Piekielnie udane buty - test Altra Olympus 4

Cała Polska, 17.01.2021

Czego można oczekiwać od butów za ponad 700 złotych? Najbanalniej odpowiedzieć, że cudów. Okazuje się jednak, że czasem naprawdę dostajesz to, o co prosisz, chociaż może nie jesteś na to gotowy.

Tekst: Krzysztof Bubicz, zdjęcia: Patryk Ptak, Krzysztof Bubicz

Pewnie nieraz, kiedy po długim biegu uwalniałeś z butów zmasakrowane stopy, pomyślałeś: chciałbym uwolnić stopy”. Oto twoje życzenie się spełnia, dzięki modelowi Olympus4, flagowcowi marki Altra, o maksymalnej amortyzacji. To tłuste 33mm pianki EVA do twojej dyspozycji. To więcej niż oferuje Hoka SpeedGoat4! Takie buty nie mogą jednak być małe, smukłe czy lekkie. Jeden but w rozmiarze 46 waży 380g. Jeśli jesteś naprawdę wielkim chłopem, rozmiar 48 waży już ponad 400g. Nie są to więc buty dla lekkich sprinterów na szybkie, techniczne biegi, a solidne narzędzie wielogodzinnej pracy masywnego ultrasa. Tak duża ilość pianki pod stopą ogranicza jednak czucie trasy. Zamysłem tej konstrukcji jest poprowadzić biegacza wolniej, ale dalej. Jeżeli nie masz odpowiedniej masy, techniki biegu czy długodystansowej wytrzymałości, nie wykorzystasz ich wszystkich atutów, za które przecież nie przyszło mało zapłacić. Te buty mogą być idealne, o ile mieścisz się w ich targecie. 

 

Pierwsze wrażenia po otwarciu pudełka to poprawiona estetyka. To już nie są buty klauna czy rozchodzone kapciochy. Są lżejsze i mniej niezdarne niż poprzednik. Teraz to całkiem zgrabnie wyglądająca konstrukcja, pełna dopracowanych i przemyślanych detali jak dyskretnie ukryte mocowania stuptutów czy dodany języczek Pulltad do naciągania buta na zmęczoną stopę. Od spodu warto docenić podzielenie podeszwy sporym kanałem, który pozwala pracować jej dwóm częściom niezależnie. W stosunku do poprzedniego modelu zwiększono też liczbę kołków, a każdy z nich został teraz podzielony na dwie części, by zapewnić jeszcze lepszą trakcję. Zewnętrzną część podeszwy pokryto gumą Vibram MegaGrip i to czuć – na skałach, w lesie, na piasku, a nawet w błocie. Butom można zaufać prawie w każdych warunkach. Jedyny element, w jakim nie mogłem tego zrobić do końca, to śliskie, kamienne zbiegi. O ile podeszwa prawie na pewno złapie podłoże, to szeroka konstrukcja góry buta dopuszcza przesunięcie się w niej samej stopy. To kolejny haczyk – tak duża przestrzeń w bucie nie pozwala na precyzyjne czucie trasy i zachowanie kontroli na bardzo technicznych odcinkach. 

 

W biegu czuć przyjemny mariaż szerokości modelu Lone Peak z miękkością SpeedGoat. Buty trzymają stopę mocno dzięki rewelacyjnemu sznurowaniu. Raz zawiązane, nie wymagały korekty nawet po 10 godzinach. Diabeł tkwi też w szczegółach – np. niewielkiemu wycięciu na języku, dzięki któremu lepiej przylega on do stopy. Odniosłem wrażenie, że to pierwsze buty, które tak mocno trzymają stopę od góry. Nadal są jednak bardzo szerokie, więc zdarza się zahaczyć wracającą nogą o korzeń czy kamień. Natomiast zapiętek jest tak precyzyjnie dopasowany, że zapomniałem nawet o jego istnieniu i roli. Co ciekawe, kształt podeszwy InnerFlex pomaga naturalnie przetaczać stopę podczas biegu, pomimo zerowego dropu. Daje to wrażenie mimowolnego przyspieszania, więc nawet po wielu godzinach biegu coś pcha biegacza do przodu. Technologia FootShape pozwala palcom naturalnie się rozsunąć, a stopie – lądować pewniej. Zerowy drop, czyli to co producent marketingowo nazywa Balanced Cushioning, ułatwia lądowanie na śródstopiu, ale i tego wymaga. Jeśli macie z tym problem, czeka was droga i bolesna lekcja prawidłowej techniki biegania. Jeśli jednak podejmiecie rękawicę, odwdzięczą się stukrotnie.  
 

Buty testowałem na łącznym dystansie 160km, w bardzo szerokim zakresie temperatur, od rześkich górskich 6 stopni do ostatniego tchnienia lata przy 28 st. C. Zabrałem je na pięć treningów i trzy biegi zorganizowane. Robiłem w nich od 5km podbiegów do pełnoprawnego 80km ultra, z bogato zróżnicowaną trasą – skałami, leśnymi duktami, trawiastą łąką, błotem, piaskiem i rozgrzanym asfaltem. Wszędzie pchały, wszędzie dawały komfort i radość biegu. Nie dorobiłem się przy tym ani jednego otarcia czy odcisku.  

 

Zapewne dzięki bardzo przewiewnej siateczce Engineered Mesh buty nadal pachną fabryczną świeżością. Podczas biegu były przyjemnie przewiewne i śmiało można im zaufać, jeśli chodzi o schnięcie i pozbywanie się wody. Niewielkie obawy budzą natomiast pojawiające się od biegania po ostrych kamieniach zadrapania na miękkiej, wewnętrznej części podeszwy.  

Olympusy przerosły wszystkie moje oczekiwania. Piekielnie udane buty. Chociaż sporo kosztują, sprawiają, że być może innych nie będziecie już potrzebować. Stopy goją się w nich pomimo biegania, paznokcie odrastają, a oszczędzone na plasterkach pieniądze można odłożyć na kolejną parę.  

NAZWA: Altra Olympus 4 

RZECZYWISTA WAGA: (46) 380 

DROP: 0mm  

SZEROKOŚĆ: bardzo szeroki. 

NA JAKI DYSTANS: Dowolny, ale zarobią na siebie dopiero powyżej 50km. 

PRZEZNACZENIE: teren trailowy, górski.  

OGÓLNE WRAŻENIA:  

Wielogodzinny komfort biegu.  

Żadnych odcisków czy ran stóp. 

Dobra amortyzacja dla masywnych biegaczy. 

Precyzyjne trzymanie przy kostce. 

Agresywny, ale uniwersalny bieżnik. 

ZALETY: 

  • konstrukcja, która pozwala zapomnieć o odciskach i schodzących paznokciach 
  • maksymalna amortyzacja, dają mocne odbicie i naturalnie przetaczają stopę 
  • stabilne, niewymagające poprawki sznurowanie 

WADY: 

  • wysoka cena  
  • dużo przestrzeni w palcach, może przeszkadzać osobom o wąskiej stopie  
  • słabe czucie podłoża 

 

BIO: Krzysztof Bubicz  

Kochający podjadać kluski amator turystycznych ultra. Szczęśliwy okupant ogonów stawki. Człowiek, który w biegach nie osiągnął niczego, a jednocześnie osiągnął w nich najważniejsze: spokój i uśmiech pełen komarów. Autor satyrycznego fanpage’a dla biegowych przegrywów DNF&You. 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły