Discover Łemkowyna - Jesień

Główny Szlak Beskidzki, 25.09.2019

Prowadzeni przez pory roku, zbliżamy się do końca podróży przez Łemkowszczyznę. Każda z nich ma swój klimat, swoje kolory, swoje światło i swój rytm. Serce tej krainy bije w tak wielu miejscach, jest obecne w tylu osobach. Dla niektórych jest codziennością, dla innych staje się przystanią i przygodą na chwilę, naznaczoną emocjami, a później często tęsknotą za ciszą, przestrzenią, kolorami i zapachami. Dla wielu są to kolory jesieni, wspomnienie czasu październikowych zawodów Łemkowyna Ultra-Trail, zapis zmagań z samym sobą i obrazy pojawiające się przed oczami po biegu.

Tekst i zdjęcia: Karolina Krawczyk

Od Krynicy po Komańczę, w dalszej bądź bliższej odległości od głównego szlaku beskidzkiego, którym prowadzi główna trasa Łemkowyna Ultra-Trail, przestrzeń kryje wiele historii, które zawsze, gdy tutaj jestem, zachęcają do refleksji, zatrzymują przy przydrożnym krzyżu, kierują w stronę cerkwi, do doliny nieistniejącej łemkowskiej wsi, wywołują ciekawość i skłaniają do rozmów z mieszkańcami.

Rozmawiam z panią Marią Buriak Gocz, żoną śp. Teodora Gocza, założyciela Muzeum Kultury Łemkowskiej w Zyndranowej koło Dukli. Odwiedzam to miejsce od kilku lat, w każde wakacje. Tym razem pani Maria oddała swoje obowiązki przewodnika w ręce praktykantki, więc zaglądam do niej prywatnie na kilka słów. Siadamy przy stole w kuchni. Wyciągam książkę i nieśmiało proszę o podpis. Publikacja Łemkowie. Losy zaginionego narodu Marka Koprowskiego to oprócz historii Łemków zapisane wspomnienia pani Marii i jej męża. W głowie kłębi się tyle pytań, a język się zaciska, głowa wycisza. Nie minęły jeszcze dwa miesiące od śmierci pana Teodora. To nie jest dobry czas na długie rozmowy i pytania. Wspominam krótko o Łemkowyna Ultra-Trail i spotykam się ze znajomością tematu. „Przyjeżdżają na te zawody znajomi ze Słowacji”. Łagodne spojrzenie pani Marii miesza się po chwili z obawą w słowach na nadchodzący czas. „W wakacje zagląda tu tyle osób… A jesień? Będzie tutaj tak pusto”.

Jesień to taki czas, w którym serce nie może się zdecydować, czy cieszyć się na nadchodzące mgliste poranki i magiczne, chłodne wieczory, czy tęsknić za latem i rozpalonym słońcem niebem, zapachem łąk i pól po sianokosach. W letnie popołudnie siadam obok pana Józefa, mieszkańca Beskidu Niskiego. Ma ogromną miłość do tego regionu i wiedzę na jego temat. Przypomina mi mojego dziadka, dla którego obcowanie z przyrodą, życie w zgodzie z jej rytmem było równie ważne i jednocześnie naturalne, oczywiste, za którym ja, mieszkając na co dzień w wielkim mieście tak bardzo tęsknię. Rozmawiamy o nadchodzącej jesieni. Zbliża się czas melancholijny, ale i radosny, okres senności i nasycenia po lecie, czas zbierania owoców pracy długich dni. W przyrodzie dzieje się mnóstwo historii. Jelenie walczą o łanie na rykowisku, bociany i żurawie wybierają się w dalekie podróże na południe, na drzewach i krzewach dojrzewają dzikie skarby jesieni, takie jak jarzębina, pigwa, dereń, tarnina czy czarny bez. W wilgotnych zazwyczaj lasach nie brakuje grzybów, a wśród mieniących się kolorami drzew największe wrażenie sprawia złoto modrzewi. W jesienne miesiące górskie piękno osiąga swój najwyższy poziom. Nie jest wówczas wcale takie jednoznaczne. Może przybrać formę łagodną, kiedy jesienne słońce już nie męczy, ale jeszcze nieśmiało grzeje, albo bardziej ponurą, błotnistą, mglistą, wietrzną i deszczową. Piękne jest również to, że praktycznie do samego startu Łemkowyna Ultra-Trail nie ma pewności, jaką odsłonę pogodową Beskid Niski przyjmie. Jedno jest pewne, na trasie nie brakuje nigdy błota. Mogą mu towarzyszyć temperatury poniżej zera i silniejszy wiatr, tak jak w pierwszej edycji, czy duże ilości deszczu, jak w trzeciej. Zdarza się, jak podczas drugiej i czwartej edycji, dominacja złotej jesieni, łagodnej pod względem temperaturowym, wiatrowym i z nieznacznym zachmurzeniem.

Jesień to dobry okres na podsumowanie i zakończenie biegowego sezonu. Wielu zawodników traktuje start w ŁUT jako ostatni w roku po mocnym okresie przygotowań. Tak jak w przyrodzie, to czas zbierania owoców swojej pracy, pewnego rodzaju schyłek, zamknięcie naturalnego cyklu, w zgodzie z rytmem natury, w wielkiej i cichej przestrzeni Beskidu Niskiego.

Przed wojną tereny te stanowiły tętniącą życiem krainę Łemków. W wielu miejscowościach na tym pograniczu Polski mieszkańcy różnych wyznań i narodowości tworzyli dobrze działający organizm. To magiczne miejsce w połowie października od kilku lat staje się celem kilkuset biegaczy, z roku na rok z coraz większej liczby zakątków świata. Łemkowyna Ultra-Trail 150 zaczyna w tym roku przygodę w cyklu Ultra-Trail World Tour jako Discovery Race. Na liście startujących na wszystkich trasach są nazwiska z 27 państw. Niech wieść o wyjątkowości tego miejsca i czasu niesie się po świecie.

Tekst ukazał się w magazynie ULTRA#19

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły