Biegacz amator

Łemko nadchodzi, nadbiega wręcz…

Beskid Niski, 21.10.2021

To, że organizacja biegu górskiego, a w zasadzie całego weekendu biegowego z pięcioma dystansami to nie „bułka z masłem”, wie zapewne większość z was. A jak to wygląda od środka? Rozmawiamy na ostatniej prostej z organizatorami Łemkowyna Ultra Trail o zbliżającej się wielkimi susami tegorocznej, jesiennej odsłonie imprezy.

Zdjęcia: Piotr Oleszak, Karolina Krawczyk

James: Niby to już kolejna Łemko-przygoda, wszystko powinno zrobić się samo, ale życie nie znosi próżni. Co w tej edycji Was zaskoczyło, z czym musieliście się zmierzyć?
Gabriela Gajdzińska: Złapałeś mnie akurat w pociągu z Suwałk do Warszawy. Wracam właśnie z Suwalszczyzny, skąd miałam wrócić już tydzień temu, ale razem z córką trafiłyśmy do szpitala w Sejnach. Obie chore. I to jest to, co zdecydowanie nas zaskoczyło. Jestem tydzień pracy w plecy, moje zobowiązania musieli przejąć inni. Ale najważniejsze, że obie dochodzimy powoli do zdrowia, a ja wracam w Beskid Niski robić ŁUT!


J: Kiedyś wspominaliście, że organizacja kolejnej edycji rozpoczyna się zaraz po dotarciu ostatniego zawodnika na metę. W tym roku mieliście nadprogramowo jeszcze wiosenną edycję.
GG: A nawet chwilę wcześniej. Jest 2021 rok, jeszcze nie odbyła się październikowa edycja, a my już mamy wstępne plany na 2022, a także milion pomysłów, co zrobić przy kolejnej edycji inaczej, co jeszcze ulepszyć, z czego zrezygnować. Z perspektywy czasu myślę, że wiosenna edycja była nam wszystkim bardzo potrzebna. Owszem, było inaczej. Zabrakło wspólnych startów, a meta w Komańczy przypominała bardziej metę z pierwszej edycji w 2014 roku niż tę np. z 2019 roku, którą wszyscy wolelibyśmy pamiętać. Jeden namiot, dekoracja bez pompy, brak prysznicy, skromne pakiety. Najważniejsze było jednak to, że się w ogóle odbyła. Przesuwając na dwa tygodnie przed biegiem zawody na maj, straciliśmy mnóstwo zaliczek, a zakupione jedzenie niemal w całości rozdaliśmy. Przy czym, jeśli ktoś chciał odzyskać wpisowe, oddawaliśmy 100% wpłaconej kwoty.


Nie muszę chyba mówić, że nie wyszliśmy na tym najlepiej. Ale staraliśmy się zrobić wszystko, żeby zawody odbyły się na najlepszym poziomie i w dobrym standardzie. Nie spotkaliśmy się z krytyką tego, że biegacze w pakiecie nie znaleźli gadżetu, ani że nie mogli na mecie wziąć prysznicu. Zawodnicy wykazali się dużym zrozumieniem. Przychodzili dziękować, że po tak długim czasie mogli pobiec, zobaczyć Beskid Niski w innej odsłonie niż zazwyczaj. Wszyscy byliśmy już zmęczeni i stęsknieni.

J: Co nowego czeka w edycji a.d. 2021? Czym chcecie zaskoczyć ultrasów?
GG: Jaka będzie ta edycja? Mam nadzieję, że zbliżona do edycji z 2019 roku. Wracają wspólne starty, bardzo brakowało tej energii w maju. Na mecie postawiona zostanie hala namiotowa, będą sanitariaty, zapłonie ognisko, przy którym będzie można się zagrzać. Ponownie udostępniona zostanie szkoła w Komańczy, w której będzie można się zregenerować. Wraca też stara, dobra Łemkowyna pod względem pogodowym – i nie mam tutaj na myśli legendarnej ilości błota, a… przymrozki! Noce już są bardzo zimne i takie też zapowiadają się najbliższe dni.


W tym roku mamy także dwie niespodzianki od naszych partnerów: marek Coros i Petzl.
Wraz z Corosem przygotowaliśmy dodatkową konkurencję – odcinek specjalny, czyli „Premię Górską COROS Cergowa Uphill” o długości ok. 2,6 km +360 m. Zawodnicy dystansów 150, 100 oraz 70 km będą mogli „nieco” mocniej pocisnąć na Cergową i dodatkowo wbiec na wieżę widokową. Czy warto? Zdecydowanie! Do wygrania niezawodny zegarek COROS Vertix z baterią, która wytrzymuje aż 60 godzin w trybie „full GPS”.

Podobnie jak w latach ubiegłych jest też z nami Petzl, z którym przygotowaliśmy dla zawodników ŁUT 150 specjalną akcję. Zasady są proste: trzeba ukończyć trasę ŁUT 150 w limicie. Wygrywa kobieta i mężczyzna, którzy największy odsetek czasu na trasie spędzą w nocy. Czyli – trzeba ukończyć ŁUT 150 jak najbliżej wschodu słońca w niedzielę. A do zgarnięcia dwa razy Petzl IKO CORE.

Będzie się zatem działo!


J: Upływający czas najbardziej widać po dzieciach, bo my przecież się nie starzejemy. Czy nadal Wam się tak samo chce jak przy premierowej edycji?
GG: Działamy z tą samą energią, z którą zaczynaliśmy ŁUT. Wiadomo, jest inaczej niż osiem lat temu. Wypracowaliśmy dla siebie pewne standardy i organizacyjne ułatwienia. Ale nadal chcemy się rozwijać, ulepszać, wprowadzać nowości oraz podnosić poprzeczkę, sięgać po więcej. To wciąż dla nas robienie rzeczy, które dają poczucie sensu. Pandemia sprawiła, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy w ogóle to wszystko przetrwamy… To nieco zaniżyło morale całej ekipy, dlatego wcześniej wspomniałam Ci o tym, że majowa edycja była nam wszystkim naprawdę bardzo potrzebna. Pozwoliła wyjść z marazmu, ruszyć do przodu. Dała nadzieję.


J: Teraz to bardzo gorący okres dla Was, ale możecie liczyć na sprawdzoną w boju i łemkowskim błocie ekipę Wolontariuszy, bez których nie byłaby możliwa cała ta zabawa.
GG: Od ośmiu lat z całej Polski przyjeżdżają setki ludzi pomagać nam przy organizacji. W tym roku woloekipy będzie ponad 210 osób. Połowa z nich to osoby, które niemal wszystko już wiedzą. Stworzyła się doskonała grupa, na którą z niecierpliwością co roku czekamy. I wiem, że oni też. Na dwa miesiące przed zawodami na naszej wewnętrznej facebookowej grupie trwa już codzienne odliczanie. Lubimy się, przyjaźnimy, tęsknimy za sobą. Obserwuję to wszystko z zaciekawieniem od lat. Często myślę, że oni są naprawdę mocno pokręceni: biorą urlopy w pracy, jadą z drugiego końca Polski po to, żeby spędzić cały weekend w zimnie, deszczu i błocie. [śmiech]

J: Koronny dystans od wielu lat ściąga mocnych „ultrasów”, nie inaczej jest tym razem. Wśród panów na liście startowej m.in. Grządziel, Dombrowski, Jendrych. Panie też nie wszystkie zamieniły już buty z dużym bieżnikiem na wieczorowe szpilki. Katarzyna Winiarska, Nina Graboś czy Agnieszka Markiewicz powinny zagwarantować wysoki poziom. Kogo upatrujecie wśród faworytów?

GG: Łemkowyna to zawody bardzo ciężkie do trafnego typowania zwycięzców. Liczba zmiennych, które mają wpływ na wynik, jest tak duża, że rankingi ITRA często zawodziły. Na pewno atutem Artura Jendrycha będzie doświadczenie na tej trasie oraz na siedemdziesiątce, którą już biegł. Maciek Dombrowski za to mieszka w okolicy i ma na bieżąco możliwość sprawdzania trasy. Dominik Grządziel ze swoją formą na pewno tanio skóry nie sprzeda.

Wśród Pań również szykuje się ciekawa rywalizacja. Biegnie Agnieszka Markiewicz, która dopiero co zajęła 3. miejsce na dystansie 65 km w ramach Innsbruck Alpine Trailrun Festival 2021. Kasia i Nina – myślę, że też mogą mocno zamieszać.

J: Czy oprócz tego, aby wszyscy dobiegi w zdrowiu i z uśmiechem na twarzy do mety w Komańczy, powinniśmy Wam dziś życzyć?
GG: Niesłabnącej energii i nowych pomysłów na przyszłość. Tak, aby biegaczom chciało się do nas wracać, abyśmy ich wciąż byli w stanie czymś pozytywnie zaskoczyć. A na ten nadchodzący weekend słońca i dobrej pogody! Jesienią można tu przeżyć wszystkie pory roku jednocześnie – opalić się i zmarznąć. Niech to będzie dobry czas wśród wspaniałych ludzi, na pięknych trasach Beskidu Niskiego. Dobrego przeżywania ŁUT!


Przy tej okazji dziękujemy też naszym sponsorom i partnerom. Columbia, Naked, Jeep, Petzl, Coros, Nutrend, Kryniczanka – wspierają nas nieustająco od lat. Jest też z nami nasz partner – Województwo Podkarpackie. Dzięki nim udaje nam się zorganizować zawody na naprawdę dobrym poziomie.

PODKARPACKIE
PODKARPACKIE
Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły