Biegacz amator
WŁÓCZYKIJ TRIP EXTREME - 50 km

WTE czy w tamte... Oto jest pytanie? Komu obca, znajomość czytania mapy, do punktu się nie dostanie.

Gryfino, 5.03.2019

Zacznę od tego, że rajdy na orientację, choć organizowane są od lat, dla mnie to totalna nowość! WTE 50 km był moim debiutem. Ot, postanowiłam, że spróbuję urozmaicić to "nudne" bieganie z punktu A do punktu B. Hej, przygodo!

No i nadszedł, dzień rajdu! Jak ktoś kiedyś napisał, pomysły wydają się świetne, kiedy są dalekie od realizacji... Pewnie nie tylko mnie, ale i wielu innych uczestników, dopadł przedstartowy... Stres. I wcale nie chodziło o to, które miejsce zajmę, to było całkiem nieistotne. Najgorsze był fakt, że ja przecież kompletnie, nie potrafię czytać mapy! A bez tego ani rusz...

Wybiła godzina startu! Zbiórka w szkole, dosyć tłoczno. Miłe, krótkie słowo od organizatorów i już maszerujemy do podstawionych autobusów. Wszyscy zastanawiają się, gdzie pojedziemy, bo przecież miejsce startu to niespodzianka!

Podróż nie trwała długo. Jesteśmy w Chlebowie, Puszcza Bukowa, czyli będzie się działo! Kto znał te tereny, wiedział, że lekko nie będzie... Mapa w dłoni i.. Idziemy.

Skoro, zdawałam sobie sprawę, że topografia jest dla mnie dziedziną równie obcą, jak czarna magia, musiałam liczyć na pomoc osób trzecich. Po drodze, przede wszystkim postawiłam, na naukę.

Pierwszy punkt... "za tłumem". Moi drodzy, mamy to! Najważniejsze, że nie jestem sama! Z moją bratnią duszą, w drodze na kolejny punkt, spotykamy samotnego Włóczykija, który zostanie z nami do końca rajdu.

Dość sprawnie, wspólnie pokonujemy trasę, szybkim marszem, znajdując po drodze wyznaczone punkty. Niektóre, w naprawdę trudno dostępnych miejscach. Dzięki organizatorom, ani przez chwilę się nie nudzimy! W końcu, zapada zmrok.

Trzeba przyznać, że widok masy zapalonych czołówek, robi ogromne wrażenie. Trafiamy w Daleszewie do punktu stop, który mieści się w remizie. Jest ciepło, pije herbatę, jedna za drugą, zjadam pierogi, pychota! Tutaj możemy odpocząć do godziny, bez naliczania czasu. Ciężko jest ruszyć dalej, mamy za sobą około połowę trasy. Czuć ogólne zmęczenie. Minęło 50 minut, choć wydaje się, że co najwyżej15...

Zbieramy się i ruszamy dalej. Czuję, że tempo znacznie spadło, trochę mnie to męczy. Ostatnie punkty są od siebie bardzo oddalone i mam wrażenie, że coraz lepiej ukryte... A może to moje zmęczenie i późna godzina? Podejmujemy wspólnie decyzję, że trzy punkty w okolicach Wełtynia, odpuszczamy. Nie wiem, czy to była dobra decyzja, wtedy na pewno jedyna słuszna i jednogłośna.

Ostatni, przez nas zaliczony punkt, jest praktycznie w Gryfinie, poznaje okolice, chłopaki mówią, żebym biegła. To lecę, przed siebie, prosto do mety... Jestem! Oddaje kartę, moja wielogodzinna przygoda, właśnie się zakończyła... dostaje medal! Bardzo ładny, drewniany, pasuje do Włóczykija. Na mecie, czekają: ciepłe napoje i jedzonko. Spotykam innych uczestników, wymieniamy się wrażeniami z trasy, wszyscy mówią, że było... ciężko! Ciężko? Eh! Nie na darmo Trip ma w nazwie EXTREME...

Bardzo dużym plusem jest niskie wpisowe i to, że towarzyszy niesamowitemu 11 dniowemu Festiwalowi Miejsc i Podróży- Włóczykij, podczas którego spotykamy podróżników z ogromną pasją. Jako debiutantka, nie jestem w stanie porównać rajdu do żadnego innego, czy też do poprzednich edycji tej imprezy. Mogę napisać jedno, mimo tego, że wiele o rajdach i mapach muszę się jeszcze nauczyć, sama idea bardzo mi się spodobała! Obiecuję odrobić lekcje i stawić czoła, temu niepokornemu Włóczykijowi raz jeszcze, za rok! Dzięki wielkie i... Do zobaczenia!

zdjęcia:

http://egryfino.pl/

Dulny Foto - zdjęcia z edycji 2018

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swoją relację.

pozostałe relacje