Biegacz amator

Piekło na północy

Rumia, 27.02.2019

Mrok zaczął się powoli rozjaśniać. Podnosiła się poranna mgła. Było parno i zapowiadał się kolejny ciepły dzień. Gęsty bukowy las, chaszcze i do tego nocna burza sprawiały wrażenie, że biegnę lasem tropikalnym. Niby już nie padało, a ciągle kapało coś na głowę. Podłoże czasami błotniste, czasami twarde, ale na każdy krok trzeba było uważać. Każdy krok to ryzyko zaliczenia wywrotki. Do tego towarzyszące coraz głośniejsze śpiewy ptaków i świecące oczy w zaroślach. Zawsze w takich momentach towarzyszy mi myśl, do kogo te świetliki należą…

Tak właśnie zrodził się pomysł na Piekło Północy, czyli pokazanie Wam czegoś, czego nawet tubylcy nie widzieli. 

Czasami zrywające się do ucieczki dziki. Czasami sylwetki rosłych jeleni i majestatyczne łosi, które co jakiś czas napotykałem i w Puszczy i tu, w wyjątkowym miejscu, gdzie jeszcze nigdy nie biegałem. To Wysoczyzna Żarnowiecka na północy Kaszub, a raczej jej skrajna część. To okolice jeziora Żarnowieckiego, gdzie rzeźba terenu przypomina Trójmiejski Park Krajobrazowy. Jednak bliskość Puszczy Darżlubskiej i brak w pobliżu większych skupisk ludności sprawia, że tereny są dużo bardziej dzikie. Dużo bardziej odludne i obfite w zwierzynę płową, ale i drapieżniki. To o tych miejscach mówi się, że żyli tu Stolemowie, czyli olbrzymy. Siłacze, którzy dla zabawy rzucali ogromnymi głazami. Dotej pory można je napotkać na szlaku, a jak się z niego zboczy, to różne, nie zawsze opisane w przewodnikach cuda, można spotkać. Są kurchany, ruiny domów, czy obecności ludzkich siedlisk pochłonięte przez przyrodę. Są bagna. Są ukryte w lesie krystalicznie czyste jeziorka, jak jezioro Dobre, czyli mekka zimowych morsów. To tu niedaleko jest miejsce nazywane Małym Katyniem, czyli Piaśnica. Miejsce zamordowania w czasie II Wojny Światowej tysięcy ludzi różnych narodowości. Biegnąc dokładnie w tym miejscu, jeszcze w dodatku nocą, można popaść w prawdziwą zadumę nad marnością ludzkiej egzystencji. Chyba nawet trzeba. 

Biegnąc dokładnie w tym miejscu, przypomniałem sobie słowa pewnego starego Kaszuba, który określił biegacza mianem prawdziwego Stolema. Siłacza. Bo prawdziwa siła tkwi nie tylko w ogromnych mięśniach, ale i przede wszystkim mieści się w charakterze człowieka. Te wyjątkowe miejsca i myśli sprawiły, że pojawiła się iskierka. Czemu nie podzielić się tym z innymi. Czemu nie zaprosić prawdziwych Stolemów w te miejsca. Czemu nie pokazać piękna wzgórz morenowych, dzikości zapomnianych zakątków i wschodów słońca jakich nawet w górach nie doświadczysz. Piękno pięknem, ale nie zapomnijmy o Piekiełku jakie zawsze towarzyszy nam w czasie takich biegów i z jakim musimy się indywidualnie zmierzyć. To piekło każdy będzie miał na innym etapie i z innego powodu. To może być ból mięśni, ale także figle jakie głowa nam spłata na wybrzeżu morza. Płasko? Czy na pewno łatwo? Ktoś kto zmierzy się z tym Piekłem na prawdę poczuje się jak legendarny siłacz. 

No to biegnę tego dnia tak dalej i dalej. Mijam stary klasztor w malutkiej wsi i wiekowy zamek. Tak tak, nad morzem też je mamy. Wbiegam na wydmy i słyszę pomruki morza. Bryza daje wytchnienie, ale tylko na chwilę.  Spienione fale sprawiają wrażenie jakby drapały piasek plaży i chciały wciągnąć okoliczny świat pod wodę. Tymczasem na horyzoncie świetlisty, spory punkcik wznosił się i dawał energetycznego kopa. Przyda się, bo czeka mnie zmaganie z piaskiem i wiatrem. To nie to samo co błotko, czy skakanie po Tatrzańskich skałkach. Ryzykujesz, że nogi zrobią się jak z waty lub zmoczą ciebie fale. Zaraz zaraz, ale przecież jest prawie lato, to czemu nie schłodzić strudzonych mięśni... No i jak pomyślałem, tak zrobiłem. Może w butach trochę chlupało i piasek przyklejał się przez chwilę, ale warto było. Jeszcze słynna Gwiazda Północy i klify nadmorskie z powalającymi widokami. Tu dopiero zaczął się rollercoaster. Jestem znad morza, ale w życiu bym nie pomyślał, że kilka małych górek może dać tyle frajdy. Kilka? No nie zupełnie kilka, ale to już temat na kiedy indziej. Ponownie plaża, a następnie Władysławowo oraz Puck. Teraz ponownie klify nad Małym Morzem jak to mówią Kaszubi i już tylko wijący się niebieski szlak. Z każdym kiometrem coraz bardziej urozmaicona rzeźba terenu mówiła o jednym. Wracam do TPK, ale to nie koniec niespodzianek... 

Tak właśnie zrodził się pomysł na Piekło Północy, czyli pokazanie Wam czegoś czego nawet tubylcy nie widzieli. Jak podzieliłem się tym z dwoma innymi wariatami jak ja, czyli Rafałem Bieszke i Krzysztofem Romanem, to okazało się, że i w ich głowach te tereny są warte zainteresowania. Później to już poszło lawinowo. Władze lokalne to w dużej mierze zapaleni sportowcy, z którymi znamy się osobiście. Ludzie czynu, wolontariusze sami do nas piszą, bo chcą być częścią tego wydarzenia.

Data została ustalona na 31.05 do 01.06. Zapisy się rozpoczęły, a my wzięliśmy sobie na głowę misję przeobrażenia pomysłów i planów w czyn biegowy, który już za 3 miesiące przekażemy w Wasze ręce. Do zobaczenia na Kaszubach.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły