Ultra Jacket V2 – ambitny typ

Warszawa, 13.04.2020

Dziwię się, że jeszcze mi coś dają do testowania, bo moje teksty rodzą się w bólach i zawsze są po czasie, ale jeśli dają, to znaczy że finalnie swoją robotę robię rzetelnie. Lubię te wszystkie szmery bajery i pomizdrzyć się przed fotografem też. Łapcie zatem najnowszy test biegowej przeciwdeszczówki od Ultimate Direction Ultra Jacket V2.

Te(k)st: Maciej Ners, zdjęcia: Karolina Krawczyk

Oczekiwania: Za 800 zł można kupić jeżdżącego Daewoo Tico albo wypasioną kurtkę od Ultimate Direction. Oba typy w pełni wodo- i wiatroodporne, z tym że w kurtce UD lepiej wygląda się na szlaku i w trudnych warunkach ma napęd na cztery łapy, nasze własne łapy.
Kiedy pierwszy raz wziąłem ją do rąk, nie wierzyłem, że takie maleństwo jest w stanie ochronić mnie przed porządną zlewą i wichurą. Owszem, solidnie wykonana, ale waży tyle co mój smartfon, a po złożeniu mieści się w dłoni. No to jak to, do cholery, ma mi uratować tyłek w ciężkich warunkach?! Z drugiej strony kosztuje tyle co 20-letnie tico, więc coś musi być na rzeczy...

Konstrukcja: Kurtka wykonana jest z dwuipółwarstwowego materiału 10D High-strength Nylon 2.5L, którego parametry przywodzą na myśl raczej skafandry kosmiczne NASA. Współczynnik wodoodporności wyrabia 300% normy do startu w UTMB. Wszystkie szwy są płaskie i w pełni klejone. Kaptur ma podwójną regulację ściągaczami po bokach i z tyłu głowy. Dodatkowo wywietrznik z tyłu kaptura i warstwa siatki w jego wnętrzu powodują, że podczas biegu materiał nie ciągnie nam włosów, a mózg się nie przegrzewa. Kurtka ma suwak z ochraniaczem podbródka i oddychające panele pod pachami. Rękawy wyposażono w rękawiczki, w których można schować zgrabiałe dłonie. Kurtka wyposażona jest w wewnętrzną kieszeń, do której sama się zmieści, ułatwiając transport.

Wygoda: Dobrze dopasowana, nie krępuje ruchów. Wywietrzniki pod pachami i w kapturze zwiększają komfort w newralgicznych miejscach. Daszek w kapturze chroni przed zacinającym deszczem, nie ograniczając przy tym widoczności.

Wytrzymałość: Pomimo piórkowej wagi, materiał, z którego wykonano kurtkę, jest bardzo wytrzymały. Wszystkie szwy są solidnie klejone i po trzech miesiącach testowania nie noszą śladów zużycia.

Przeznaczenie: Świetnie sprawdzi się w jesienną słotę, zimową zadymkę czy podczas wiosennej ulewy, a przy tym nie obciąży plecaka.

Warunki testowania: Kurtkę testowałem przez trzy miesiące od października na krótszych i dłuższych treningach, wycieczkach biegowych w górach Stołowych i Świętokrzyskich, a nawet jeżdżąc w deszczu na skuterze.

Ogólne wrażenia: Świetnie wykonany produkt w fajnym kolorze. W 100 procentach spełnia swoje zadanie w deszczu, ale przy bardzo intensywnym wysiłku w cieplejsze dni nie do końca radzi sobie z odprowadzaniem potu.

Podsumowanie: Dla mnie taka kurtka to obowiązkowy element ekwipunku na każde dłuższe zawody i wycieczki w góry, gdzie pogoda potrafi zmienić się w mgnieniu oka. Przy tej wadze i rozmiarze zawsze możemy ją mieć przy sobie. W mojej ocenie 9 na 10 punktów.

Zalety:

- wewnętrzne rękawiczki (świetny patent na wiatr)
- wywietrzniki pod pachami i w kapturze
- nie krępuje ruchów

Wady:

- krótka z przodu (problem dla wysokich i pewnie tych bardziej obłych)

- kieszeń wewnętrzna trochę za mała (jak chce się zamknąć w niej kurtkę, to trzeba ją wciskać)
- w cieplejsze dni przy aktywnościach o dużej intensywności problem z odprowadzaniem potu.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły