Kubica grilluje Witka, Maja Włoszczowska zalicza debiut w trailu, nowa lokalizacja startu i mety, ta sama Królowa Karkonoszy i jeszcze lepsza atmosfera. Oto co działo się w Karpaczu podczas 3xŚnieżka 1xMont Blanc.
tekst: Łukasz Włodarczyk
zdjęcia Piotr Oleszak, Andrzej Wojciechowski, BikeLife,
Według turystycznych portali, trasa ze startu 3xŚnieżka na szczyt Królowej Karkonoszy i z powrotem zajmuje około 5 godzin. Nie wiedzieli o tym chyba zawodnicy i zawodniczki startujący na 3 dystansach Ultramaratonu Górskiego 3xŚnieżka=1xMont Blanc. Tym najlepszym zajmowało to około 1,5 godziny! Poczytajcie, jak walczyli najlepsi w piątek w Karpaczu.
1xŚnieżka = Dystans Sprinterski
Bieg kobiet na najkrótszym z trzech dystansów odbył się pod dyktando srebrnej medalistki MP z Wielkiej Prehyby, czyli Natalii Gruchały. Podopieczna Andrzeja Orłowskiego umie w szybkie bieganie, o czym świadczy choćby zwycięstwo w klasyfikacji generalnej City Trail Trójmiasto z tego sezonu. W Karpaczu to udowodniła, wygrywając z przewagą ponad 6 minut nad drugą zawodniczką, którą okazała się Iwona Górowska z Dynafit Squad. Podium zamknęła Urszula Białomyzy, była siedmioboistka, a obecnie biegaczka górska z dystansów „okołopółmaratońskich”. Czwarta natomiast była była olimpijka, ale trailowa debiutantka - Maja Włoszczowska, która mamy nadzieję da jeszcze namówić się nie raz na górskie bieganie. Zresztą już jest na liście startowej Trojak Trail w ramach DFBG. Czyżby połknęła bakcyla i możemy Maję powitać w naszym świecie?!

U panów zastanawialiśmy się, czy brązowy medalistka mistrzostw Polski z dystansu ultra, Karol Matyssek, zregenerował się wystarczająco przez niemalże miesiąc, który upłynął od Tatra Fest. Jego wynik na mecie pokazuje, że zdecydowanie tak. Choć wygrana nie przyszła łatwo, gdyż dwójka z Dynafit, Jonasz Szewc i Marcel Broj naciskała mocno i do końca, a różnica między pierwszym, a trzecim zawodnikiem to zaledwie 100 sekund z małym haczykiem.
2xŚnieżka = Pojedynek gigantów i powrót do miejsca chwały

W roku 2018 Karpacz gościł XV Mistrzostw Świata WMRA w Długodystansowym Biegu Górskim. Wielki sukces odniosła wtedy Dominika Stelmach, która zdobyła srebrny medal. I to właśnie ona, 15-krotna medalistka MP (także w płaskim maratonie!) była faworytką rywalizacji pań na dystansie średnim, z której to roli wywiązała się śpiewająco. Narzuciła mocne tempo od początku (1 raz na Śnieżkę wbiegła szybciej nawet niż zawodniczki z dystansu sprinterskiego) i to prowadzenie utrzymała do mety, meldując się na niej ponad 5 minut przed drugą, Sylwią Byrską, która pod nieobecność Kasi Wilk (nie biegła, ale mocno kibicowała na miejscu) starała się Dominice zagrozić. Podium zamknęła Karolina Dul.

W biegu mężczyzn byliśmy świadkami pojedynku gigantów polskiego trailu. Andrzeja Witka i Marcina Kubicę zna każdy kibic tej dyscypliny. To oni od początku prowadzili stawkę, biegnąc ramię w ramię i wspólnie pokonując pierwszą pętlę. Potem jednak Marcin powiedział „sprawdzam” i przyspieszył, stopniowo zwiększając przewagę. Ne mecie Andrzej Witek przyznał, że go Marcin zgrillował tempem pierwszej pętli, co finalnie przełożyło się na to, że do mety dotarł niemalże 6 i pół minuty przed Andrzejem. Dla obu z nich, będących w pełnym treningu, to zapewne świetny sprawdzian przed zbliżającym się festiwalem UTMB. A za tydzień spotkają się ponownie, jednak wystartują na innych dystansach w Lądku Zdroju. Podium zamknął Daniel Dulski.
3xŚnieżka = 1xMont Blanc = Dla ultrasów
Na najdłuższym dystansie do pokonania były trzy pętle i do „odbębnienia” trzy wizyty na Śnieżce. Zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn zawody przebiegły pod zdecydowane dyktando zwycięzców.
U kobiet była to Klaudia Petters. Zawodniczka startująca chyba najczęściej z naszej elity wygrała bezapelacyjnie i obroniła tytuł Sułtanki Karpacza wywalczony rok temu. Niemalże 25 minut przewagi nad drugą zawodniczką mówi samo za siebie. Tradycyjnie Klaudia nie odpoczywa, bo w weekend zamierza pojawić się (i wystartować) na DFBG. Jako druga do mety dotarła Kasia Krupicka, raptem 2 miesiące po 3,5-miesięcznej kontuzji. Trzymamy kciuki, aby problemy zdrowotne były już jedynie wspomnieniem! Na trzecim miejscu dotarła Anna Komisarczyk, która dopiero za 3 razem została wylosowana na ten dystans i zaliczyła występ z przytupem.

Tytuł Sułtana Karpacza (dzierżony przez rok przez Mikołaja Klimczaka) trafił do rąk (nóg?) Miłosza Szcześniewskiego. Ten doświadczony zawodnik prowadził od samego początku do samego końca, na mecie pojawiając się ponad 30 minut przed drugim biegaczem, czyli Dawidem Lulisem, który z kolei dobiegł 15 minut przed trzecim, Pawłem Sadowskim. Zresztą walka o drugie miejsce była bardzo zacięta przez dużą część dystansu. Po pierwszej pętli to Paweł był drugi (2 minuty przewagi nad Dawidem), a po drugiej Dawid (trzydzieści sekund nad Pawłem). Trzecia pętla to jednak już mocne przyspieszenie i ta kolejność się nie zmieniła.
Jakie to były zawody?
Zmuszeni przez siłę wyższą (remont deptaka) organizatorzy przenieśli lokalizację strefy startu i mety na stadion lekkoatletyczny im. Ireny Szewińskiej, naszej niesamowitej, 7-krotnej medalistki olimpijskiej. I była to decyzja bardzo dobra. Urokliwie położony stadion, świetna atmosfera stworzona przez kibiców i spikera oraz zacięta walka czołowych biegaczy i biegaczek górskich w kraju przyczyniły się do naprawdę udanej edycja Ultramaratonu Górskiego 3xŚnieżka=1xMont Blanc. Widząc, jak ta impreza się rozwija, nie możemy doczekać się kolejnego roku. I ponoć to wy biegacze zdecydujecie, czy impreza wróci na deptak, czy zostanie na stadionie. Prawdę mówiąc piękny to był widok pełnej trybuny kibiców na stadionie, o ironio kibiców biegów górskich.