Biegacz amator

ULTRASKA NUMERU - PAULINA KRAWCZAK

28.08.2022

I jak tu nie wrzucić ULTRASKI NUMERU Magazynu ULTRA#39!

Kilka miesięcy temu, udało się nam porozmawiać z Pauliną Krawczak, o tym co lubi, a czego nie, jakie ma marzenia biegowe...

Dziś, zaraz po jej pięknym debiucie w UTMB, przybliżamy wam sylwetkę tej utalentowanej "ultraski"

Zdjęcia: zdjęcie główne - Karolina Krawczyk, Idea Photography, Piotr Dymus, UltraLovers

Zawód: żołnierz zawodowy  

Wiek: 36  

Biegam ultra bo… muszę to moje ADHD gdzieś wyładować. To taki żarcik, a tak całkiem serio to obecnie moja największa pasja. Dystans ultra jest magiczny pod wieloma względami. Przede wszystkim dostarcza mi mnóstwo pozytywnych emocji, kiedy przemierzam ścieżki wijące się zazwyczaj w pięknych rejonach. Ponadto kształtuje charakter, nie tylko na zawodach, lecz także podczas treningów. Ultra dla mnie to również lekarstwo na troski, zmartwienia oraz idealny sposób na odreagowanie codzienności. Do biegania na takich dystansach motywują również ludzie, tak samo pozytywnie ześwirowani na tym punkcie jak ja.

W biegach ultra najbardziej kocham… To, że mogę oddawać się jednocześnie swojej biegowej pasji oraz miłości do gór. Kocham biegi górskie, bo to piękna przygoda z wyjątkową atmosferą. Niezależnie od tego, czy wygrywamy, czy nie, każdy na mecie dostaje tak samo gromkie brawa i to jest naprawdę niesamowite. Wszyscy biegacze mogą poczuć się wyjątkowo – jak zwycięzcy. Tego nie doświadczymy na biegach ulicznych. 

Denerwuje mnieTo, że na niektóre biegi dostać się można tylko przez losowanie. Wiadomo przecież, że zainteresowanie biegami górskimi wzrosło diametralnie w ciągu kilku lat, jednak moim zdaniem kwalifikowanie biegaczy w taki sposób jest bardzo niesprawiedliwe. 

Pierwszy raz w ultra wystartowałam w… Biegu Rzeźnika w 2015r. To był szalony pomysł, patrząc na to z perspektywy czasu. Zero treningów w górach, jakieś klepanie kilometrów po dęblińskich uliczkach, ukończone kilka maratonów i w zasadzie to tyle. Na start namówił mnie Adaś Banaszek, najlepszy partner-bieguś ever. A że ja lubię wyzwania to od razu się zgodziłam, jak szaleć to szaleć. Teraz z wielkim sentymentem wspominam ten bieg, choć czułam się na mecie, jakby mnie podeptało stado słoni. I tak właśnie zrodziła się moja miłość do biegów górskich, a w szczególności do ultra.

Najpiękniejsza przygoda Lavaredo Ultra Trail 120km. To był mój pierwszy start zagraniczny, może dlatego jako pierwszy mi przychodzi na myśl. Jadąc na ten bieg, wiedziałam, że będą duże emocje, ale nie spodziewałam się, że aż tak bardzo mnie zachwyci. Samo miasto Cortina d’Ampezzo, gdzie usytuowany jest start i meta, zrobiło na mnie ogromne wrażenie, bo naprawdę wszyscy wokół żyją tym wydarzeniem. Mnóstwo ludzi na uliczkach. W powietrzu wyraźnie czuć, że to czas dla biegaczy i są oni w owym czasie tutaj podziwiani. Sam udział w tym biegu był już dla mnie nagrodą, bo trasa jest magiczna, zupełnie jak z innej bajki. Musisz tam być, aby to przeżyć. Mowam zagwarantować, że się nie zawiedziecie! Dla mnie jednak największym zaskoczeniem był mój wynik, o którym nawet nie śniłam. Po prostu góry mnie poniosły. [Paulina zajęła 6. miejsce wśród pań z czasem 16:39:37 – przyp. red.].

Najbardziej bolesne doświadczenie to Kontuzja biodra, która wyłączyła mnie z biegania na ponad pół roku. To była najdłuższa przerwa w aktywności w moim życiu. Ciężko było mi się odnaleźć w tym bezruchu, ale z drugiej strony spowodowało to, że inaczej spojrzałam na bieganie, zmieniłam też podejście do treningu. Nie sztuką jest się zabiegać, sztuką jest tak dobrać trening, aby bieganie było jego składową. Człowiek uczy się całe życie.

Wymarzony start, wymarzona meta to Jak do tej pory Bieg Ultra Granią Tatr 2021, dzięki któremu moja przygoda z biegami ultra nabrała niezłego rozpędu. A w niedalekiej przyszłości, mam nadzieję, że jak wszystko pójdzie dobrze UTMB Chamonix. Wyobraźcie sobie, że jeszcze trzy lata temu nic nie wiedziałam na temat tego festiwalu, a teraz stanę na starcie najbardziej prestiżowego biegu ultra. Czad, nie wymarzyłabym sobie tego lepiej!

Na trasie Czuję się jak ryba w wodzie. To czas, który uwielbiam, dlatego powiedzenie, im dłużej, tym lepiejopisuje mój stosunek do biegów ultra.

Gdy mam kryzys, to… Hmm, czy ja wiem co to kryzys? Żartuję, oczywiście. Mlę, że każdy ultras ma kryzysy. Ja staram się biegać w komforcie tak, aby delektować się pokonywaniem trasy. Kiedy mam chwilę słabości, myślę o najbliższych. Wiem, że oni cały czas mnie dopingują i wierzą we mnie bardziej niż ja sama w siebie i to mnie uskrzydla.

Najbardziej niezwykłe spotkanie… Z dzikiem na treningu! Znów żarcik. A tak na serio to spotkanie sympatycznego biegacza na Krzyżnem podczas treningu w Tatrach. Nie byłby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że to spotkanie dało mi przepustkę do startu w Biegu Ultra Granią Tatr, który udało mi się wygrać. Ale od początku. Wybrałam się pięknego lipcowego dnia na wycieczkę biegową na Orlą Perć. Wstałam o 1:00 w nocy, aby dotrzeć na parking do Brzezin na 6:00 rano. Szybko ogarniam się biegowo i ruszam na szlak. Poranek był przyjemny, więc dość sprawnie mi to szło. Docieram na Zawrat i dalej ruszam w kierunku Koziego Wierchu i Krzyżnego. W pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że lubię Taterki, ale ten szlak nie jest na moje nerwy. Z radością, że to już koniec, docieram do Krzyżnego. Tam decyduję się trochę ochłonąć i podelektować się pięknymi widokami. Kiedy zbieram się do zbiegu, zagaduje mnie jakiś chłopak (swój pozna swego, wid, że bieguś). Wymieniamy się swoimi doświadczeniami biegowymi, a ja dodaję, że chciałabym pobiec Bieg Ultra Granią Tatr, ale mnie nie miałam szczęścia w losowaniu, mimo to jednak dzielnie trenuję. Jak się później okazało, pomaga w organizacji tego biegu. Zaraz po spotkaniu ze mną znalazł mnie w internecie i zadzwonił do organizatorek, aby się za mną wstawić, przecież organizator ma kilka numerów startowych do dyspozycji. Całą tę sytuacje opowiada mi na mecie BUGT! Fajnie, że są jeszcze tacy ludzie wśród nas, dziękuję, Szymek. 

Na bieg ultra zawsze zabieramOgrom pozytywnej energii, niezastąpiony support oraz ukochaną bułkę z żółtym serem, mój naturalny i zdrowy doping.

Rodzina i znajomi patrzą na to, co robię iPodziwiają mnie oraz są dumni, ale wciąż dziwią się, jak ja to robię i skąd biorę siły, aby tyle biegać. Wiem, że chcieliby mnie czasami zatrzymać (z troski o moje zdrowie), ale się nie daję. Ta biegowa więź jest nierozerwalna.

Do biegów górskich trenuję W każdej wolnej chwili, biegając, jeżdżąc na rowerze czy rolkach oraz trenując na siłowni czy w domowym zaciszu. Nie posiadam sztywnego planu treningowego, nie mam też osobistego trenera. Staram się słuchać organizmu i robię to, na co mam w danej chwili ochotę. Nie robię nic wbrew sobie, jak mam zły dzień, to po prostu odpuszczam trening, aby kolejnego dnia móc się nim cieszyć.

Moja dieta A bardziej jej brak. Oczywiście staram się jeść zdrowo i zielono. Mam swoje ulubione potrawy, na których opieram swój jadłospis. Wiem, że dla biegacza bardzo ważna jest zbilansowana dieta, dlatego staram się o nią dbać. Jednak czasami i mnie się zdarzy zgrzeszyć, gdy skuszę się na coś smacznego, a nie do końca zdrowego (ach, te pringlesy!).

Unikam… Biegania po betonie.

Szukam Wciąż nowych wyzwań i przygód, podnosząc sobie biegowe poprzeczki, serio, lubię to.

Szczęście To otaczać się dobrymi i pozytywnymi ludźmi, którzy doceniają twoją pracę. Szczęście to również spotykać ludzi, którzy chcą ci pomagać w realizacji twoich marzeń. Takich jak Attiq i Attiq Team, którzy zechcieli bardzo, abym dołączyła do ich elitarnego grona. Dziękuję za wasze zaufanie, fajnie być wśród was. Szczęście to mieć pasję, która powoduje, że twoje życie jest bardziej kolorowe.

Słucham Zawsze swojego organizmu, który jest dla mnie najlepszym trenerem.

Czytam Oczywiście magazyn ULTRA i dobrą literaturę. 

Ultra jest Dla mnie sposobem na życie, które daje mi poczucie wolności i powoduje, że mam w sobie ogrom radości.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły