HOKA One One Carbon X

Cały Świat, 20.10.2020

Rozbudzanie konkretnych oczekiwań zawsze niesie ze sobą ryzyko rozczarowania. Premiera tak nagłośniona, jak w przypadku Project Carbon X, to zdecydowanie zagranie va banque ze strony producenta. Jednak któż może pozostać obojętny wobec butów, w których Jim Walmsley w formule solo bije 35-letni rekord świata na 50 mil?

Te(k)st: Rafał Słociak, zdjęcia: Justyna Jackiewicz

Oczekiwania: Tyle się człowiek naczytał o tym komponencie z włókna węglowego, że balonik oczekiwań napompował się do niebezpiecznych rozmiarów. But (w szczególności ten do biegania) musi być przede wszystkim wygodny. Ma nie przeszkadzać w pokonywaniu kolejnych kilometrów, nie uwierać, nie ciążyć i nie powodować otarć. Fajnie by było, jakby przy tym wytrzymał w jednym kawałku przynajmniej pół sezonu. Wygląd to kwestia drugoplanowa. 

Konstrukcja: Całość konstrukcji na pierwszy rzut oka przypomina typową, szosową startówkę. Kto zna mniej więcej ofertę HOKI, ten bez wątpienia prędzej ustawi carbony na jednej półce z modelem Evo Jawz (oczywiście zapominając na chwilę o podziale pod kątem nawierzchni), zamiast traktować je na równi z Arahi czy Challenger. Sznurowadła płaskie, dobrane dla zachowania trendu „odchudzenia” tego modelu. Niestety kilka razy rozwiązały się w trakcie biegu. Zapiętek miękki, pozbawiony elementów stabilizujących  ale mi to pasuje. Projektanci wcisnęli natomiast więcej materiału w tamtym obszarze, usztywniając nieco konstrukcję. Cholewka jednowarstwowa, posiadająca niezliczoną ilość mikrootworów wentylacyjnych dla polepszenia oddychalnościKonstrukcja języka na plus – jest zintegrowany z cholewką, tworząc swego rodzaju przyjemną skarpetkę. Amortyzacja w tym przypadku jest mocno niehokowa. Zamiast potężnego plastra słoniny mamy raczej wysmażony z tłuszczyku bekon. Ale czego się nie robi dla pozbawienia buta cennych gramów – szybkość nie ma przecież ceny.

Podeszwa i bieżnik: W modelu Carbon X nie brakuje ciekawych rozwiązań, jednak to podeszwa jest tym, co najbardziej przykuwa uwagę. Producent umieścił w niej płytkę z włókna węglowego, co w założeniu miało poprawić wybicie i responsywność buta. W praktyce takiego efektu nie odczułem, odczułem za to coś innego – dzięki wspomnianemu komponentowi miałem wrażenie, że podeszwa jest poprzecznie podzielona, jakby przecięta na dwie niezależne części, których styk wypada pod śródstopiem. Bardzo nietypowe, oryginalne wrażenie, którego nie dały mi żadne dotychczas testowane buty. Tylko czy to w jakikolwiek sposób pomaga? Nad tym magicznym elementem producent umieścił lekką i sprężystą piankę PROFLY X, a pod nim – mieszankę pianki i gumy, niemal pozbawioną bieżnika, za to cechującą się wysoką – naprawdę! – odpornością na ścieranie.  

Przeznaczenie: But zdecydowanie na twarde i równe nawierzchnie. Niemal zupełny brak bieżnika powinien wybić wam z głowy zabieranie go na Łemkowynę – no chyba że na samą ceremonię dekoracji. 

Warunki testowania: Obuwie było testowane wyłącznie w warunkach treningowych (niestety sytuacja epidemiczna sprawiła, że główny test – UltraPark Weekend, został przeniesiony na sierpień). Pogoda w okresie testowania była bardzo zróżnicowana, podobnie jak dystanse poszczególnych treningów. Ostatecznie ultra w nim jednak nie biegałem. 

Wytrzymałość: Naprawdę na plus. Poza zabrudzeniem i delikatnym wytarciem podeszwy zewnętrznej w okolicach pięty nie ma innych śladów użytkowania, także mechanicznych. Doceniam to tym bardziej, że w pozostałych używanych przeze mnie modelach tego producenta zawsze dochodziło do rozerwania cholewki. 

Ogólne wrażenia: Jest zdecydowanie inaczej niż we wszystkich butach, jakie dotychczas testowałem. Nie mogę powiedzieć, że nie jest wygodnie ani komfortowo. Ale do długich treningów zdecydowanie bardziej wolałbym moje ulubione Arahi – głównie z uwagi na dużo wydajniejszą amortyzację, co jest wszak kwestią gustu. Kolorystyka moim zdaniem ciekawa, choć minimalistyczna – co również wyróżnia ten model na tle innych. 

Podsumowanie: But inny niż wszystkie, zostawiający bardzo nietypowe wrażenie (z uwagi na konstrukcję podeszwy wewnętrznej). Czy jest wygodnie i komfortowo? Moim zdaniem za taką cenę może być dużo lepiej. Lekka, odchudzona, choć naprawdę wytrzymała konstrukcja czyni z tego modelu raczej startówkę lub ewentualnie opcję na treningi tempowe niż radosną spacerówkę na niedzielne trzydziestki. Odradzałbym model Carbon X również biegaczom o szerokiej stopie – stosunkowo wąska podeszwa może potęgować wrażenie, że krawędź wewnętrzna stopy wisi w powietrzu. Z tego samego powodu zadeklarowani nadpronatorzy także nie polubią tego modelu. Jest on zatem bardzo wyspecjalizowany – nie dla każdej stopy, nie na każdą nawierzchnię, nie na każdy rodzaj treningu. Z pewnością zadziwia, ale też nie zachwyca. O gustach się natomiast nie dyskutuje, więc jestem przekonany, że znajdzie swoich wielkich fanów. Na czele z pewnym sprzedawcą rowerów z Arizony, który rok temu śmignął w nich 50 mil w 4:50:08 

Zalety:  

- lekkość konstrukcji z jednoczesnym zachowaniem jej wytrzymałości 

- zintegrowany język zapewnia dobre dopasowanie 

- trwałość materiałów i jakość wykonania – nawet po długim użytkowaniu ciężko dostrzec na butach jakiekolwiek ślady zużycia 

- perforowana, jednowarstwowa cholewka zapewnia stopie świetną wentylację 

Wady:  

stosunkowo wysoka cena (przeciętnie 779zł) 

- skromna jak na modele Hoka One One amortyzacja, może powodować dyskomfort podczas bardzo długich treningów (choć minimalizm też ma swoich fanów) 

- specyficzny krój cholewki przy bardzo szerokiej stopie może powodować otarcia 

- sznurówkom zdarzało się rozwiązywać podczas treningu 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły