Ultrapowrót do przeszłości

Cała Polska, 21.05.2020

Spoglądam na moje półki z książkami, pośród których leżą numery ULTRA. Patrzę na daty wydań. Hmm, za chwilę minie pięć lat od pierwszego numeru! Czas biegnie dla wszystkich równie szybko, ale pięć lat!?

Tekst: Jarek 'Yaro' Gąsiewicz, zdjęcie głowne: archiwum autora

Na pierwszy numer magazynu nie trafiłem przypadkowo, wiedziałem, że się ukaże. Czekałem i jakoś tak w podświadomości czułem, że będzie to długa znajomość. Pierwszy numer przeczytałem szybko, choć i z wielką uwagą. Najbardziej jednak z początku ukazywania się magazynu pamiętam film Chrisa Zaniewskiego, w którym Kasia Dydo-Rosłoń mówi, że chłopaki wymyślili sobie wydać pismo i choćby mieli zrobić to tylko raz i pismo miało się nie sprzedać, to było to po prostu ich wielkie marzenie. Obawiałem się więc troszkę, czy chłopaki dadzą radę. Spoglądam jeszcze raz na półki... dali radę! Na okładce pierwszego numeru jest tylko cena i data. Trochę jakby kontynuacja nie była przewidziana. Ale nie, jest drugi numer, trzeci, potem czwarty z tą czarną okładką z wyłaniającą się z ciemności twarzą Antona.

Kupuję kolejne numery, właściwie zawsze w dniu, w którym trafiają na półki Empiku. Zatrzymam się na chwilę przy siódmym numerze, bo on ukazuje się we wrześniu 2016 roku. To dla mnie szczególny miesiąc, bo na świat przychodzi Wojtuś, syn mój ukochany, który wypełnia od tej chwili moje życie właściwie w całości! W środku numeru wywiad z Andrzejem Bargielem i zdjęcia Alexisa Berga z Hardrocka, miód na moje oczy. Zdjęcia to niezwykła część ULTRA, w każdym numerze magia, poezja fotografii.

W październiku numer 8., no i pierwsza myśl, gdy ujrzałem okładkę, nienawidzę horoskopów! To pierwsza treść w dotychczasowych numerach ULTRA, której nie przeczytałem. I wcale nie zamierzam jej czytać. Nie wiem, skąd to mam, ale od dawna nie uznaję żadnych horoskopów, cóż, każdy czegoś w tym życiu nie lubi.

Rok 2017 otwiera numer 9. i chyba od tego numeru Krzysztof Dołęgowski rozpoczyna pisanie „Legend Ultra”. To będzie dział, od którego najczęściej zaczynam czytanie kolejnych numerów. Dzięki, Krzychu, za te artykuły! A ponadto Norwegia i fiordy, gdy myślę o tym miejscu to nie tylko w kategoriach: chciałbym tam pojechać, lecz równie często: mógłbym tam zamieszkać! Nie lubię upałów, a w Polsce coraz goręcej z każdym rokiem... No ale Polska to Polska! Rok 2017 biegnie dalej, a dla mnie jakby przeszedł bez szczególnych wydarzeń, każdy dzień podobny, skupiony nad opieką nad synkiem. Wolne chwile wykorzystuję na czytanie, a w głowie buzują myśli, plany, pomysły, marzenia!

Styczeń 2018, ukazuje się 15. numer magazynu, ale styczeń tegoż roku to też smutne wiadomości związane z górami. Na Nanga Parbat pozostaje Tomek Mackiewicz. Historia mocno nagłośniona w mediach, powracająca również w mojej głowie co pewien czas. Niedawno przeczytałem Przeżyć Elisabeth Revol. Książka z jej relacją z tych dni, a właściwie ostatnich godzin z Tomkiem. Niezwykle opowiedziana historia mocno działająca na wyobraźnię. Pasji nawet śmierć nie jest w stanie pokonać!

Przeskakuję do numeru wakacyjnego, czyli 18. To takie czytadło, że po szybkim przekartkowaniu po raz kolejny musiałem się rozprawić z jego treścią. Scotta Jurka Północ, ile ten gościu zainspirował ludzi! Oskar bez dwóch zdań! Kolejne „Legendy Ultra” autorstwa Krzyśka Dołęgowskiego opowiadają o Bob Graham Round! Billy Bland, Joss Naylor, Kenny Stuart, niezwykłe to historie, które poznałem już wcześniej przede wszystkim z książki Stopy w chmurach i filmu Salomon Running TV Of Fells and Hell, gdzie Rickey Gates w starej T3 odwiedza bohaterów tej historii. I ciągle pada... Cumbria... deszcz... góry... dla mnie niezwykłe górskie miejsce na ziemi. A na deser HardaSuka, ultratriatlon w górach, jeśli życia i zdrowia mi starczy, będę chciał ją ujarzmić. Oj, zobowiązujące to słowa!

Rozpoczyna się rok 2019, wreszcie w górach, choć na kilka dni, a zima piękna, śnieg, dużo śniegu, lekki mrozik, idealne warunki na człapanie po Karkonoszach, tylko czemu już muszę wyjeżdżać? Chcę tu zostać na długo, tu też kupię przecież ULTRA i nie będę musiał patrzeć tylko na zdjęcia, jak choćby w numerze 22, Piotra Oleszaka z ZUK, ale sam mogę medytować, patrząc i przemierzając zaśnieżone szlaki.

fot. Piotr Oleszak Fotografia

Maj wita nas piękną pogodą, a ja całe pięć dni długiego weekendu spędzam w Ciechanowie na kursie trenerskim PZLA. To było świetne pięć dni z niezwykle ciekawymi ludźmi zafiksowanymi w różny sposób przede wszystkim na bieganiu. W kolejnych miesiącach jeszcze kilka zjazdów i już po szkoleniu, a znajomości pozostają zapewne na długo. I w czasie tych kolejnych zjazdów jest ze mną ULTRA. Przecież numer majowy znowu pełen pasji z historią Karla Meltzera czy nie przejmującej się peselem Zofii Turosz.

Numery z ostatnich kilku miesięcy, jakby aktualne jeszcze, więc czas na ich wspominanie jeszcze przyjdzie. Zatrzymam się jeszcze na chwilę przy ostatnim zakupionym numerze i przyznam, że jeszcze nie przeczytałem go w całości. Znowu urzekające zdjęcie Agnieszki Korpal na okładce, autorstwa Piotra Oleszaka i megadługi, ale również megainteresujący wywiad z Agnieszką. Niedawno słuchałem też rozmowy z nią w podcaście Kamila Dąbkowskiego Black Hat Ultra. Podcastu Kamila słucham od samego początku jego istnienia, jakby równolegle wraz ze słowem pisanym w ULTRA. Nazbierało się już Kamilowi ultraciekawych rozmów z niezwykłymi ludźmi.

fot. archiuwum autora

Poprzeglądałem sobie trochę ULTRA. Niektóre artykuły pamiętam doskonale, ale są i takie, które jakbym widział pierwszy raz... Pamięć niby dobra, ale chyba zbyt krótka. Kiedy czytacie te słowa, ja z pewnością wracam do archiwalnych numerów i czytam, odkrywając jeszcze raz kolejne treści. Morał jest więc prosty. Po przeczytaniu nie wyrzucaj! Z całą pewnością za kilka lat przeczytasz po raz kolejny z równie wielkim zaciekawieniem! A jeszcze jak dumnie zaprezentują się na półce! Przeglądanie archiwalnych numerów uświadamia mi, jak ten czas szybko płynie, jak ja stoję w miejscu, co tylko mnie cofa. To też dobry czas, żeby zająć się wreszcie sobą. Nie tylko trenować innych, ale zadbać i odbudować też swoją formę. Przecież PESEL to tylko liczby, a serce dalej to samo! Od początku tego roku minus 15 na wadze, drugie 15 do zgubienia jeszcze w tym roku. Las, góry, bieganie, stadion, rower, pływanie, siłownia, wracam na właściwe tory. Wojtuś już biega, ścigając się z Tatą choćby do toalety na siusiu, czas dołożyć do ULTRA swoją ultraprzygodę, a magazyn niech dalej chłopaki wydają, przynajmniej do 100. numeru, lepiej chyba napisać i życzyć nam wszystkim 200. To będzie dopiero zbiór!

 

Jarek 'Yaro' Gąsiewicz

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły