śpiewa w niej, że góry weryfikują, kto jest prawdziwym kompanem. Lucek pokazał, że właśnie taki był. Pamiętam, jak w kolejnym dniu ciężkiego marszu, gdy już zabrakło nam zapasów, podzielił się resztką jedzenia i picia, które sam zaoszczędził. Nie zapomnę również, jak z uśmiechem na ustach dopingował mnie podczas morderczego marszu, gdy dosłownie padałem na twarz. Myślę, że do takich granic własnej wytrzymałości trudno doprowadzić się na zawodach biegowych. Pamiętam, jak utknąłem na trudnym i niebezpiecznym odcinku, a Lucek wrócił, żeby przejść ze mną ten fragment jeszcze raz. Takich chwil się nie zapomina. Paradoksalnie, linę i czekan na ten wyjazd pożyczyłem od śp. Wojtka Kozuba, niestety już nie mieliśmy okazji oddać mu ich osobiście.

Dlaczego akurat Skawinki? Z tym również wiąże się wspomnienie z Luckiem. Parę lat temu organizowałem zawody w Myślenicach. Zapytałem Lucka, czy nie chciałby przyłączyć się do organizacji. Odpowiedział z typową dla niego pewnością, że teraz cały wolny czas woli poświęcić treningowi, a jakby kiedyś miał organizować bieg, to właśnie w Skawinkach – chciał promować sport w miejscu, z którego pochodził.

Teraz wiecie, dlaczego tak mi zależy, abyśmy co roku spotykali się na biegu poświęconym jego pamięci. Dla mnie najważniejsze jest, aby każdy z nas cieszył się tym biegiem i dzielił z nami to, co było ważne dla Lucka i mnie.

 

Babia Góra / Karolina Krawczyk Fotografia

Wojtek i Ola

Lucek. Możemy opowiedzieć tylko o nim jako biegaczu i zawodniku, bo tylko tę część jego życia ledwie poznaliśmy. Nasza przyjaźń, zanim na dobre się rozwinęła, urwała się niespodziewanie. Kilka dni wcześniej Kamil umówił się z Luckiem na niedzielne bieganie na Babiej. Pytał, czy chcemy dołączyć. Oczywiście, chcieliśmy. W niedzielę rano zadzwonił… Nie mogliśmy w to uwierzyć! Nikt nie mógł. Wieczorem poszliśmy na Babią. W śniegu, wśród śladów skuterów śnieżnych GOPR-u po poszukiwaniach. Tak pusto, cicho, nawet wiatru nie było. A Babia, jak to Babia, stała jak zawsze, okropnie niewzruszona. Potem pogrzeb i cudowne, wypowiedziane łamiącym głosem słowa ks. Adama, że „był po prostu dobrym człowiekiem”.

Był i zawsze pozostanie tym, z którym od początku znajomości rozmawiało się jak ze starym kumplem. Zawsze uśmiechnięty, skromny i otwarty na drugiego człowieka. Nawet walcząc o podium, z entuzjazmem reagował na doping kibiców, a na punktach żartował z wolontariuszami.

Wyniki nigdy nie były dla niego najważniejsze. Na pierwszym miejscu stawiał ludzi, a przede wszystkim rodzinę. Na mecie Biegu im. Druha Franciszka Marduły w 2013 r., po wywalczeniu III miejsca, zapytany przez spikera o formę stwierdził, że sam jest zdziwiony tak dobrym miejscem, bo dzień wcześniej do późna w nocy pomagał siostrze przy budowie domu. Szalował pod płytę.

Po zwycięstwie w pierwszej edycji Niepokornego Mnicha w 2014 r. rozmawialiśmy, czy można pobiec szybciej. Przyznał się wtedy, że na ostatnim punkcie (Lesnicke Sedlo) wypił niespiesznie kawę z właścicielem tamtejszego zajazdu, trochę odpoczął i dopiero pobiegł dalej. Na mecie miał prawie godzinną przewagę nad drugim zawodnikiem.

Bardzo dobrze Lucka opisuje jeden z typów biegacza wymienionych przez Bartosza Olszewskiego[i]: „Biegacz samotnik. Bardzo ich lubię. Nie szukają poklasku. Nie jest ich wszędzie pełno. Wychodzą spokojnie z domu i idą biegać. W ciszy, spokoju. Robią to dla siebie. Jest to dla nich sposób spędzania wolnego czasu… W kontakcie okazuje się, że są bardzo pozytywni. Można z nimi porozmawiać nie tylko o bieganiu, ale również o tysiącu innych rzeczy. Może dlatego, że odzywają się tak rzadko, to kiedy już to zrobią, mówią bardzo ciekawe rzeczy”.

II. Memoriał Lucka Chorążego / Fotografia Bez Miary Magdalena Bogdan

Teraz na zawodach, na których zwykle się spotykaliśmy, brakuje jego wesołego uśmiechu i choć tych paru zamienionych słów. Chcielibyśmy, żeby ta dobra energia przeniosła się na bieg jego pamięci. Mamy nadzieję, że Bieg Lucka będzie dla was nie tylko wyzwaniem czysto sportowym, lecz przede wszystkim okazją do spotkania ludzi, którzy dzielą podobną pasję. Żeby po prostu pogadać z kumplami z zawodów. Nie wiemy czy uda nam się oddać innym to, co dostaliśmy od Lucka, ale chcemy tym biegiem spróbować. Oby było jak najwięcej takich jak On na waszej i naszej drodze.

[i] We wpisie na blogu Warszawskibiegacz.pl

Tekst ukazał się w magazynie ULTRA#10

Opracowanie: Kamil Jezierski

Zdjęcie główne - Piotr Dymus

III. Memoriał Lucka Chorążego odbędzie się 12 sierpnia 2018 roku w Skawinkach k. Lanckorony. Zapraszamy!

 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły