Bieganie to najważniejsza rzecz z tych najmniej istotnych

Wrocław, 11.05.2020

Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że wiele się zmieniło w naszym życiu, pracy, pasjach w ostatnim czasie. Świat, zdaje się, stanął na głowie, my miotamy się od ściany do ściany i tak naprawdę nikt nie wie, kiedy się to wszystko skończy. Pandemia koronowirusa, bo o niej mowa, stała się tematem numer jeden wszystkich wiadomości w rzeczywistym, wirtualnym, prasowym czy telewizyjnym bycie. Do tego stopnia, że gdy wracałem do domu z treningu obok chłopaków nawilżających gardło brązowym nektarem, to i z ich ust padały opinie na temat COVID-19. Myślę, że nikt w lutym i marcu nie wyobrażał sobie jak będą wyglądać kolejne dni i miesiące. Nie będę tu zagłębiał się w czysto polityczne aspekty, chociaż i ta część nie powoduje uśmiechu na mojej twarzy, a poziom frustracji i zażenowania potrafi sięgnąć zenitu.

Tekst: Rafał Bielawa, Zdjęcia: Błażej Łyjak

Od jakiegoś czasu zastanawiałem się i pisałem ten materiał w myślach. I jakoś nie byłem zadowolony z tego, co mi się pod czaszką pojawiało. Jak wobec tak ogromnych kłopotów i niepewności podejść do tematu sportu, pasji oraz innych umilaczy i wypełniaczy wolnego czasu? Kiedyś, przeglądając czeluści internetu, na jednym z forów czy też pod jakimś artykułem trafiłem na taki wpis „bieganie to najważniejsza rzecz z tych najmniej istotnych” i muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało. Bo czy da się na jednej szali postawić kilkadziesiąt minut biegu z troską o rodzinę, o fundusze na codzienną egzystencję, czyli to wszystko, co spędza sen z powiek większości wokół nas. Nie zajmowałem się teoriami spiskowymi, nie należę do grup walczących z technologiami, szczepię dzieci i akceptuję zmieniające się stanowisko organizacji zdrowotnych. Tak jak powtarzam od wielu lat, medycyna to nie nauka ścisła i tu 2 + 2 nie zawsze musi od razu dać jedyny słuszny wynik, czyli cztery. Stąd też konsultuję się u różnych specjalistów, gdy mi zdrowie zaczyna zwalniać na zakrętach. To nie pierwsza choroba, z którą zetknął się świat, i także nie ostatnia, na którą lekarstwa nie znajdzie się w ciągu kilku tygodni czy nawet miesięcy. Na marginesie, mam znajomych w Bergamo i wiem, że tam sytuacja nie była i wciąż nie jest wesoła. Sami ograniczyliśmy kontakty ze światem do absolutnego minimum. Przestaliśmy odwiedzać rodziców i bliskich krewnych, wyjścia do sklepów stały się rzadkością i zawsze uzasadnioną. Nie chcemy narazić niepotrzebnie bliskich, ale także nieznajomych. Nawet bardziej bałem się chyba tego, że to my nieświadomie możemy roznosić chorobę niż że to nas ktoś zarazi.


Pamiętam pierwsze ograniczenie spotkań do pięciu osób i od tej chwili moim jedynym partnerem biegowym stał się Krystian. Mimo że jeszcze granice były otwarte, to już śledziliśmy uważnie sytuację na świecie i stało się jasne, że mój wyjazd z Kamilem, Piotrem i ekipą na Saharę spali na panewce. Może i udałoby się nam zdążyć przed zamknięciem szlabanów, ale cyrk związany z powrotem byłby sporym obciążeniem dla nas wszystkich. Mając rodzinę, pracę i wiele innych rzeczy wokoło, liczysz zyski i straty, nie da się wszystkiego rzucić i zaryzykować, bo może prom jednak odpłynie i może my nie ugrzęźniemy gdzieś poza granicami na kwarantannie. Decyzja okazała się słuszna, nawet niektóre rezerwacje udało się nam przebukować i na jesieni ruszymy na pustynię po przygodę.

Z każdym kolejnym dniem zaczęły pojawiać się nowe ograniczenia, przepisy były tak mgliste i nieczytelne, że chyba nawet zespół od złamania kodu Enigmy musiałby się poddać przed podaniem sensownej interpretacji. Czy bieganie jest niezbędną funkcją życiową? Zapewne nie. Nie musimy już polować na zwierzynę, więc i dostojnym krokiem możemy pomaszerować do pobliskiego sklepu i upolować jakieś warzywka, owoce czy wielki kawał mięsiwa. Mimo to, tak jak zdecydowana większość ludzi, starałem się ruszać, wychodzić na trening, aby po kilkunastu godzinach spędzonych w pracy przy kompie dać organizmowi bodziec, puścić w ruch maszynę i napełnić płuca świeżym powietrzem. Nadal samotnie lub czasem w parze, zachowując odpowiednie odległości. Już po kilku czy kilkunastu dniach okazało się, że pilnowanie odległości jest bardzo trudne. Las, który do tej pory miałem okazję podczas treningów eksplorować w samotności, nagle wypełnił się ludźmi. Kiedyś nawet w niedzielny piękny dzień (jeżeli akurat nie pojechałem sobie na Ślężę) udawało mi się napotkać zaledwie ok. 15–20 osób, teraz zdarzało się, że dobijałem do prawie 150 amatorów leśnych spacerów, z którymi musiałem się jakoś minąć na ścieżce. Nic więc dziwnego, że postanowiłem wynieść się ze Stumilowego Lasu i znaleźć bardziej odludne rejony. Potem nagle media obiegła wiadomość, że oto drzewa zarażają i zabrania się wejść do lasów i parków. I się zaczęło. Na stronach internetowych pojawiały się wiadomości o tym, jak to ścigają biegaczy, gonią rowerzystów, a każdy tytuł zaczynał się od haseł typu 30 000 zł mandatu za jazdę na rowerze! Tak jak zwróciłem uwagę, nie tyle za jazdę na rowerze, co za przebywanie na zamkniętym bulwarze, czyli jakby delikwent się czołgał, to wtedy tytuł mielibyśmy „30 tys. mandatu za czołganie się”. Niestety tylko część ludzi zauważyła, że te wszystkie obostrzenia są wprowadzane z naruszeniem naszych praw, a już zamknięcie lasów to totalny absurd. Zresztą na stronach samych Lasów Państwowych dziwnym trafem nie znalazła się informacja, że zakaz został przedłużony, więc w sumie trudno było się do niego stosować.

Po dwóch tygodniach mogłem odnieść wrażenie, że oto skończyła się pandemia. Co było przyczyną? Oto otworzyli nam wspaniałomyślnie lasy, a 95% społeczeństwa w badaniu potwierdziła, że jest zadowolona z faktu, że może oddychać pełną piersią. Naród wyległ na ulice, a lasy wypełnili biegacze, chodziarze i rowerzyści. Równie nagle jak się pojawiły, tak i zniknęły służby mundurowe, a jeszcze dzień wcześniej nawet u mnie pod domem można było spotkać Żandarmerię Wojskową, a teraz ani widu, ani słychu. Czy nie łatwiej wzorem kolegów z Niemiec byłoby przejechać przez park radiowozem i podziękować ludziom za obywatelską postawę, gdyby zachowywali odpowiednie odległości i środki ostrożności? Zaczęło się „wielkie odmrażanie gospodarki”. Czy jednak poza zieleniną coś otwarto? Nie, cała reszta to raczej kosmetyka i nie chodzi tu o salony urodowe. Kolejny tydzień i powoli coś się niby dzieje, otwierają się galerie handlowe, wreszcie pozwolono działać gabinetom fizjoterapeutycznym, ale do fryzjera jeszcze się, człowieku, nie wybierzesz. I niestety nie widać w tym większego sensu. Wiele branż ledwo dycha, a przecież jeszcze nic się nie skończyło, a koło kręci się w dziwnym takcie, próbując się zatrzymać z polem w biało-czerwonym kolorze z napisem wybory.


Wracając jednak do sportu. Na sposób, w jaki jeszcze kilka miesięcy temu były rozgrywane zawody, raczej nie mamy co liczyć. Rozumiem organizatorów i uważam, że to nie sam start w dużym tłumie jest problemem, ten zawsze można jakoś inaczej rozwiązać, ale ogromnym wyzwaniem okażą się punkty żywieniowe na trasie czy wreszcie strefa mety. Każdy próbuje znaleźć jak najlepsze rozwiązanie i nie ma w tym wypadku idealnego wyjścia. Kalendarz biegowy wywinął się na lewą stronę, na jesieni ma odbyć się wiele wiosennych edycji i chyba wolę rozwiązania takie jak na Chudym Wawrzyńcu czy Rzeźniku, że mogę pobiec, ale też nikt mnie do startu nie zmusza, zawsze mogę wybrać start w kolejnych latach. To i tak lepsze niż trudne decyzje, co wybrać w jeden czy dwa weekendy października: to, co przesunięte z wiosny, czy jednak ten start, który zaplanowałem jeszcze zimą. Mimo to trzymam kciuki, aby się to wszystko udało, bo sam w końcu chciałbym bezpiecznie spotkać się ze znajomymi, bez problemu uściskać się z bliskimi czy przybić piątkę z nowo poznanymi osobami.

Nie uda się jednak, jeżeli będziemy mieli za nic wszelkie środki ostrożności, jeżeli będziemy teraz tłumnie biegać w grupach i strzelać sobie zdjęcia w kilkanaście osób. To od nas zależy, jak długo to wszystko jeszcze potrwa. Męczy mnie bieganie w masce, chuście, a mimo to jak biegnę po ulicy w mieście, mam zakrytą twarz w drodze do lasu. Przyznam się, że gdy przebiegam z jednego lasu do drugiego, gdzieś daleko od miasta to i chusta jest w pogotowiu, ale nie blokuje mi twarzy. Staram się zachowywać rozsądnie, mimo że tęsknię za Przyjaciółmi!

Trzymajcie się i pamiętajcie, wszystko zależy od nas!

Rafał

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły