Turbacz Summer Trail, czyli rodzime zwycięstwo emeryta

Turbacz, 02.07.2021

Turbacz Trail. Turbacz Summer Trail. Zawody na których w edycjach letnich, zimowych czy ostatnio downhillowych startuję od samego początku. Miałem okazję ścigać się tu z Danielem Wosikiem czy Bartoszem Gorczycą. Zdobywałem tu wszystkie możliwe stopnie podium, biegałem w każdych możliwych do wyobrażenia sobie warunkach – od lodu, śniegu po pas, potoków na szlaku do 40 stopni w cieniu. Mimo, że formalnie i oficjalnie już nie startuję, tu, w swoim domu, wystartować, choćby i tylko koleżeńsko – musiałem! To taki jeden z kilku tylko startów w moim wykonaniu w tym roku.

Tekst: Piotr Biernawski

Zdjęcia: Katarzyna Gogler, Dariusz Broń

Na starcie od razu wyłapuję Kacpra Antolca. Biegłem z nim tylko raz i przegrałem. Ale taka lokalna rywalizacja zawsze mnie motywuje. I świetne jest to, jak na Podhalu lubią łączyć się dyscypliny – kolarze, panczeniści, skiturowcy i biegacze narciarscy – tu to nic dziwnego spotykać takich zawodników na biegach górskich. Podobnie z resztą jak i na wyścigach kolarskich czy narciarskich właśnie. Tutaj widać, jak ludzie kochają sport i jak interdyscyplinarni potrafią być. Kacper jest biegaczem narciarskim. Z moją rutyną, raczej wiem z kim będę się ścigał – jest Cezary Baliga, z którym co prawda nie miałem okazji osobiście, ale gdzieś z przestrzeni cyfrowej znamy się i swoje możliwości, pojawia się też dawno nie widziany Rafał Klecha. Szybkie liczenie pokazuje mi, że o podium będzie ciężko. Nie, żebym musiał, ale pewne rzeczy ciężko wyplenić. Szczerze mówiąc nie liczyłem na cuda, takie 3 miejsce open brałbym w ciemno.

 

Kilka godzin przed startem poszła tzw. pompa - z jednej strony fajnie, bo lepszy deszcz niż upał, z drugiej... pobiegłem w dziurawych Speedcrossach, które miałem w aucie, gdyż tak się złożyło, że nie wziąłem z domu niczego na błoto. Rutyna połączona z emeryturą powoduje jak widać dziwne przedstartowe zachowania. A Speedcross to nie jest dobry but na wyścigi, oczywiście prawda ta potwierdziła się okrutnie skręconą kostką na ok 21km. Bieg był interesujący - rok temu bieg poukładał się już na początku i zostało tak do mety – złoił nas wtedy Marcin Rzeszótko, ja walczyłem wtedy bardziej z pogodą niż czasem. Tym razem całkowicie nie! Od startu Czarek i Kacper pobiegli mocno, nawet bardzo. Już na podbiegach lekko od nich odstawałem, na pierwszym zbiegu zrobiło się półtorej minuty! Nie liczyłem, że chłopaków dogonię, raczej zastanawiałem się czy dam rady obronić 3 miejsce. Na zbiegu straciłem duuuuuużo, ale z kolei nikt nie dogonił mnie, co dawało nadzieję. Najdłuższy podbieg do Turbacza biegłem z chłodną głową, bez przypalania. I o dziwo w pewnym momencie zauważyłem liderów przed sobą. I nadal biegnąc spokojnie doszedłem. Kacper w którymś momencie osłabł, został lekko i biegłem już 2-gi. Czarek widać że ma dużą szybkość - na bardziej płaskich momentach bardzo mocno przyspieszał, miałem problemy, natomiast na stromych odcinkach momentalnie dochodziłem i... łapałem oddech. Była rezerwa, ale nie chciałem jej trwonić.

 

Od zbiegu od razu zacząłem tracić, ale do tzw. krzyża myśliwskiego zbieg jest stosunkowo prosty, więc mimo kolana (*od 2 miesięcy borykam się z kontuzją kolana, i w teorii w ogóle nie powinienem biegać!) mogłem dość szybko zbiegać i straciłem może około minuty. Z której część nadrobiłem na 2 małych podbiegach po drodze. Więc było dobrze - niestety były drobne korekty trasy i odpadł ostatni podbieg do mety, wiec nie liczyłem na wygraną, bo nie było gdzie wygrać - na zbiegu nie miałem szans, podbieg mi ukradli. Ale tu los zgotował niespodziankę - Czarek myli trasę i zbiega nie tam gdzie powinien. Ja zauważam to dopiero po wybiegu z lasu, staram się czekać i biegnę po prostu wolno - gdyby Czarek się odnalazł za mną, zamierzam go przepuścić. Nie pojawia się jednak, więc dobiegam na metę pierwszy. To nie jest taka "czysta" wygrana o jakiej się marzy, ale jak mnie ludzie "pocieszali" na mecie - taki jest sport. Jeśli więc tak, to mogę powiedzieć że po zeszłorocznym 3-cim miejscu rehabilituje się i ponownie ściągam puchar biegu do Nowego Targu.

 

Dystans wyniósł 26km, pionów nieco mniej niż ostatnio - 1000 z hakiem, tempo 4:45. Widać jak ogromny wpływ na bieganie ma pogoda. Aczkolwiek gdyby móc puścić nogę to myślę dałoby się zejść poniżej 4:40. Rafał Klecha pokazał pazur i dobiegł drugi, ~2 minuty za mną. Kacper Antolec zameldował się trzeci. Także w tym roku rywalizacja była bardzo fajna, ale przede wszystkim bardzo wyrównana!

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły