Coros Vertix, czyli coś nowego, w moim ulubionym stylu!

Cała Polska, 20.12.2019

Dlaczego ulubionym? Bo marka jest bardzo mało znana w Polsce, a model jest najnowszym jej dziełem, czyli – póki co – najmniej popularnym. A ja mam w sobie coś takiego, że lubię nowe rzeczy, lubię kibicować firmom, które chcą się przebić na rynek, szczególnie jeśli rynek jest trudny, zdominowany przez gigantów. A jeśli produkt jest dojrzały, przemyślany i dopracowany to tym bardziej zdobywa moje serce. Ten zegarek wydaje się dla mnie być czymś nawet jeszcze lepszym.

Te(k)st i zdjęcia: Piotr Biernawski

Zegarka nie trzeba odpakować, żeby było pierwsze wow! Walizeczka w militarnym stylu zamiast pudełka robi spore wrażenie! Zegarek jest zapakowany oddzielnie od paska – ten ma system szybkiej zmiany, więc montaż trwa cztery sekundy. Plus! Samo urządzenie jest ładne – oczywiście to kwestia gustu, ale wykonanie, materiały (szafirowe szkło, tytanowy bezel) to jest wysoka jakość. Po uruchomieniu zainstalowałem apkę Corosa, zegarek od razu się sparował i zaktualizował – bez żadnych przygód. Następny plus dla osobnika, który był fanem fińskiej marki, nawet duży. Przegląd aplikacji, połączenie ze Stravą, ustawienie od razu wyglądu ekranów aktywności, które to ekrany ustawia się rewelacyjnie, trwało moment. I choć jestem zwolennikiem ustawiania zegarka przez komputer, jestem zachwycony. Da się? Da się!

Pierwsze obcowanie

Przy pierwszym treningu dopiero zwracam uwagę, że zegarek jest nieco mniejszy niż wygląda na zdjęciach. Ale przede wszystkim jest bardzo lekki! Można go używać na lewej albo prawej ręce, a przyciski i pokrętło można mieć zawsze od strony nadgarstka. Albo wręcz przeciwnie. Jak? – zapytacie. Ano, jest opcja obrócenia ekranu o 180 stopni! No po prostu wow! Ja zostawiłem tradycyjnie, nauczony doświadczeniem z fińskim modelem 9 w wersji tytanowej, że przyciski i pokrętełko mogą się samoczynnie wciskać wystarczy zbyt mocno zgięty nadgarstek, rękawiczka, sięganie do plecaka – to się po prostu zdarzało. Tu – od razu napiszę – nic takiego nie miało miejsca. Ale (teoretycznie!) nawet jeśli, to przypadkiem nie uda się nam zakończyć aktywności, bo żeby to zrobić, trzeba przytrzymać przycisk przez trzy sekundy. Mówiąc wprost, chłopaki z Corosa ogarnęli UX znakomicie. A sam główny przycisk, który jest jednocześnie pokrętłem? To jest obecnie jedna z tych rzeczy, które wyróżniają zegarki tej firmy. I są rewelacyjne! To po prostu nowy poziom UI w zegarkach sportowych. Nowość to nie jest, bo przecież taki wynalazek istnieje w zegarkach już dłużej niż żyjemy, ale w takim wydaniu – jestem zachwycony! Przechodzenie między ekranami, pozycjami menu etc.? Kręcimy, chcemy wejść głębiej – naciskamy. Takie proste!

Pierwsze treningi

Jestem ciekaw. Pierwsze czekanie na fix to zawsze dość ciekawy czas. Lecz zanim się zastanowiłem, już był złapany. Kilka sekund. Nie jedna, nie 10 – gdzieś pomiędzy. Ten trend utrzymuje się do teraz. Bieg, pierwszy kilometr, wszystko OK – jest autolap po 1 km, mocno wyczuwalna wibracja, przechodzę między ekranami, bajka! Pauza – możemy wejść w detale treningu, zobaczyć wszystkie dane, wrócić, wznowić trening.

Po zakończeniu znowu duża lista danych. Nie znam się bardzo na liczbach, więc nie będę was zanudzał, udając, że się znam. Aplikacja przejmuje trening automatycznie, jeśli tylko jesteśmy sparowani i mamy włączony BT w telefonie. Po zgraniu treningu do apki ten natychmiastowo pojawia się w Stravie. Od razu, żebym został dobrze zrozumiany! W samej aplikacji jest kilka ciekawych rzeczy, np. mamy wykres długości kroku w zależności od dystansu. Jest też rytm (kadencja), przewyższenie, tętno – no, tutaj standardowo już. Możemy też eksportować trening w kilku formatach, do wyboru. Mały detal, a cieszy.

Drugie treningi. I trzecie

Po oswojeniu się ze sprzętem zaczynam go trochę bardziej brać pod lupę. Coś mi wibruje, a to zegarek zawiadamia, że ktoś dzwoni. Nie ktoś, tylko "ktoś". Są nawet powiadomienia z Instagrama. Fajnie, wcześniej bym takie opcje wyłączył, teraz zostawiłem. Jeśli działa dobrze, to mi nie przeszkadza. Wiem, dziwnie to brzmi, ale w moim wieku generalnie tego typu przeszkadzajki przeszkadzają, chyba że zrobione są wzorcowo.

W trakcie biegania – a zrobiłem też kilka szybkich asfaltowych biegów – staram się bardziej wyczuć tempo chwilowe, pomiar tętna z nadgarstka, sprawdzam dokładnie ślad. Tempo wydaje się mieć minimalny poślizg. W górach kompletnie niezauważalne, na asfalcie… Jacyś puryści mogliby kręcić nosem, ale mnie te ~5 sekund nie przeszkadzało. Ale zaznaczam, że coś takiego jest, choć mam wrażenie, że któraś z bliskich poprawek i to zlikwiduje. Natomiast nadgarstkowym pomiarem tętna jestem co najmniej pozytywnie zaskoczony. Do tej pory była to dla mnie ciekawostka, która, gdy tylko ją sprawdzałem, okazywała się... nieprzydatną ciekawostką. Tutaj pomiar jest w mojej opinii bardzo bliski prawdzie. Na asfaltowej wyścigowej dyszce pokazał wg mnie prawidłowe tętno średnie, minimalne oraz maksymalne. Żadne tam 230, jakie już wcześniej widywałem. Jeśli już o pomiarze nadgarstkowym mowa – nie znalazłem opcji wyłączenia go, więc jeśli zakładamy zegarek na ubranie (wiadomo, zima idzie), po znalezieniu fiksa, przy pauzie, w momencie wystartowania zegarek informuje nas o braku HR. Pomijamy to, ale jest to jeden klik ekstra. Kwestia trzech treningów i się przyzwyczaiłem.

Tracki tworzone przez zegarek są na poziomie topowych modeli gigantów na rynku, przy czym – tu już jest różnica – Vertix nie zrobił mi ani raz psikusa. Żadnych dziwnych tras, żadnych skoków w bok, żadnych wybrakowanych czy niezapisanych treningów. Wszystko OK. A to jest u mnie jedna z najważniejszych rzeczy w ocenie takiego zegarka przy codziennym jego używaniu: dokładność GPS oraz niezawodność. Zegarki znanych marek, które używałem, lubiły mieć problemy z jednym, albo z drugim. Na modelu Vertix mogę polegać i nie przejmować się, że coś się schrzani. Wieeeeeelki plus.

Jeden wers dla baterii

Nie chce zasypywać was danymi z instrukcji, choć podam tę jedną liczbę: 60 godzin w trybie „wszystko ON”. To jest kosmos. Dla przeciętnego ultrasa z takim zegarkiem, power bank może nie istnieć. Dla nieprzeciętnego też, chyba że robimy jakiś FKT przez kilka dni. Zakładam, że jednak nie. Ja zapomniałem o ładowaniu zegarka – trening dwugodzinny zjada ok. 3 czy 4%. Mija tydzień, codzienne treningi, bateria spada o 30%. Ta bateria to jakiś szatański wynalazek! I chyba nie ma innej możliwości aniżeli skwitować to wielkim plusem. Ponownie.

„Dolna linia”. Nawigacja

Zegarek oprócz pokazywania czasu i opcji sportowych ma kilka ekranów: ekran zbiorczy aktywności z obecnego dnia, wysokość z ostatnich 6 h, ciśnienie, tętno, temperatura. Tu są też fajne bajery, możemy „wejść głębiej” i pokrętłem poruszać się po osi czasu i sprawdzić dokładnie, o której godzinie jak np. wysoko byliśmy. Podświetlenie zegarka działa automatycznie, kiedy podniesiemy rękę w geście spoglądania na zegarek. Ale, o czym nie napisałem wcześniej, podświetlenie ma też swój dedykowany przycisk.

Poprzez aplikację możemy wgrać tracka i nawigować po nim – ja wgrywałem gotowe tracki, póki co, chyba tylko taka opcja tutaj jest dostępna. Ale działa dobrze, szybko i intuicyjnie. Nawigacja daje nam kilka ekranów więcej: mapkę z trasą, profil wysokości. Pokrętłem możemy zmieniać skalę tych danych. Tu wyszedł jeden jedyny zgrzyt – podczas pierwszego treningu, na którym bawiłem się nawigacją, zegarek się tzw. sfreezował. Tj. sam ekran, bo po wibracjach czułem, że zegarek reaguje. Instynktownie przytrzymałem pokrętło i zrobił się miękki reset. Po pierwsze, super, że tak intuicyjnie, po drugie, jeszcze lepiej, że ten trening został zapisany! I teraz najciekawsze – po właśnie tym treningu jeszcze w samochodzie zegarek się uaktualnił o poprawkę... naprawiającą możliwe „freezowanie” się zegarka w czasie nawigacji. Mówię serio! Miałem się wtedy zacząć trochę martwić, ale nawet nie zdążyłem. Sama nawigacja działa super. Jest track, jest nasz ślad, na tracku w razie skrzyżowań, pętli etc. są strzałeczki, którą opcję wybrać. Do tego skalowalność – no extra!

Są natomiast są detale, które pewno zostaną poprawione: brak autoskali mapy oraz jej wyświetlanie w trybie Heading Up trochę szaleje. Przy moim pierwszym biegu z trackiem w warunkach wyścigowych nie skorzystałem z mapy, bo nie skalibrowałem kompasu, zegarek nie wyświetlił komunikatu o tym i mapa kręciła się na ekranie jak chciała. Dlaczego? Otóż zegarek odczytuje nasz kierunek nie wektorem prędkości z GPS, ale położeniem zegarka względem Ziemi. Moim zdaniem to nie jest do końca dobre rozwiązanie, przecież podczas biegu zegarek jest w innym położeniu niż gdy na niego spoglądamy, a za każdym takim ruchem mapa się kręci. Podczas zawodów, na których (nieskromnie powiem) szedł okrutny gaz, nie wiedziałem w ogóle, co się na tym ekranie dzieje. Ale to też po części trochę moja wina. Ważne, że się nie zgubiłem.

Pewno jest jeszcze sporo fajnych rzeczy, których jeszcze nie odkryłem, albo o których po prostu nie napisałem!

Podsumowując nieco poważniej, kilka miesięcy temu trochę się pod nosem uśmiechałem na widok zachwytów Kuby Krause nad Coros Apex. Moj sceptycyzm czasem brał górę. Teraz Vertix zostaje ze mną – to zegarek, który mnie zauroczył. Lekki, z olbrzymią baterią, znakomitym GPS oraz obsługą, świetnie wykonany i przede wszystkim niezawodny. Miło być jedną z pierwszych osób, która może używać modelu Vertix, ale jestem przekonany, że będzie nas wkrótce więcej.

"Corosy" dostępne są już w sklepbiegacza.pl

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły