Redakcja KR

ISTRIA 100 by UTMB - 100 TYSIĘCY KROKÓW BARTOSZA GORCZYCY

17.04.2026

Kilka miesięcy ciężkiej pracy treningowej wykonane. Fundament całego sezonu zrobiony. Wszystkie klocki poukładane. Organizm naładowany węglowodanami pod korek i gotów na wysiłek. Jest tylko jedna niewiadoma, na którą mam wpływ poza całą paletą zmiennych na zawodach. Kostka. Wciąż lekko ucieka, to mały a zarazem duży stresor w tej bajce. O resztę jestem spokojny. Ponad 100 tysięcy kroków pilnowania się. Muszę uważać. I to bardzo.

Tekst:  Bartosz Gorczyca, zdjęcie główne: materiały Bartosza Gorczycy

Naleśniki z nutellą polane sosem czekoladowym, cola zero cukru - zero smaku i kawka americano to „ostatni posiłek” przed startem. Track się ładuje, telefon ma odpaloną aplikację organizatora. Garminowy LiveTrack wystartował. Jak? Miał razem ze mną! Trudno. Ogarnę przed wystrzałem startera. Dla mojego supportu, dla moich kibiców, aby było wiadomo, gdzie się ”błąkam po świecie”. Mam na to jeszcze długie 5 minut.

zdjęcie: FB Istria 100 by UTMB

Pięć! Cztery! Trzy! Dwa! Jeden! Staaaart!

Potężny komin elektrowni góruje nad doliną Plomin Luka. W pierwszym punkcie odżywczym spędzam około 30 sekund. [Brawo, Brawo – daje się słyszeć]. Jest dobrze. Bidony pełne a żele są smaczne i pożywne. Jeszcze. Kolejny punkt, to ten z supportem – 35 kilometr. Musiałem założyć czołówkę, bo słońce schowało się za horyzontem zdarzeń. Wymieniam puste bidony na wypełnione Oshee BCAA i zgarniam 5 żeli. Kanapka wjechała nawet nie wiem kiedy. Dobra była. Z serem i pasztetem przywiezionym specjalnie z Polski.

Masz 18 minut przewagi nad drugim. Ciśnij! Ciśnij! – mówi support.

Mówisz i masz. Cisnę. Przecież to proste. „A little bit of this, a little bit of that” i już jesteś najszybszym zawodnikiem. Szkoda, że w rzeczywistości to tak nie działa. Kostka się nie odzywa. Jedno małe otrzeźwiające przykręcenie bez konsekwencji, chyba właśnie po to, abym nie zapominał, że mam się pilnować. Jest dobrze. Punkt Poklon. Zmieniam buty z szybkich Hoka Rocket X Trail, na wygodniejsze Hoki Mafate X. Ależ sobie dobre kanapki zrobiłem! A popite izotonikiem są na miarę restauracji z gwiazdkami Michelin. Cudo! Dopakowuję kolejne żele, wymieniam bidony. W sumie to same się zmieniły. Przydaje się wsparcie, a widok bliskiej twarzy na punkcie choć na chwilę podładowuje wyczerpującą się baterię. 40 minut przed drugim. Nieźle. Nie skręcić kostki i robić swoje. Bartoszu, masz cały czas stabilną różnicę do tego, o którym miałem ci nie mówić. Idziesz równo. Piekielnie równo. Utrzymaj tempo i będzie dobrze. Jesteś świetny! – wykrzykuje support.

Profil trasy 168K

Punkt Brgudac. Tubylcy imprezują. Słyszę „Mój jest ten kawałek podłogi” i zastanawiam się, czy to sen czy jawa. Przecież to niemożliwe.

- wszystko w porządku? - pytają ratownicy

- mam problemy z żołądkiem

- to normalne, przecież to ultra – odpowiada wolontariusz

- tak, też tak myślę…

Woda uzupełniona, ciasteczka przegryzione, lecę dalej.

Do kolejnego punktu 18km. Punkt Trstenik. Kostka daje radę. Nie wiem jak, ale wciąż się nie odzywa. Za to żołądek – dramat. Za szybko zacząłem? Nie raczej nie, te czasy ułańskiej fantazji w ultra już minęły. Daję znać supportowi o potrzebie innych żeli. Bardziej rozrzedzonych, a co za tym idzie, z mniejszą ilością węglowodanów w jednej sztuce. Trudno - skompensuję płynami. Punkt znajduje się obok kościoła. Wejść się pomodlić? Wyciszyć myśli i żołądek?

- masz 50 minut przewagi nad drugim zawodnikiem. I cały czas stabilnie za rekordem.  Mniej niż 10 minut. Jedziesz równo. Nie wyłączaj czołówki bo masz do namiotu cały czas kamienie. – krzyczy z oddali support.

- żołądek mi nie działa. Przygotuj mi na punkt inne żele. A tutaj coś dojem. Dam radę.

- dasz radę! Jesteś Bartosz! B-a-r-t-o-sz! Czekam na punkcie, ciśnij!

zdjęcie: materiały Bartosza Gorczycy

Gubię trasę...

Chwila nieuwagi spowodowana tym, że złapałem fajny rytm. Żołądek na chwilę odpuszcza, łapię flow po czym gubię trasę. Na szczęście zegarek w porę reaguje i nadrabiam może z 200m. Setny kilometr. Punkt Buzet. Potężna hala z przepakiem, ogromną ilością stołów i moim supportem. Wsuwam kanapki, popijam kawą, a w międzyczasie wymieniają się żele i bidony. Nie jest źle. Dobrze też nie. Niedojadam zaplanowanej ilości żeli przenosząc je niczym wielbłąd ładunek w karawanie. Oby to się nie skończyło katastrofą.

Docieram do akumulacyjnego jeziora Butoniga.

Wolontariusze zdążyli się rozłożyć w ostatniej chwili. Na stole woda, cola i izo. Nic więcej jeszcze nie ma. Ale i ja nic więcej nie potrzebuję.
- ile jestem przed drugim?

- przestań o niego pytać. Masz już prawie godzinę przewagi. Jak cokolwiek będzie nie tak – dam ci natychmiast znać. Jasne? Idziesz równo jak w zegarku. Wciąż taka sama różnica do czasu z którym się ścigasz. Na tym się skup. Jest świetnie. Rób swoje i nic więcej. – wręcz krzyczy mój support.

- rób swoje, rób swoje…

Świta

Z każdą minutą jest coraz jaśniej i rodzą się nowe pokłady energii. Miasteczko Livade leniwie budzi się do życia. Oświetlony wschodzącym, czerwonym słońcem przebiegam przez wąskie uliczki. Support wymienia mi bidony, żele. Zagryzam kanapką i popijam colą. Tym razem ze smakiem i z cukrem. Kostka wciąż na swoim miejscu. Przestałem narzekać na żołądek. Sam już nie wiem czy po to, by nie drażnić supportu czy choć trochę się już poprawiło. Zakładam drugie słuchawki. Mają mnie doprowadzić do mety. Taki jest plan. Ponad godzina nad drugim i wciąż mniej niż 10 minut nad ściganym czasem. Całkiem nieźle. Lecę.

zdjęcie: IG Istria 100 by UTMB

Przedostatni punkt. Grožnjan

- Bartoszu! Nie wiem jak Ty to zrobiłeś, ale jesteś 2 minuty przed rekordowym czasem Jima. Od ostatniego punktu przyspieszyłeś o 12 minut. Dwanaście!

- co Ty do mnie mówisz? Przecież to niemożliwe. Jak drugi?

- ależ się uparłeś na tego drugiego. Ponad godzinę za tobą. Przyspieszyłeś. Nie wiem jak, ale przyspieszyłeś. Zresztą. Nagrałem ci właśnie prześliczny podbieg do punktu. Idealna sceneria. Spodoba ci się. Ciśnij! Do następnego masz 7 kilometrów. Wolontariusze krzyczą, że z górki. Ciśnij!

153,5km. Buje. Do mety – 14,5km. Ależ mi się chce jeść. Pomarańcze. Jedna, druga, trzecia, piąta, siódma...nie, to nie głód, to instynkt samozachowawczy bo podświadomie wiem że potrzebuje energii, ale najlepiej nie z żeli.

- Bartosz! Na miłość boską! Nie jedz tyle! Tracisz czas. Wciąż jesteś 2 minuty przed Jimem. Drugi wciąż ponad godzinę za tobą. Nie wiem jak ty to zrobisz, ale dasz radę to pocisnąć. To zaledwie 4:48/km. Nawet ja tak umiem biec przez 100m. Dasz radę!

- nic z tego nie będzie. To płaski odcinek a ja leżę energetycznie. Będzie wolno, ale zrobię co w mojej mocy.

- nieważne. Daj z siebie wszystko. Tak jak zawsze! Jesteś świetny!

Ostatnie 15km to “wegetacja”

Na zegarku pojawiają się cały czas kilometry w rejonach 6 min/km, natomiast rekord mi ucieka i wiem, że nie mogę nic z tym zrobić. Nie martwi mnie to jednak, wynik i tak będzie rewelacyjny. Kiedyś, nawet na krótszych zawodach biegałem końcówki dużo wolniej, a czas przeciągał się w nieskończoność. Jestem daleko, daleko z przodu ze swoją dyspozycją. Na kolejne rekordy przyjdzie czas, a teraz bezpiecznie dobiegnę do mety, dałeś radę - mówię do siebie w myślach.

Z głośników rozchodzi się głos konferansjerów na centrum Umag:

Ok, dłonie do góry!

Nasz mistrz się zbliża.

17 godzin. 50 kilka minut.

Prawie 18 godzin biegania.

Ostatnie metry nim dobiegnie do linii mety.

I oto jest.

Ostatni zakręt.

zdjęcie: materiały Bartosza Gorczycy

Zwycięzca 14 edycji Istria 100 by UTMB.

Trzeci najlepszy czas w historii. Z Polski. Witamy z powrotem w Umag.

17 godzin, 56 minut.

Nasz mistrz. Bartooooosz Gorczyca!

W TOP 5 na doskonałym 3. miejscu melduje się Piotr Uznański. Pełne wyniki na stronie istria.utmb.world