Biegacz amator
ETAPOWA TRIADA - ULTRA 50km

Gór mi mało i trzeba mi więcej!

Kraków, 11.07.2021

2 dni, 3 biegi, 50 kilometrów, ponad 2600 metrów podejść, 3 medale, nieskończona liczba wrażeń – wróciłam na Etapową Triadę i nie żałuję!

fot. Radek Piasecki, @living_around_sport

agnieszkabiega.home.blog

Etapowa Triada – niby znam, biegłam, a jednak było inaczej, niż rok temu. Tym razem biegi zaczynały się w kilku malowniczy lokacjach, do których musieliśmy dojechać, atmosfera była luźniejsza, a pogoda bardziej przyjazna dla biegaczy. Inna byłam przede wszystkim ja. Tym razem jechałam spokojna, zadowolona, nastawiona na dobrą zabawę, gotowa cieszyć się dobrym towarzystwem i pięknymi widokami.

Rok temu nie wiedziałam nic w temacie biegów górskich, ale dużo się zmieniło w ciągu kilkunastu miesięcy. Na letnią Etapową Triadę 2021 pojechałam dobrze przygotowana, choć zaliczyłam dwie wtopy sprzętowe, ale o tym później.

Etap 1 – Gorce – 18 km

Pierwszy etap startował w Grywałdzie. Naszym celem był Lubań, a to oznaczało długi, naprawdę długi podbieg, wjazd na wieżę, a potem niekończący się zbieg. Uwaga – nie wywróciłam się ani razu! Właściwie, poza rozwiązaną sznurówką na samym początku, nic nie zakłóciło biegu. Kijki na tym etapie okazały się dużym ułatwieniem, szczególnie pod koniec podejścia, gdy miła leśna droga zmieniła się w kamieniste zbocze. Z górki biegło się bardzo długo, wierzcie lub nie, w jego trakcie zdążyłam zatęsknić za choćby niewielkim wzniesieniem.

Na mecie miłe zaskoczenie – 7. miejsce wśród kobiet! Pomyślałam – nie jest źle, tak trzymać!

 

Etap 2 – Pieniny– 6 km

Przyznaję się bez bicia – najkrótszy, ale najmniej ulubiony etap. Trasa to powtórka z 2020 roku, więc miałam nadzieję, że poprawię wynik. Jakże bolesne było moje rozczarowanie! Początek poszedł jak z płatka, możliwe, że za bardzo dałam się ponieść, ale myślę, że w ostatecznym rozliczeniu mocny start nie miał wpływu na wynik.

A co miało? Błoto! I tutaj ujawnił się mój błąd w doborze sprzętu. Zamiast moich mało wybieganych, ale wyposażonych w niezły bieżnik Salomonów zabrałam sprawdzone Evadicty, czyli buty terenowe. To był fatalny wybór. Ślizgałam się na podejściach. Ślizgałam się na zbiegach. Tam, gdzie miałam nadzieję najwięcej nadrobić, straciłam mnóstwo czasu. Resztki sił wykorzystałam na wspinaczkę na stoku, więc ostatni stromy zbieg pokonałam bez entuzjazmu, bardzo asekuracyjnie. Na mecie byłam w jednym kawałku, ale bardzo rozczarowana.

Na dystansie 6 kilometrów nawet nieobiegane buty nie mogły zrobić mi krzywdy. Nauka na przyszłość! Za rok spróbuję mądrzej i w lepszych butach. Mimo wszystko – szczęśliwa 7 wciąż była moja!


Etap 3 – Beskid Sądecki – 27 km

Czas na danie główne, czyli najdłuższy bieg. Nie wiem dlaczego, ale przez długi czas byłam przekonana, że trasa ma 23 kilometry i z tą świadomością całkiem miło mi się biegło do około 20 kilometra. 
 Start z terenu rezerwatu Białe Wody to chyba najładniejszy początek biegu, jaki pamiętam. Potem nie było już tak pięknie, bo po krótkim rozbieganiu, czekało na nas długie podejście. Na szczęście nie zabrakło atrakcji, z malowniczym widokiem i stadem krów w roli głównej.

Przez długi, długi czas biegło mi się naprawdę dobrze. Gdzieś tak na poziomie Przechyby zaczęło dziać się coś złego. Straciłam siłę w nogach i zaczęłam się męczyć. Moim zdaniem tym razem zawiodło jedzenie – dzień przed i w trakcie. Za mało, niewystarczająco energetycznie, a jak wiadomo, bez dobrego paliwa nawet najlepszy samochód daleko nie zajedzie. Dwa kilometry przed metą dogoniła mnie jedna dziewczyna, a ja nie miała już siły walczyć, choć finiszowanie na zbiegach jest generalnie moją mocną stroną.

Na mecie padłam na kilka chwil na trawę, rozczarowana, niezadowolona z siebie. Mogłam zrobić to dużo lepiej, ale nie było najgorzej. Na mecie byłam 7., ale w generalce wskoczyłam na 6. miejsce! Rok temu w ostatniej chwili wyleciałam z pierwszej dziesiątki, więc poprawa jest widoczna, a ja osiągnęłam swój cel.

Etapowa Triada 2021 – po mojemu

Zrobiłam kilka rzeczy źle, ale przez cały rok robiłam dużo rzeczy bardzo dobrze. Bardzo się cieszę, że poprawiłam się na długich dystansach, szczególnie na podejściach i podbiegach. Do następnej Triady (oczywiście, że jadę!) będę pracować nad siłą biegową i zbiegami – nogi dają radę, ale trzeba uwolnić głowę. Lepsze buty i kijek na drugim etapie, bardziej przemyślana strategia żywieniowa, i za rok może być tylko lepiej.

Czy warto jechać na Triadę? Odpowiedź może być tylko jedna – warto! Bieganie w Gorcach, Pieninach i Beskidzkie Sądeckim sprawia dużo radości, a z najkrótszym dystansem poradzi sobie każdy, kto biega regularnie (choć łatwo nie będzie). Poza tym atmosfera biegu, którą tworzą organizatorzy i biegacze naprawdę działa! Wisienką na torcie są zdjęcia, bo na Etapowej Triadzie na trasie czekają naprawdę wybitni profesjonaliści w dziedzinie fotografii biegowej.

Co trzy biegi, to nie jeden! Dla tych, którym gór mało, dla tych, którzy chcą się w nich zakochać – Etapowa Triada!

*Bonus – przygoda z bukłakiem

Krótka anegdota poza konkursem. 
 W piątek wieczorem, podczas szykowania sprzętu, chwaliłam koledze swój bukłak Aonijie – że dobra pojemność, tworzywo, łatwy do czyszczenia… W pewnej chwili odkryłam, że choć bukłak rzeczywiście jest świetny, to brakuje mu… zamknięcia. Na pierwszym i drugim etapie to nie był problem, ale na trzecim zapas wody mógł być jednak przydatny. Szybka konsultacja z grupą wsparcia i postanowiłam przetestować klipy. Kupiłam więc pudełko klipów (6,50 za całość, interes życia!), bukłak owinęłam foliowym workiem, całość spięłam i – uwaga! – działało! Od tej pory jestem przekonana, że klipy są w stanie rozwiązać wiele życiowych problemów i warto mieć kilka sztuk pod ręką na wyjazdach, tak na wszelki wypadek. 

Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie. Inspiracja Mariola, wykonanie moje.
Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swoją relację.

pozostałe relacje