Mozart 100 czyli koncertowe występy klanu Leśniaków

Salzburg, 19.06.2022

Nasi na Mozartcie, niektórzy pobiegli wręcz koncertowo, innym troszkę instrumenty fałszowały i nie są do końca zadowoleni z wyniku. Niemniej jednak, wszyscy podkreślają, że było piekielnie gorąco, wymagająco i… zapraszamy do lektury.

Zdjęcie: Jan Hatfleisch / Mozart 100

O starcie Kamila Leśniaka, przeczytaliście już rano na naszym FB (dla przypomnienia wrzucamy niżej), teraz czas na starszego z klanu Leśniaków!

Michał Leśniak tak w kilku zdaniach podsumował swój start na dystansie ULTRA (75km, +/- 4000m)!

„Był jednym z poważniejszych startów na długim dystansie w tym roku, mogę wręcz powiedzieć że to mój pierwszy sezon górski. Nie spodziewałem się do końca zajęcia 4 miejsca w mocnym biegu. Kamil bardzo mnie uczulał bym rozpoczął wolno i tak też zrobiłem, pobiegłem za 15 osobowa grupą prowadzącą bieg. Dzięki długim podbiegom, pogodzie i szybkiej trasy która mi sprzyjała powoli piąłem się wyżej w klasyfikacji. Bardzo pilnowałem odżywiania i nawadniania w trakcie biegu bez większych kryzysów szczęśliwie ukończyłem bieg z czasem 8 godz. 01 min. Jestem przeszczęśliwy.”

A jak swój start na 100km zapamiętał Kamil Dąbrowski.

„Plan był biec na czas w przedziale 11:30 – 12:00 h. No było z przygodami jak już wielu osobą mówiłem - sraczka / wymioty, silny ból żołądka uniemożliwiający bieganie i jedzenie pokarmów stałych żele jakoś wchodziły, troszkę omamów wzrokowych pod postacią Sfinksa w ogródku, a tak to spoko. Tak działo się od ok 70 km. Pierwotny plan był ruszyć mocno i bez kalkulacji a później cisnąć jeszcze mocniej. Nie wyszło. Teraz czuje się jak po 3 dniowym chlaniu bez możliwości wypicia jakiegoś klina. Także takie przygody. Pewnie gdyby nie dobry support to w najlepszym wypadku bym nie skończył, a w najgorszym skończyłbym w karetce. Nic trzeba dalej pracować.”

 

Piotr Choroś, 25. zawodnik „setki”.

„Mozart 100 to chyba najbliższe od Polski zawody odbywające się w Alpach. Jeśli ktoś chce poczuć smak wielkiego festiwalu biegowego odbywającego się pod logo UTMB, zobaczyć Alpy i pobiegać w nich, to dokonały wybór. Mozart 100 był wycieczką po kamienie, potrzebne do zapisania się na UTMB. Walka o wynik na tak mocno obsadzonych zawodach to dla mnie walka o odpowiedni czas, nie o miejsce. Zakładałem, znając wyniki sprzed lat, że powinienem zmieścić się w 13h, aby czuć satysfakcję. Trochę prognozy pogody (30 stopni!) mnie wystraszyły i skłaniały do weryfikacji tego czasu. Jednak start w komfortowych warunkach, spokojne tętno pomimo szybkiego tempa, skłoniły mnie do rzucenia się do przodu, co pozwoliło na zmieszczenie się w 12 godzinach. Do 75 km ta taktyka sprawdzała się. Później zaczęły się schody. Duża cześć biegu wiedzie odkrytym terenem. Słońce zrobiło swoje i zaczęła się walka w mojej głowie. Były fragmenty, że szedłem. Potykałem się o własne nogi. Nawet jedną wywrotkę na zbiegu zaliczyłem. Ostatnie podejście już w Salzburgu chciało zabić. Dopiero mijający mnie Florian Neuschwander zmobilizował mnie do biegu i ostatni fragment podbiegu oraz zbieg pokonałem całkiem rześko. Jeśli chodzi o wynik to dawno nie byłem tak zadowolony. Zrobiłem więcej niż planowałem.”

17. na mecie koronnego dystansu zameldował się Roman Ficek.

„Więc to dla mnie niezadowalająca pozycja, czas też taki sobie (11:33:24) , patrząc na czas zwycięzcy, to przepaść. (zwyciężył Janosch Kowalczyk z czasem 09:36:09) Po 6h biegu znów dopadło mnie zmęczenie, wybiło mi korki i silnik ledwo pracował, na takiej „dwójeczce”. Więc muszę załatwić problem ze swoim ciałem i doprowadzić do pełnej sprawności. Mus być zdrowotnie wszystko na najwyższym poziomie. Na treningach wszystko wygląda wręcz książkowo, tętno, tempo. Ale przychodzi start w ultramaratonie i w połowie dystansu zaczynają się problemy. Przecież o nawodnienie i uzupełnianie elektrolotów cały czas dbałem. A wyszło jak wyszło. Czas zabrać się za siebie. Tak abym mógł biegać tak dobrze jak kiedyś. Organizacja biegu bardzo dobra, choć trasa mi się nie do końca podobała, dużo asfaltu i szutrowych dróg, szlaków górskich jak na lekarstwo, tylko z dwóch szczytów takie prawdziwe ścieżki. Było bardzo gorąco, smażyło strasznie więc to dodatkowa trudność. Ogólnie do połowy dystansu było ok, gdybym takie tempo utrzymał to by było „za….e”, ale ewidentnie coś jest nie tak. Więc wracam i biorę swoje ciało na warsztat i działamy dalej."

 

Kamil Leśniak, 100+, miejsce 6. czas 10:28:28

„Bieg od początku rozprowadzony bardzo szybko. Duża grupa i dość łagodny początek temu służyło. Mimo iż po 5km byłem gdzieś poza 20 miejscu to czułem, że będzie rzeźbienie. Ale kto nie ryzykuje? Starałem się przy tym dość płynnie miedzy etapami przemieszczać. Bez szarpania. Spokojne zbiegi.

Dobrze się biegło 2/3 trasy. Potem upał dawał w kość. Ale finalnie nie widzę większych kryzysów na trasie. Brakło gdzieś po 70km motywacji do walki. Trochę mi skrzydła podcięło długie przebywanie na punktach odżywczych. Niestety nie przygotowałem się tutaj i nie miałem supportu na całej trasie. Na większa refleksje zapraszam już wkrótce na moja stronę gdzie będzie relacja z biegu.

Podsumowując jestem bardzo zadowolony. W moim drugim życiu jest to mój najlepszy bieg.”

 

 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły