100 godzin Turbo-Kota

GSB, 16.09.2020

Rafał Kot vel Góral z Mazur nie byłby sobą, gdyby znów czegoś długiego nie przebiegł. W tym covidowym zwariowanym sezonie co setka to zwycięstwo lub pudło. Co mistrzostwa, to medal…

Pierwsze podejście do szybkiego pokonania GSB, które miało być jednocześnie pojedynkiem z Romanem Fickiem, nie doszło do skutku, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Rafał 28 września rusza na podbój GSB, tym razem w formule ze wsparciem. Założeniem jest pokonanie ponad 500 km i 20 tys. m przewyższenia w czasie poniżej 100 godzin. Dodatkowo podczas wyzwania będzie można wspólnie z Rafałem wystartować w charytatywnej rywalizacji Global Charity Race. Czy będzie to możliwe, jak zareaguje organizm Rafała na taki długi i męczący bieg, czy dopisze szczęście i zdrowie?

Pytań mamy wiele, a jeszcze swoje dokładają znawcy GSB!

Zdjęcie główne: UltraLovers

Kogo, jak kogo, ale Krzysztofa Dołęgowskiego raczej z zamkniętymi oczami możemy pytać o GSB. Krzysztof był supportem, kierownikiem, dobrym duchem i poganiaczem czy to Rafała Bielawy, który ustanawiał swój rekord GSB w 2017 roku, czy to chyba pionierskiego w naszym kraju wyzwania Macieja Więcka, który Główny Szlak Beskidzki pokonał w 114 godzin i 50 minut. Ale to był rok… tak, 2013. Wtedy Rafał Kot miał 34 lata i chyba o ultra nie myślał zbyt poważnie.

Krzysztof Dołęgowski: Czy myślisz, że będąc na setnym kilometrze, jesteś w stanie przewidzieć, jak się będziesz czuł na czterechsetnym? No bo na przykład maratończyk powinien wiedzieć na półmetku, czy jest za szybko, czy za wolno na jego możliwości.

Rafał Kot: Trudne pytanie, bo w moim przypadku będzie to debiut z takim dystansem i tak długą aktywnością. No cóż – rozpisałem sobie plan, myślę, że jest dobrze przygotowany. Na pewno na początkowych kilometrach nogi chciałyby szybciej, ale będę się starał hamować. Na setnym kilometrze zatem być może będę czuł pewien niedosyt, który – mam nadzieję – wykorzystam później.

Jak na takim dystansie decydujesz, jakie tempo jest dobre? Będziesz miał jakieś normy? Np. po płaskim po 6:00, a pod górę 800 m przewyższenia na godzinę?

Tempo na różnych odcinkach będę się starał traktować tylko jako wartość pomocniczą. Według planu, całą trasę mam podzieloną na konkretne odcinki – z konkretnym czasem na ich pokonanie. Tam, gdzie będzie trudniej – będę się poruszał wolniej, nie zamierzam szarpać organizmu tylko po to, by utrzymać tempo.

Czy myślisz, że da się zrobić negative split i drugą część pokonać szybciej?

Uważam, że wszystko, co jest w zasięgu wyobraźni człowieka, jest możliwe. Także negative split na GSB. Ale ja na to się nie nastawiam – według planu, na drugą część trasy (od Jaworzyny Krynickiej) daję sobie nieco więcej czasu. Choćby z prostego powodu, że dojdzie więcej odpoczynku i spania.

Czy myślisz, że zdarzył się ktoś, kto zrobił GSB i się popłakał?

Widziałem łzy Romana Ficka, przeżywałem to razem z nim – jak wielu z nas. Myślę, że ja również nie wytrzymam, bez względu na wynik.

 

Kolejnym „wszystkowiedzącym” o GSB jest, naszym zdaniem, nie kto inny, jak były koszykarz, mieszkaniec wrocławskiej ziemi – Rafał Bielawa. Długich i tych jeszcze dłuższych biegów, w których Rafał zwyciężał, nie wiemy czy nawet serwis Ratemytrail.com byłby wstanie wyliczyć. Ale zachęcamy sprawdzić. Blisko 500 km i 21 tys. m przewyższenia Rafał w 2017 roku pokonał w 108 godzin i 55 min. Więc chyba wie, o co pytać.

Rafał Bielawa: Postawiłeś na wrzesień, czy to tylko covid zmusił Cię do tego, czy też jednak posłuchałeś mnie, że jesień to bardziej stabilne warunki?

Rafał Kot: Zupełnie nie covid – myślę, że ten temat to „wielka chmura, a mały deszcz”, z ogromnymi konsekwencjami także dla sportu. Ale to oddzielny temat. Czemu nie czerwiec? Mówiłem to od samego początku – plan był na walkę o 100 godzin, a wtedy warunki na szlaku ten plan prawie wykluczały. Postanowiłem posłuchać kilku osób – także Rafała Bielawy – i wtedy odpuścić. Czemu zatem dopiero wrzesień, chociaż warunki były dobre już dużo wcześniej? Ponieważ od czerwca do września było kilka fajnych biegów, w tym Siedem Szczytów i dwukrotnie mistrzostwa Polski, których nie mogłem sobie odpuścić.

Wiem, że potrafisz się zgubić na trasie, czy dlatego decydujesz się na bieg ze wsparciem?

Ha ha, no tak. W sumie to też, ale to nie był podstawowy powód. Po prostu, także po rozmowach z innymi biegaczami, uświadomiłem sobie, że FKT to FKT – bez względu na to, czy ze wsparciem, czy bez. Jeżeli chcesz atakować rekord, a masz możliwość skorzystać z supportu, to wykorzystaj to.

Myślisz, że presja, z jaką będziesz musiał się zmierzyć, będzie Twoim atutem, czy też będzie Ci ciążyć?

Presja zazwyczaj jest ciężarem, ale już chyba jestem z nią otrzaskany. Wiem, że kilka zaangażowanych w projekt osób będzie mocno na mnie liczyć. Ale ja przy każdej okazji podkreślam, że szanse są pół na pół – albo się uda, albo nie. 

Regeneracja w trakcie, jak zaplanowałeś przerwy na sen i odpoczynek?

To w sumie nie jest jakaś tajemnica, ale tym tematem na chwilę obecną nie chciałbym się dzielić. Plan jest, jeśli się uda, to będzie znaczyło, że jest dobry. W każdym razie chętnie się nim podzielę, ale „po robocie”.

I ostatnie. Każdy rekord w końcu ktoś pobije, czy wtedy też ruszysz na szlak?

Tego nie wiem, na razie skupiam się na tym konkretnym celu. To będzie mój debiut z FKT, do tego od razu w tak trudnym wyzwaniu. Muszę spróbować i przekonać się, czy taka formuła mi odpowiada.

 

Roman Ficek, który tak niedawno rozgrzał nasze głowy i wyobraźnię swoim wyczynem, gdzie jego łupem padł GSB w czasie 107 godzin i 25 min i to jeszcze w formule bez wsparcia. Romka chyba nie musimy Wam przedstawiać, to wielokrotny zwycięzca długich biegów, ale krótszymi też nie pogardzi – chociażby Tatra Fest Bieg w tym roku, który wygrał i jeszcze miał sporo czasu na uśmiechy i sesje zdjęciowe. Łuk Karpat to kolejne koronne osiągnięcie Romana, którego chyba długo nikt nie pobije. Więc o co może zapytać długodystansowiec drugiego długodystansowca?

Roman Ficek: Dlaczego z wsparciem a nie bez, jak planowałeś wcześniej?

Rafał Kot: Formuła bez wsparcia jest najbliższa mojej sportowej filozofii – by podjąć wyzwanie, przeżyć przygodę i zintegrować się z naturą. To miało dla mnie sens w przypadku naszego wspólnego projektu. Tym razem cel jest jasno zdefiniowany – walka o rekord, dlatego chcę wykorzystać wszystko, co jest dozwolone.

Czy będziesz miał przy sobie jakiś ekwipunek, czy biegniesz całkowicie bez plecaka?

Raczej przez większość trasy planuję mieć ze sobą pas biegowy lub małą podręczną kamizelkę – nadajnik GPS, bidon, jakiś baton, telefon, chusteczki i kilka złotych.

Chcesz pobić rekord ze wsparciem, czyli 108 godzin i 55 minut, czy mój rekord bez wsparcia?

Celem jest bariera 100 godzin. Ale jeżeli to się nie uda, to oczywiście punktem odniesienia dla mnie będzie obecny FKT na tej trasie, czyli 107 godzin i 25 min.

Dlaczego chcesz przebiec GSB?

Ha – dobre pytanie, no bo od tego wszystko się zaczyna! Odpowiem jak przed laty sir George Mallory – „Bo jest”. (śmiech) Bo działa na moją wyobraźnię od wielu lat i wiem, że nie spocznę, jeśli prędzej czy później nie zmierzę się z nim.

Co jest Twoją mocną stroną na tak wielkim wysiłku, a co słabą?

Okaże się w praktyce. Na dziś za swoje atuty uznałbym – szybkość regeneracji, wytrzymałość oraz obecność supportu. Słabymi stronami mogą się okazać – pogoda, problemy z żołądkiem, porywczość i niecierpliwość.

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły