Jason Schlarb: Bieganie to dla mnie ogromna przyjemność

Durango, Colorado, USA, 17.04.2020

Amerykanin Jason Schlarb jest profesjonalnym biegaczem ultra. Do jego największych sukcesów należą zwycięstwa w Hardrock 100, Rabbit Run, 4. miejsce na UTMB. Podróżuje także w tak odległe rejony jak Patagonia, Nowa Zelandia czy różne rejony Azji, gdzie jednocześnie filmuje swoje wyczyny. Co ciekawe, Jason jest weteranem, który służył przez 10 lat jako oficer w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych.

Rozmawiał: Mateusz Belowski

Mateusz: Jason, jak zaczęła się Twoja biegowa przygoda?

Jason: Zaczynałem jako piłkarz, ale tak jak większość amerykańskich biegaczy należałem do drużyny biegów przełajowych w szkole średniej i na studiach w Montana State University. Między innymi biegałem 5000 m na bieżni poniżej 15 min. Jednak bieganie w kółko było dla mnie nudne. Po latach skupiania się wyłącznie na biegach ulicznych i stadionie przeszedłem na bieganie po górach i nigdy nie oglądałem już się za siebie.

Gdzie mieszkasz? Gdzie trenujesz?

Mieszkam w okolicach Durango w stanie Colorado. Mamy wraz z moją dziewczyną Meredith domek w lesie na wysokości 2000 m n.p.m. Zaraz za domem natomiast zaczynają się ścieżki biegowe. Otaczają nas piękne góry San Juan, gdzie szczyty dochodzą do wysokości 4300 m n.p.m. Jest gdzie biegać.

Jak wygląda Twój trening?

Biegam sześć razy w tygodniu. W okresie bezpośrednich przygotowań maksymalny kilometraż dochodzi do 140–160 km tygodniowo. W zimie mój trening głównie opiera się na skiturach. Wiosną skupiam się na szybkości, a w następnym okresie wykonuję specjalistyczne jednostki przygotowujące do zawodów.

Twoja partnerka również biega. Jak wygląda Wasza relacja?

Meredidh jest tak jak ja profesjonalnym sportowcem i ma wiele sukcesów na scenie ultra. Zanim Mere zaczęła biegać, należała do kadry USA w skialpinizmie. Mamy podobne podejście do życia. Dobrze jest mieć osobę, z którą można dzielić pasję. Stworzyliśmy we współpracy z Altra running projekt filmowy – Run Around the World, dzięki któremu razem podróżujemy i biegamy w najpiękniejszych miejscach na świecie. Od kiedy razem biegamy jako para, mamy również tych samych sponsorów.

Trenujecie razem?

Nie. Każde z nas ma swój własny plan treningowy. Jednak wzajemnie się wspieramy. Większość treningów wykonuję samotnie, czasami towarzyszy mi mój pies.

Jesteś teraz profesjonalnym biegaczem, ale wcześniej służyłeś w wojsku. Jaki służba miała wpływ na Ciebie?

Służyłem 10 lat w siłach powietrznych Stanów Zjednoczonych. Byłem również pięć miesięcy na misji w Iraku i to zaraz po tym, jak urodził mi się syn. Nie było łatwo. Wojsko nauczyło mnie organizacji i dyscypliny. Służbę na misji 70 godzin tygodniowo można porównać do ciągłego biegu ultra. Irak to okropne miejsce, ale takie doświadczenie może wiele nauczyć w życiu.

Zamiast kontynuować karierę w wojsku, wolałem zostać profesjonalnym sportowcem. Nie chciałem się obudzić pewnego dnia i żałować, że nie zostałem biegaczem. Chciałem mieszkać w górach i mieć wolność. Żyję od wypłaty do wypłaty, ale mam możliwość podróżować po świecie i robić to, co kocham.

Wiem, że współpracujesz z organizatorami UTMB. Możesz powiedzieć coś więcej?

UTMB to najważniejsza i największa impreza biegowa na świecie. Organizatorzy wykonują świetną pracę. Wraz z Meredith jesteśmy zapraszani na ich biegi wchodzące w skład cyklu UTWT organizowane w fantastycznych lokalizacjach. Oman – szalony i najtrudniejszy bieg, w jakim brałem udział. Chiny – bieg w dzikich górach Azji czy Ushuaia w Argentynie, która wgląda jak koniec świata. Każdy z tych biegów jest wyjątkowy. Organizacja na najwyższym poziomie, wspaniali ludzie, doświadczenia. To nie tylko zawody, lecz także świetna przygoda. Cieszę się, że z nimi współpracujemy.

W ostatnim swoim starcie na UTMB zająłeś 19. pozycję, najlepszą z Amerykanów. Jak oceniasz ten bieg i jak myślisz, dlaczego Amerykanie ponieśli porażkę?

Był to dla mnie trudny bieg. Czegoś mi brakowało. Zawsze biegi w Europie łączymy z małymi wakacjami dla mojego syna Feliksa. Przez trzy miesiące podróżowaliśmy kamperem po Słowenii, Włoszech, Austrii i Francji. Może to miało na mnie wpływ, że nie byłem do końca dobrze przygotowany. Po za tym dla nas, Amerykanów, zawsze jest trudno rywalizować w Europie. Inna strefa czasowa, inne wysokości, inne trasy czy kuchnia. Niestety część zawodników z USA jeszcze nie podchodzi do tego w pełni profesjonalnie. Również niektórzy zawodnicy ze Stanów zbyt mocno rozpoczynają bieg. No i rywalizacja na świecie robi się coraz trudniejsza. Pojawia się wielu nowych dobrych zawodników.

Zwiedziłeś prawie cały świat. Patagonia, Nowa Zelandia, Europa, Azja, ale jaki jest Twój ulubiony bieg?

Oman by UTMB. Jest to jedna wielka przygoda. Egzotyczna kultura, gościnni ludzie, wspaniała natura. Bieg, który jest połączony ze wspinaczką na via ferraty. Duża ekspozycja, techniczna trasa, no i 130 km w towarzystwie pięknych gór. To jest to, co lubię.

W USA szczególną imprezą jest dla mnie Hardorck 100. Zwycięstwo w tej imprezie u boku Kiliana Jorneta było punktem kulminacyjnym mojej kariery. Naprawdę doceniam, że jest to mała i unikatowa społeczność. To nie wgląda jak większość biegów w Europie, gdzie startuje masa zawodników. Trasa prowadzi na wysokość ponad 4000 m, a przewyższenie wynosi ponad 20 000 metrów. Na trasie są trzy piękne miasteczka – Silverton, Ouray i Telluride. W każdym z nich panuje wyjątkowa atmosfera. To taka mała Szwajcaria w Ameryce. Społeczność na tych zawodach jest jak jedna wielka rodzina.

W jakim biegu chciałbyś wziąć udział? Jaki znajduje się na pierwszym miejscu na Twojej liście?

Madera. Każdy kto tam był mówi, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie do biegania. Słyszałem, że jest mnóstwo tras z zapierającymi dech w piersi widokami. Chciałbym jeszcze pobiegać na Alasce.

Kim jest dla Ciebie Kilian Jornet?

Kilian jest szczególną osobą. Jest to zawodnik, który wyznacza granicę w naszym sporcie. Każdy chce być jak on. Gdyby nie on, biegi ultra wyglądałyby zupełnie inaczej. Sprawia, że są coraz bardziej popularne i medialne. Poza tym, że jest świetnym sportowcem, to także pozostaje skromnym i sympatycznym człowiekiem.

Masz już ponad 40 lat, ale wciąż jesteś jednym z najlepszych zawodników na świecie. Jak utrzymujesz motywację?

Staram się biegać w nowych miejscach i zawsze myśleć pozytywnie. Wciąż sprawia mi to ogromną przyjemność.

Fot. Ian Corless

Jakiego sprzętu używasz? Masz ulubiony model butów?

Biegam w sprzęcie marki Altra, a moje ulubione to model King. Czas mierzę sprzętem Coros, który według mnie ma najlepszy zapis GPS na świecie. Ultimate Direction jest moim sponsorem, jeżeli chodzi o plecaki.

Jak wygląda Twoja dieta? Jak się odżywiasz podczas biegu?

Odżywiam się zdrowo. Przygotowujemy zróżnicowane posiłki. Kocham mięso i warzywa. Stosuje dietę z ograniczeniem węglowodanów. Podczas biegów wspomagam się żelami Spring Energy i batonami Epic Bar.

Czym jest dla Ciebie bieganie?

Bieganie to dla mnie głównie styl życia, przygoda, sposób na poznawanie świata. Możliwość poruszania się gdziekolwiek i kiedykolwiek chcę. To moja praca, ale przede wszystkim pasja. Bieganie to również dla mnie sprawdzanie fizycznych i mentalnych granic organizmu.

Jakie masz dalsze plany?

Ze względu na współpracę z UTMB przygotowuję się do ich zawodów. Chciałbym wziąć udział w nowym biegu w Tajlandii. Mam nadzieję, że w przyszłym roku uda się wystartować w MIUT. Zapewne skuszę się też na jakiś bieg etapowy.

Powodzenia w takim razie! I dziękuję za rozmowę!

Fotografie pochodzą z fanpage'a Jasona Schlarba na Facebooku. Niestety nie zostały podpisane. 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły