Zimowe Roztocze ULTRA

Tajemnicze Roztocze. Pierwszy przystanek na trasie Tour de Zbój

Niedzica, 30.01.2020

"Na początku będą pytać po co to robisz. Później będą pytać, jak to zrobiłeś"

Zdjęcia: Zimowe Roztocze / Magdalena Sedlak

 

Za oknem mglisto i wilgotno. Poranną ciszę przełamuje szepczący męski głos. To Sławek,  kilka minut przed 6, a on już na nogach. Powoli z ciepłych śpiworów wyłaniają się Kamil i Dominik na czele z Olą – szefową wolontariatu. Po wczorajszych nocnych żartach nie ma śladu. Teraz czas na 100-procentowe skupienie, do startu zostały niecałe 3 godziny. U sąsiadów zza ściany też zaczyna budzić się życie, to m.in. ekipa fotografów, którzy w swoim kadrze zatrzymają najpiękniejsze chwile dzisiejszego spektaklu.

Jeszcze trzeba wydać pakiety, dowieźć wyposażenie na punkty żywieniowe, przygotować metę, pomiędzy zadaniami „gasić pożar” spraw nagłych, odebrać kilkanaście „pilnych” telefonów i pokazać „setnemu” zagubionemu zawodnikowi skąd odjeżdża autobus do Kawęczynka. Ten urok, ten klimat, ten czas... Ten chaos samoistnie układający się w spójną całość, której uwieńczeniem będzie magiczny moment – chwila kiedy szum, gwar, śmiech 400 zawodników zamienia się w jednobrzmiący głos: „10, 9, 8, ...3, 2, 1, start!.

Ruszyli. Najpierw dystans Ultra, kwadrans później połówka i dyszka. Teraz wszystko w ich nogach. Tego co przygotował Sławek dla zawodników, nie wie do końca nawet sam Sławek. Trasa jest jedna, ale co ich czeka? Formuła biegu jest wyjątkowa i rzadko spotykana na zawodach. Będą biegać po jednoznacznie wyznaczonej pętli pośród najbardziej wąwozowego terenu w Polsce. Pierwsze 2 km biegu głównego i półmaratonu wytyczone po utwardzonej trasie weszły lekko, dyszka od razu poszła w błoto. Na wszystkich prędzej czy później czekały wąwozy, ostre podbiegi, śliskie zbiegi lub jak kto wolał – zjazd na tyłku. Odcinki z linami oraz te, gdzie bez podania ręki kolegi z trasy trzeba było wdrapywać się do góry na kolanach. Ci, którzy początkowo stawiali błotu opór, szybko przekonali się, że marnują tylko swoją energię. Być może niektórzy chcieli udoskonalić technikę podskoków? A może to czar Roztocza? Z kolei czołówka wzięła błotniste wąwozy dosłownie pod but. Na żadnym z dystansów nie zabrakło koneserów turystyki oraz degustatorów głównego punktu żywieniowego, którego menu pozazdrościć mógłby niejeden renomowany bufet. Wieść niesie, że biesiada przy ognisku była zacna. Tak czy inaczej, na wszystkich na mecie czekał Sławek z medalem, niezawodni kibice oraz coś dla ciała i duszy. 

Zadanie dyszki – pokonać dyszkę. Zadanie półmaratonu – pokonać jedną pętlę. Zadanie Ultra – pokonać pętle wielokrotnie w czasie pomiędzy godziną 9:00 a 13:45. Zadanie wszystkich zawodników – dobrze się bawić i bezpiecznie wrócić. Zadania wykonane! Jedni kilka minut przed godz. 11:00, inni tuż przed regulaminowym limitem. Wszyscy, bez wyjątków, na czas klepią na finiszu „piątkę” z naczelnym Zbójem.

Wybija 16:00. Wraz z zachodzącym słońcem, nadchodzi czas dekoracji. W świecie biegów terenowych i ultra to taki szczególny moment, kiedy miejsce przedstartowych śmiechów zajmuje pewien rodzaj refleksji. Robota wykonana. Po obłoconych, zwilgotniałych ubraniach nie ma śladu. Zawodnicy wystrojeni w świeżutkie softshelle i cieplutkie termoaktywki wraz z kibicami w subtelnej ciszy, przełamywanej delikatnym gwarem, oczekują na wielki finał. Tylko jeszcze rumieńce na policzkach zdradzają, że raptem kilka chwil wcześniej, tam wśród roztoczańskich wąwozów, każdy z nich napisał swój własny kawałek biegowej przygody... Dla jednych kolejny, dla innych pierwszy. Dla wszystkich tak samo ważny.

Na scenie miejskiej Synagogi błyszczą już statuetki. Zanim jednak zostaną wręczone, czas na kilka słów podsumowań i podziękowań oraz jeden szczególny moment, podczas którego po niejednym ultrapoliczku płynęła łza. Tak, łza! Nasi biegacze mają twarde nogi i miękkie serducha. Dla nich i do nich mama chorej Agatki, której tego dnia dedykowane były wszystkie wybiegane kilometry, kieruje najbardziej szczere: Dziękuję… Jest tak wzruszona, że ciężko jej posklejać słowa. Jest też mała Agatka, onieśmielona całym wydarzeniem, tuli do siebie niewiele mniejszego pluszaka, podarowanego od nas wszystkich. Pora na podium. Chwila dla najlepszych z najlepszych. Ogromne emocje. Wielkie brawa. Strzela szampan, rozbrzmiewa znajome: We are the champions,  my friends , And we'll keep on fighting ‘till the end! III edycja Zimowego Roztocza i tym samym pierwszy etap Tour de Zbój za nami!

Do zobaczenia na szlaku!

S.

 

Do zobaczenia na szlaku!

http://zimowyjanosik.pl

 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swoją relację.

pozostałe relacje