Gdy czytasz tę rozmowę*, najpewniej już wiadomo, czy polscy skialpiniści pojadą na zimowe igrzyska olimpijskie w Bormio**. Ja z Moniką Strojny ‒ znaną większości z was jako współorganizatorka Biegu Ultra Granią Tatr ‒ rozmawiam o tym, zamykając numer, czyli nie wiedząc, co przyniesie początek grudnia. Dlaczego właśnie z Moniką?
Rozmawiał: Jędrek Maćkowski
zdjęcia: ISMF
*Rozmowa ukazała się w Magazynie ULTRA#62 w grudniu 2025 r.
** Iwona Januszyk i Jan Elantkowski reprezentują Polskę w "narciarstwie wysokogórskim", starty 19 i 21 lutego.
Monika prowadzi portal najszerzej relacjonujący zawody skiturowe rozgrywane w ramach Międzynarodowej Federacji Skialpinizmu (ISMF ‒ International Ski Mountaineering Federation). Z ich ramienia jest też koordynatorką wszystkich zawodów Pucharu Świata i mistrzostw Europy w sezonie 2025/2026. Jest też delegatem technicznym jako sędzia na zimowe igrzyska olimpijskie.
Jędrek Maćkowski: W jakiej formule ścigają się zawodnicy, ilu zawodników będzie się ścigać i kto z naszych może się pojawić w Bormio? Jak wyglądały kwalifikacje?
Monika Strojny: W Bormio zobaczymy dwie konkurencje, sprint (konkurencja indywidualna) i sztafetę mieszaną (zespół złożony z kobiety i mężczyzny). W pierwszej zgodzie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego była jeszcze koronna konkurencja skialpinizmu, czyli start indywidualny (długi start w górach), ale po roku od przegłosowania decyzja została cofnięta i skialpinizm zadebiutuje tylko z tymi dwoma startami.

Polacy nie mają jeszcze kwalifikacji, został nam jeden start – 6 grudnia 2025 w USA. Nasze zespoły zbierały punkty przez cały poprzedni sezon (zawodami kwalifikacyjnymi były Puchary Świata, a bezpośrednią kwalifikację zapewniały tylko pierwsze dwa miejsca na mistrzostwach świata). Po tamtym sezonie nasz zespół ma 12. pozycję w rankingu, co daje nam awans. Jednakże tuż za nami są Szwedzi i w praktyce musimy z nimi wygrać, aby utrzymać miejsce. Wtedy pojedziemy na igrzyska. Ponieważ kwalifikacja nie jest imienna, to decyzję o składzie podejmie Polski Związek Alpinizmu odpowiedzialny za dyscyplinę w naszym kraju. Największe szanse mają Iwona Januszyk i Jasiek Elantkowski, choć w grze jest także Oskar Śliwiński. Pierwszą dwójkę znacie doskonale również z biegów górskich. W sumie na igrzyskach zobaczymy 36 zawodników (18 kobiet i 18 mężczyzn), limit na kraj wynosi cztery osoby. My mamy szanse na dwie. Zakwalifikowany zespół będzie także startował w sprintach, ale już indywidualnie. (tu już wiemy że Iwona Januszyk i Jasiek Elantkowski będą reprezentować Polskę na IO)
W środowisku sporo mówi się o tym, że IO i sposób ścigania się odarły skimo z tego, co najpiękniejsze, by kibice mogli śledzić zawody, a telewizja transmitować wyścig. I teraz to takie ściganie się po narciarskim stoku, a nie epickie przełęcze, strome zjazdy i podejścia. Czy się z tym zgadzasz? Na czym dokładnie polega formuła zawodów obecnie, tych pod kątem igrzysk?
Trzeba popatrzeć trochę szerzej. Włączenie nowego sportu do programu igrzysk to skomplikowany, długotrwały i kosztowny proces. Dodam, że skialpinizm jest pierwszym nowym sportem zimowym dołączonym do programu od 27 lat. W 1998 roku na igrzyskach pojawiły się snowboard i curling. Także dostać się do tego grona nie jest łatwo i trzeba pójść na pewne kompromisy, a te dotyczą przede wszystkim przewidywalności wydarzenia, atrakcyjności dla publiki (przed TV, ale także w social mediach i na świecie ‒ faktycznie uprawiających dany sport). Na dołączenie musi też wyrazić zgodę organizator igrzysk. No i przez wiele lat to się nie udawało, a proces gwałtownie przerwała i zatrzymała na lata lawina, która porwała zawodników MŚ w 2006 roku we Włoszech. Zawody miały pokazać przedstawicielom igrzysk, jak wspaniałym sportem jest skialpinizm, ale... nie udało się. Wszyscy byli przerażeni. W lawinie nikt nie zginął, ale kilku zawodników zostało przysypanych (w tym – wtedy junior – Andrzej Bargiel, który z powodzeniem startował w międzynarodowych zawodach).

Sprint i sztafeta mieszana to właśnie kompromis, na który trzeba było pójść. Ale zawodnicy nie przestali uprawiać skialpinizmu w górach. Cała czołówka Pucharu Świata startuje w długich zawodach typu Pierra Menta czy Mezzalama. Gdy najlepszy obecnie sprinter, Hiszpan Oriol Cardona Coll, zapewnił sobie bilet na igrzyska (wygrał mistrzostwa świata i jego federacja przyznała mu miejsce), na kolejnych zawodach w Vall Martello pobiegł w konkurencji indywidualnej w masywie Ortlera, zajmując 18. miejsce na trasie mającej 1600 m przewyższenia w trudnym terenie na ponad 3000 m n.p.m. Także to nie jest tak, że tamte zawody przestały się liczyć. Prawdą jest jednak, że środki, które wspierają nasz sport (dofinansowanie z Ministerstwa Sportu), idą w tej chwili w większości na przygotowania do sprintów i sztafet. Niemal każdy sport rozgrywany na długich trasach ma w tej chwili również wersję skróconą, sprinty występują w narciarstwie biegowym, łyżwiarstwie szybkim czy biathlonie. Są świetnym wstępem do treningów dla dzieci i młodzieży, a także poszerzają możliwości trenowania dla krajów, które nie mają lodowców, dużych gór czy długiej zimy. Ja bym się na to nie obrażała, tylko korzystała z szansy, jaką daje wejście sportu na igrzyska.
Czy zauważyłaś większe zainteresowanie zwykłymi skiturami, wycieczkami narciarskimi w teren wśród zwykłych amatorów? Chodzi mi o popularyzację dyscypliny wśród osób, które nie miały do tej pory pojęcia, że taki rodzaj narciarstwa istnieje.
Największy boom na skituring i wejście do powszechnej świadomości zawdzięczamy covidowi. Zamknięte wyciągi, potrzeba ruchu i przymusowy czas wolny sprawiły, że Polacy niemal masowo ruszyli na skitury. Największe ośrodki narciarskie pozwalały na niemal nieograniczoną aktywność, ludzie kupowali sprzęt, wypożyczalnie świeciły pustkami. To trwało mniej więcej dwa lata i wiele osób wróciło potem do narciarstwa alpejskiego, ale sporo zostało. Dziś amatorów jest zdecydowanie więcej niż pięć czy dziesięć lat temu, kiedy skitury były aktywnością totalnie niszową. Natomiast to niespecjalnie (jeszcze) przekłada się na sport i rywalizację. W zawodach Pucharu Polski startuje tyle samo, albo nawet mniej zawodników niż kilka lat temu. Mam jednak nadzieję, że to też się zmieni i tak jak w Austrii, we Włoszech czy Francji na amatorskie zawody będzie chciało przyjechać 500 osób. Choć u nas to zawsze jest kłopot, bo góry mamy małe, trasy narciarskie też, a poza są parki narodowe i nie można traktować ich tak samo jak opcji w ośrodkach narciarskich.

Dobra, wróćmy do igrzysk ‒ co będziemy fizycznie oglądali, jak przebiegać będzie ta rywalizacja?
Sprint trwa ok. 3 min, trasa ma 70 m przewyższenia. Startuje się pojedynczo w kwalifikacjach. Na igrzyskach zobaczymy jednak już tylko trzy kolejne fazy, w których zawodnicy ścigają się ramię w ramię w sześć osób: ćwierćfinały, półfinały i finał. W każdej z faz odpadają dwie‒trzy najwolniejsze osoby. Trasa to podejście na nartach, odcinek pieszy i zjazd plus oczywiście tzw. przepinki. Najlepszym zdjęcie fok, blokada butów i wiązań zajmuje nie więcej niż trzy‒cztery sekundy. W sztafecie zespół złożony z kobiety i mężczyzny ma do pokonania cztery pętle (w kolejności kobieta‒mężczyzna‒kobieta‒mężczyzna), każde z nich po dwie. Jedna pętla ma około 150 m przewyższenia i zawiera dwa podejścia, dwa zjazdy i odcinek pokonywany na butach z nartami przy plecaku. Przejście jednej pętli to od 7 do 10 minut, całość zawodów zamknie się w 35 minutach. Na igrzyskach zobaczymy 12 zespołów.
[...] Jak obecnie wygląda program szkoleniowy? Wsparcie sprzętowe przez związek?
Nie ma się co oszukiwać, nie jesteśmy na takim etapie jak potęgi skialpinistyczne i jeszcze długo nie będziemy, ale w stosunku do tego, co było zaledwie trzy‒cztery lata temu, zmiana jest ogromna. Wejście na igrzyska to niemal automatycznie wyższe dofinansowanie z Ministerstwa Sportu i Turystyki ‒ zawodnicy otrzymują stypendia, są lepiej traktowani przez uczelnie czy pracodawców. PZA (Polski Związek Alpinizmu) to jedyny związek z letnim i zimowym sportem olimpijskim, a wspinaczka sportowa skutecznie przetarła szlaki. Po raz pierwszy w historii związek zapewnia więc sztab szkoleniowy – trenera prowadzącego, dietetyka, trenera przygotowania motorycznego, serwismena. Przed sezonem zawodnicy spędzili miesiąc‒dwa na śniegu na lodowcach, a w trakcie sezonu mogą latać na każde zawody samolotem, a ekipa wspierająca często jeździ busem ze sprzętem. Kadra ma oficjalne stroje startowe i reprezentacyjne, każdy ma zapas sprzętu, ale prawda jest też taka, że nie zawsze starcza np. na hotele z pełnym wyżywieniem w drogich miejscach jak USA czy Szwajcaria. Skialpinizm to nadal sport niszowy i pewnie jeszcze kilka lat będziemy w Polsce musieli poczekać na równe traktowanie z innymi sportami zimowymi.
Przed jakimi błędami powinien próbować uchronić się trail, myśląc o włączeniu go do programu igrzysk olimpijskich? Wy już tę drogę przeszliście i na pewno wszystko nie jest idealne.
Największe emocje zawsze towarzyszą decyzji, które konkurencje i w jakim formacie wejdą do programu igrzysk. Federacja ma sporo do powiedzenia, ale nie ma ostatecznego głosu. W środowisku zawsze ktoś jest przeciw i trzeba zmierzyć się z krytyką. Myślę, że warto zawczasu przemyśleć, jaką konkurencję chce się pokazać i dlaczego, oraz wziąć pod uwagę, jak ją trzeba będzie zmienić, aby decyzję zaakceptował OBS ‒ dział medialny MKOl.
Trzeba też pamiętać, że wchodząc do rodziny sportów olimpijskich, można pozyskać i wykorzystać sporo środków na wspieranie np. młodzieży. Jeśli chodzi o trail, o którym wiem tylko trochę jako organizatorka BUGT, musicie mieć dobrą i doświadczoną ekipę, która zajmie się całą związkową organizacją. Kogoś, kto wie jak działa Ministerstwo Sportu i Turystyki i potrafi sprawnie poruszać się w gąszczu przepisów i rozliczać środki. Biuro PZA przechodziło chrzest bojowy ze wspinaniem, ale także wcześniej ze sportami nieolimpijskimi. Wiem, że związki są średnio lubiane przez publikę, ale w tych związkach potrzeba ludzi, którzy będą pracować przy biurku, a nie tylko biegać po górach. A to czasem spory szok dla tych, którzy chcą zmierzyć się z byciem tzw. działaczem.
Ostatnie pytanie. Polska i skitury. Czy to dobre miejsce do uprawiania skituringu? Jak robić to z głową?
Odpowiem patriotycznie. Świetne miejsce, choć pewnie z mojej perspektywy – od 15 lat mieszkanki Zakopanego ‒ łatwo tak powiedzieć. W innych regionach sezon trwa tylko dwa‒trzy miesiące (jeśli w ogóle), więc jeśli ma się blisko w Bieszczady, Beskidy czy Karkonosze, to pewnie idealnie nie jest. Ale w Tatrach da się działać zazwyczaj przez pięć do sześciu miesięcy w roku, więc nie jest źle. Głównym grzechem osób zaczynających skituring jest niewystarczająca umiejętność jazdy na nartach, a jeśli zaczyna się od razu na lekkim sprzęcie, technikę należy mieć naprawdę dobrą. A na to potrzeba czasu. Nie ma drogi na skróty, tydzień w roku nie wystarczy, żeby zrobić progres. Druga sprawa to bezpieczeństwo lawinowe i przygotowanie do poruszania się w trudnym terenie, o którym sporo narciarzy zapomina. Także warto na początku znaleźć klub, zapisać się na kurs, znaleźć dobrego przewodnika czy instruktora, ale potem w górach swoje trzeba odpracować. To sport i aktywność dla ludzi konsekwentnych. Jeśli już się załapie bakcyla, to okazuje się, że nie ma piękniejszej dyscypliny. Masz góry dla siebie, porcję aktywności i wielką frajdę ze zjazdów. Czego chcieć więcej?

Monika, a kiedy Ty zetknęłaś się ze skiturami po raz pierwszy?
Moje pierwsze zetknięcie ze skiturami było na Elbrusie w 2010 roku, gdzie pojechałam na zawody jako fotograf Salomona. Bieg wygrał wtedy Andrzej Bargiel, a w międzyczasie trenował sobie na nartach. Pamiętam do dziś, jak pomyślałam, że to idealny sposób na poruszanie się po górach. Andrzej na wysokości 4000‒5000 m robił to z taką lekkością, a ja ledwo żyłam, więc to musiał być dobry wybór. Kilka miesięcy później przeprowadziłam się do Zakopanego, zaczęłam pomagać przy organizacji zawodów skiturowych i tak trafiłam najpierw do PZA, potem do ISMF ‒ Międzynarodowej Federacji Skialpinizmu, zostałam sędzią. Cała główna ekipa organizująca Bieg Granią Tatr robiła wcześniej zawody skiturowe, m.in. Memoriał Piotra Malinowskiego, który w 2011 roku był finałem Pucharu Świata ‒ to było bardzo fajne środowisko, które szybko mnie wciągnęło. Zresztą tak jest też na świecie ‒ te środowiska przenikają się, najlepsi skialpiniści to też czołówka biegów górskich.

Niedawno podpisałam kontrakt z ISMF na koordynację wszystkich zawodów Pucharu Świata i mistrzostw Europy w sezonie 2025/2026. Trafiłam też do delegacji technicznej jako sędzia na zimowe igrzyska olimpijskie. Jestem też przewodniczką tatrzańską III klasy i pracuję dla 5+Szkoły Górskiej. Nigdy nie byłam zawodniczką. Po dwukrotnej operacji kolana moje możliwości jeszcze się zmniejszyły, ale z pewnością zima jest dla mnie najlepszą porą roku, a skituring ulubioną aktywnością. Prowadzę stronę Skialpinizm.info na FB i Instagramie, na które serdecznie zapraszam.