Bartek Przedwojewski drugi w Kraju Basków!

Zegama, 2.06.2019

Dla ultraspołeczności był to zdecydowanie weekend pełen wrażeń. I dla teamu Salomon zwłaszcza, bo aż troje z jego składu ścigało się gdzieś na biegowych trasach świata. W Zegamie w Kraju Basków z najlepszymi biegaczami górskimi rywalizowali Natalia Tomasiak i Bartek Przedwojewski, a w Kolumbii w stumilowcu z wilgotnością i upałem walczył Piotr Hercog. Piotr zajął finalnie drugie miejsce, ale do tego tematu chcielibyśmy wrócić kiedy indziej. Bartka udało nam się złapać po zawodach, które skończył na 2. miejscu, tracąc mniej niż trzy minuty do lidera. Natalia spojrzała na telefon dopiero późnym wieczorem.

 

Zmęczenie w głosie Barta było duże. W sumie nic dziwnego, obiegał dziś wszystkich, których mógł. Bo czy można obiegać Kiliana Jorneta, który finiszował na pierwszym miejscu? Jak Bartek na gorąco komentuje swój udział w Zegama Aizkorii?

 

Bartek, przede wszystkim gratulacje! Ile już szampanów wypiłeś?

Dzięki! Jeszcze ani jednego, póki co tylko woda. Ale jest taki plan na wieczór. W ogóle ktoś po biegu powiedział mi, że kibice z Polski są wariatami! (śmiech) Wszędzie kibicowali, wrzucali informacje, byli bardzo aktywni.

Dziś cały mój Facebook był w Zegamie, jakby to były jakieś igrzyska!

No właśnie. Póki co, wracając do tematu, spędziłem trzy godziny na kontroli antydopingowej. Dopiero ok. 17 udało mi się wziąć prysznic. Więc głównie piłem wodę po tej upalnej pogodzie dziś.

Czy Kilian powiedział, jak się czuł z Twoim oddechem na plecach? (śmiech)

Nie wiem, czy mógł go choć przez chwilę poczuć, bo leciał bardzo mocno. To dla mnie niesamowite, że on przez taki czas jest w stanie tak mocno biegać i wyrywać te wszystkie biegi! Dość intensywnie go śledzę i wydaje mi się, że w tym roku jest chyba w życiowej formie. Na pewno to pokaże.

Jak dałeś radę z tym upałem?

Ciężko. Cały czas czułem, że się przegrzewam, dlatego zacząłem spokojnie – z ósmej pozycji. Do 10. Kilometra to było przegrzewanie się totalne, walka. Nie było żadnego luzu, bieganie na granicy przegrzania. Słyszeliśmy też zawodników z tyłu, wszystko wydawało się takie niepewne. Byłem przekonany, że będę walczył o pierwszą piątkę. W ogóle nie pomyślałbym, że mogę być drugi.

Biegłeś ze swoim współlokatorem z pokoju w Zegamie?

Praktycznie od startu do 38. Kilometra biegliśmy razem. Urwałem mu się na samej końcówce. Zamknąłem oczy i pobiegłem. (śmiech) Wiesz, to jest tak ciężki bieg, że jeśli odpuścisz choćby na chwilę, to potem ciężko się zebrać. Zwłaszcza na tych ostatnich kilometrach. Bo na mapie wygląda to, że jest w dół, a w rzeczywistości to zbieg, płasko, podbieg, zbieg, płasko, podbieg… Więc to do końca aktywne bieganie. Nie możesz wyłączyć głowy i puścić nóg, dolecieć do mety.

Wracasz do Polski, czy jeszcze trochę świętujesz na miejscu?

Jutro, tzn. w poniedziałek wsiadam w samolot, a we wtorek idę do pracy. (śmiech) A później się zobaczy.

Kolejny start?

30 czerwca w Mont Blanc Marathon. Więc pierwsze 10 dni po powrocie pewnie pojeżdżę sobie tylko na rowerze, na pewno nie będę miał ochoty na bieganie. (śmiech) Potem znowu 10 dni potrenuję, odpocznę i znowu zawody. A z Marathon du Mont Blanc jest zawsze rewelacyjna transmisja!

Czy tym razem dasz prowadzącym ściągę z fonetycznym zapisem Twojego nazwiska? Bo mają jednak spore problemy. (śmiech)

Faktycznie, są przerażeni, gdy widzą połączenie „R” i „Z”. A gdy wyeliminują „Z”, to będą w stanie wymówić moje nazwisko. Ale może nagram im jakiś filmik instruktażowy.

A psychicznie jak się czujesz? Ogarniasz, co się stało?

Nie, nie ogarniam. Dzisiaj wyprułem z siebie wszystko, co miałem. 500 metrów do mety i myślałem, że nie dobiegnę. Cieszę się, bo ludzie mnie zaczepiają, gratulują, mówią „za rok wygrasz!”. A ja jestem tak zmęczony! Najważniejsze przed przyjazdem tu było dla mnie jedno: dać z siebie wszystko. 100 procent! Wtedy pomimo tego, które bym zajął miejsce, byłby zadowolony. To się dla mnie liczy. Nie lubię przedstartowej loterii.

Patrycja została tym razem w Polsce?

Tak, kibicowała w domu, razem ze znajomymi, bo powiedziała, że sama by tego nie udźwignęła. (śmiech)

Wcale się jej nie dziwię! Bartek, odpoczywaj, dochodź do siebie i uczcij należycie to zwycięstwo. Już dziś zaczynamy trzymać kciuki za następny start!

 

Nie udało nam się zdzwonić z Natalią Tomasiak, ale napisała nam parę słów w SMS. „To nie był mój dzień. Ale kibice sprawili, że będę ten bieg pamiętała długo. Atmosfera na trasie super! Mam spory nie dosyt, bo choć nie spodziewałam się tu fajerwerków, to liczyłam na lepszy czas. Nogi jednak dziś zdecydowanie nie współgrały z całą resztą”.

 

Wszystkie zdjęcia użyte w artykule są autorstwa Jordiego Saragossy

 

 

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły