Biegacz amator

Życie w Lake District National Park – rozmowa z Kubą Snochowskim

Lake District National Park, 13.10.2021

James: Kuba, ostatni czas u ciebie, sportowo oczywiście, nie był usłany różami. Kontuzja i dłuższa przerwa w treningach. Co się stało i jak wróciłeś do treningów.

Kuba Snochowski: Hej James. Nigdy nie jest z górki. Całe szczęście w życiu codziennym wygląda to trochę bardziej stabilnie. Życie w Lake District National Park ma zdecydowanie więcej plusów niż minusów, i nawet gdy nie możesz biegać, możesz aktywnie spędzać czas na dziesiątki innych sposobów. Miałem również „szczęście” , ponieważ jedna z kontuzji zbiegła się w czasie ze zmianą kariery zawodowej, więc czas który poświęciłbym na bieganie spożytkowałem na naukę. Jestem teraz (podobno) jedynym Polakiem dyspozytorem ruchu kolejowego tutaj w UK...

Zdjęcia: Steve Ashworth / La Sportiva

...Tak na prawdę, to jestem w takiej paskudnej zdrowotnej sinusoidzie już od czasu Mistrzostw Polski na 100km w Pabianicach w 2019, których nie ukończyłem ze względu na kontuzję uwieńczoną operacją. Później mieliśmy 2020 rok, dużo czasu na powrót do formy po grudniowej operacji, ponieważ pierwszy i jedyny start miałem dopiero w sierpniu. Na trasie Hardmoors 110 mil (która jest zarazem szlakiem narodowym Clevland Way) udało sie w tedy wykręcić nowy rekord trasy z czasem 19h 45min. Niestety miesiąc po starcie złapałem Covida, który dosyć porządnie mną pozamiatał i miałem kolejną przerwę na dwa miesiące. Od stycznia tego roku na nowo rozpocząłem współpracę z Sarah McCormack (MŚ w biegach górskich) co zaowocowało wygraną w moim lokalnym biegu ultra "The Lap’". Trasę 74 kilometrów z 2600m w górę, udało się pokonać w 7h 00min, co dało nowy rekord trasy, w naprawdę paskudnej pogodzie. Wygrana cieszyła tym bardziej, że różnica pomiędzy pierwszą trójką to niespełna 3 min... Tempo było naprawdę mocne. Wydawało się, że 2021 będzie naprawdę udanym sezonem, a tu klops. Parę tygodni po majowym starcie wykreciłem lewą kostkę... Starłem się ogarnąć sprawę, zrezygnowałem nawet ze startu w letniej edycji The Spine Challenger (świąteczny prezent od Żony), aby tylko być w 100% sprawnym na Lakeland 100, brytyjski klasyk, a zarazem mój główny start w tym roku...

Zeszliśmy trochę z obciążeń biegowych i skupiliśmy się na rowerze oraz siłowni, całe szczęście, udało się podtrzymać formę i wystartowałem w Lakeland z celem atakowania rekordu trasy. Pech chciał, że już na pierwszym technicznym zbiegu, po 10km trasy wykręciłem tą samą kostkę. Nie powiem, tutaj była konkretna załamka. Myślałem nawet o skończeniu mojej przygody z bieganiem. Tydzień off, trochę wylanych łez, dołek i wizyta u znajomej fizjo, która bardzo mnie podbudowała i kazała się nie poddawać. Na szybko z Sabiną oraz Sarą rozważyliśmy różne opcje, od startu w biegu 24h, przez maraton aż po nie techniczne biegi 100 milowe. Pojawił się cel, zmieniliśmy treningi, jak już tylko mogłem zejść z roweru i zacząć biegać, klepałem głównie asfalt, co pomogło w pełnej rehabilitacji kostki. I było też bardzo dużo siłowni, naprawdę czuję różnicę w porównaniu z przykładowo majem.

J: Nawet udało ci się wpaść do Polski, na stare śmieci i troszkę pobiegać.

K: Tak, po dłuższej nieobecności udało się w końcu odwiedzić rodzinę oraz Jarka Czubę któremu urodziła się cudowna córeczka. Wpadło troszkę kilometrów, udało sie np. treningowo przebiec trasę maratonu "Biegu 7 jezior" organizowaną przez "Biegi w Rogoźniku". Dla wszystkich mieszkających na Śląsku bardzo polecam, piękna trailowa trasa, aż byłem w szoku, że takie biegi da się ogarnąć u nas.

J: Powiedz, z twojego doświadczenia czym różni się scena ultra w PL i UK?

K: Jeżeli chodzi o takie organizacyjne sprawy, to biegi ultra w Polsce są zdecydowanie organizowane z dużo większą pompą, jest nieporównywalnie więcej festiwali. U nas zazwyczaj jak jest bieg, to na jeden, maksymalnie dwa dystanse.

Nagrody, patrząc na nagrody jakie ostatnio pojawiają się na biegach w Polsce, gdyby przełożyć je na tutejsze wyścigi i pieniądze, z moim dorobkiem w UK powinienem dorobić się już domu (żart), a tak, mam kolejny bon na buty (których nie potrzebuje) lub 15ty plecak biegowy.

Brak punktów UTMB. Tutaj organizatorzy na serio pokazują środkowy palec tej organizacji, więcej jest biegów bez punktów aniżeli punktowanych.

No i pogoda, jest naprawdę dużo bardziej nieprzewidywalna i surowa niż w Polsce, co przekłada się na wymogi organizatorów co do wyposażenia podstawowego, nawet biegi w środku lata biega się z wypchanym plecakiem.

J: Rozumiem, że aby myśleć o dobrych wynikach, potrzebujesz wsparcia, czy to trenerskiego, czy fizjo. Wspiera cię też marka LaSportiva, jak się wam układa?

 

K: Muszę przyznać że na mojej drodze stoi tabun ludzi z bardzo dobrym sercem. Jestem tylko ambitnym amatorem, a ekipę która się o mnie troszczy mam profesjonalną. Z La Sportiva jestem już związany od dobrych paru lat i myślę że tak już zostanie do samego końca. To są po prostu cudowni ludzie, którzy nie wywierają na Tobie presji, są bardzo pomocni, uśmiechnięci i z pasją. Każdy z nich uprawia sport, wie co to są kontuzje, widzi Twoją ciężką pracę i potrafi powiedzieć „well done” nie tylko kiedy odnosisz sukcesy. Po za tym, ich buty są po prostu stworzone na moje stopy.

Skorzystam z okazji i podziękuję również całej reszcie, bez której ta przygoda byłaby dużo bardziej skomplikowana: Petzl, Coros, Mountain Fuel, Saxx, Dexshell, Fresh Air Therapy, The Sidas Clinic, Sarah McCormack, moi przyjaciele oraz kibice z UK i nie tylko, oraz moja ukochana Żona Sabina.

J: A i najważniejsze, w weekend startujesz na 100mil, trasa nie jest asfaltowa, ale płaska, więc chyba będzie szybko?

K: Tak, będę startował w Autumn 100 – certyfikowana trasa 161km z 1500m w górę, więc płasko. Trasa to 80% trail a reszta asfalt. Od sierpnia pracujemy nad szybkością i klepaniem płaskich kilometrów, co na początku było szokiem dla systemu po tylu latach pracy głównie w górach. Muszę przyznać, że zaczęło mi się podobać i nastawienie jest bardzo pozytywne.

Rekord trasy to 14h 02min, pracowaliśmy pod ten czas, ale wiadomo, 100mil to nie bieg na 10km i bardzo wiele może się wydarzyć w trakcie...

Ci którzy mnie znają osobiście, wiedzą że dam z siebie jak zwykle 10000% i jak Bogowie pozwolą może uda się wstrzelić w założenia startowe.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły