Zamieć Ultramaraton na Skrzyczne

ZAMIEĆ

Skrzyczne (2016), 8.01.2018

Zamieć miała w sobie sporo abstrakcji. Jak inaczej określić zdobywanie szczytu dla jednego znaku – kciuka w górę? Obecność odnotowana. Można zbiegać. Ten prosty ruch ręką pozwalał wracać do bazy. Teraz już z górki. Choć wcale nie lekko i przyjemnie. Czekały strome zbiegi – śnieżne, lodowe i błotniste. Kilka wywrotek. A po nich znowu powrót na szczyt. I wyglądanie tego samego znaku zza okna schroniska...

 

ULTRAPRACA

Chwila wytchnienia należy się każdemu. Czuwanie nad wynikami i bezpieczeństwem podczas Zamieci to nie lada gratka. Zwłaszcza że uważnym trzeba być przez całą dobę. Organizacja i wolontariat zawodów na medal. Zawsze gotowi, by poratować herbatą, miską ziemniaków czy dobrym słowem. Rodzinna atmosfera sprawiała, iż mimo licznych przeciwności chce się wrócić za rok. Ponownie zmierzyć się z górą.

Zdjęcie: Karolina Krawczyk

NOC DLA WYTRWAŁYCH

Noc zweryfikowała uczestników. Gdy jedni smacznie chrapali, oczekując poranka w nadziei na lepsze warunki pogodowe, inni walczyli. Z warunkami atmosferycznymi i ciemnością. Indywidualnie bądź drużynowo. Tym drugim jakby łatwiej – czuli presję klasyfikacji zespołu. Indywidualiści musieli mieć w sobie sporo samozaparcia i wyłączyć racjonalne myślenie. Logiki w tym żadnej – znając ryzyko, biegać w górach po pętli jak chomik.

Zdjęcie: Karolina Krawczyk

DZIKA RZEKA Zamieć to chyba jedyne zawody ultra, gdzie częściej na mecie padały słowa – „bolą mnie bardziej cztery litery niż nogi”. Określony przez zawodników fragment trasy zbiegu jako „rynna” zapadł w pamięci. Przypominał zjazd dziką rzeką, ale zamiast spokojnego chlupnięcia w wodzie, dość często kończył sie uderzaniem o kamienie. Stłuczeniem, podarciem spodni, w najgorszym wypadku złamaniem. Nie miało to w sobie nic z beztroskiej zabawy w aquaparku. To przez ten odcinek liczne grono rezygnowało. Cały sezon przed nami, mówili.

Zdjęcie: Karolina Krawczyk

HEJ, HO, POD GÓRĘ BY SIĘ SZŁO

„Nie narzekaj, że masz pod górę, skoro zmierzasz na szczyt” – nabrało prawdziwego znaczenia. Ok. 14-kilometrowa pętla Szczyrk–Skrzyczne–Szczyrk z sumą przewyższeń 741 m odkrywała słabości nawet największych twardzieli. Była drogą bez końca. 24-godzinna formuła nakazywała wracać wciąż na tę samą górę, choć za każdym razem miało się wrażenie zdobywania jakiejś innej. Dobrze, że trasa była znakomicie oznaczona taśmami i lampkami. Momentami diametralnie zmienna pogoda budziła wątpliwości, czy aby jesteśmy na dobrej ścieżce. Nieprzewidywalność – pociągała. Na każdej pętli – przerażała.

Zdjęcie: Michał Unolt, uboot-studio.com

SAMOTNOŚĆ ULTRASA

Na trasie ponad 200 uczestników, a masz wrażenie, że jesteś jedynym zawodnikiem. Biegniesz jak zwycięzca. Do ostatniej prostej pod górę w stronę schroniska. Tam wymijanka. Liczne grono jest jednak przed tobą. Choć to nawet cieszy. Mimo ostatnich kilometrów w pojedynkę, nie jesteś sam w tej szalonej przygodzie. To coś więcej niż bieg – momentami wręcz walka o przetrwanie.

Zdjęcie: Karolina Krawczyk

JAK TU PIĘKNIE!

Powtarzasz sobie po wbiegnięciu na szczyt. Zimowo, choć nawet w Szczyrku na starcie bliżej warunkom pogodowym było do jesieni. Mówisz to sobie nawet, kiedy widzisz to samo po raz piąty. Wprowadzasz się w stan ekstazy, oszukujesz przy tym ciało mające za sobą kilkadziesiąt kilometrów. Masyw Beskidu Śląskiego za każdym razem wyglądał inaczej.

Zdjęcie: Michał Unolt, uboot-studio.com

IMPREZA DLA SZALEŃCÓW

Ekstremalne warunki pogodowe! „Powinni chyba przerwać imprezę” – pomyślało większość uczestników, ale nie organizator. Każdy startujący miał w sobie coś z szaleńca. Ryzyko jakby ujęte w pakiecie startowym. Wyruszając, nie miało się pewności, czy uda się wrócić bez szwanku. Nie wszystkim się udało. Jak przystało na ultrasów, choć wracali z pomocą, zarzekali się, że jeszcze tu przyjadą.

Zdjęcie: Michał Unolt, uboot-studio.com

 

tekst: Agata Masiulaniec, 
zdjęcie główne Karolina Krawczyk karolinakrawczyk.com
tekst Magazyn ULTRA#4 (marzec-kwiecień 2016)

 

 

AGATA MASIULANIEC – miłośniczka wyzwań. Choć mieszka nad morzem, zakochana w górach. Na koncie ukończone m.in. X Bieg Rzeźnika, IV Bieg Morskiego Komandosa, I Zimowy Ekstremalny Triathlon R3D, letni i zimowy Trójmiejski Ultra Track na dystansie 65 km oraz 50 Ekstremalny Rajd na Orientację Harpagan na TP100. Uczestniczka i współorganizatorka akcji „125 km i Piotruś stanie na nogi”. Brązowa drużynowa medalistka Akademickich Mistrzostw Polski w Biegach Przełajowych, brązowa medalistka Mistrzostw Polski w Ultramaratońskim Biegu Górskim na dystansie 100 km w kategorii.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swoją relację.

pozostałe relacje