Korona Polskich Ultramaratonów

Warszawa, 2.08.2017

Świat polskiego ultra jest niezwykle bogaty. Na dystansie dłuższym niż maraton biega się u nas od Karpat po Kołobrzeg i od Podlasia po Kotlinę Kłodzką. Każdy region ma przynajmniej jedną ultraperełkę, na którą raz w roku przybywają zastępy ultrasek i ultrasów z całego kraju. Królestwo ultra w Polsce od kilku lat znajduje się w pełnym rozkwicie. A skoro jest królestwo, to musi być i korona – Korona Polskich Ultramaratonów ! (foto: Krzysztof Zaniewski)

W swoim artykule o Ultra Trail World Tour w ULTRA nr 10 Kuba Krause wspomina, że na pewno przyjdzie taki dzień, że ktoś usiądzie i spisze listę najważniejszych polskich ultramaratonów, a następnie nazwie swój spis „Koroną”. Kuba nie mógł wiedzieć, że kiedy pisał te słowa, my równolegle toczyliśmy w redakcji zaciekłą dyskusję, czy taka klasyfikacja ma sens, a jeśli tak, to według jakiego klucza dobrać biegi, żeby wybrać te, które rzeczywiście zasługują na takie wyróżnienie. Od początku mieliśmy pewność co do jednego: pomimo naszej głębokiej miłości do gór i do biegania po nich w zestawieniu musi znaleźć się miejsce dla przynajmniej jednego ultramaratonu po płaskim. I tu wybór był prosty, znacznie trudniej było za to, kiedy przenieśliśmy się do świata ultratrailu...

Ile ma być tych biegów? Przecież nie może być ich ani za dużo, ani za mało. No to ile? A przede wszystkim jakie?! Jakie kryteria muszą spełnić, żeby znaleźć się w naszym subiektywnym zestawieniu? Przecież nominacja do Korony Ultramaratonów Polskich, nawet jeśli to tylko zabawa, zobowiązuje. Nie możemy sobie więc pozwolić na żadną wpadkę. Zasady muszą być jasne i nie pozostawiać wątpliwości. Ostatecznie postawiliśmy na cztery filary, zgodnie z którymi każdy z nominowanych biegów musi:

‒ mieć znaczący wpływ na środowisko ultra w Polsce;
‒ odznaczać się wyjątkową atmosferą lub organizacją;
‒ w szczególny sposób wyróżniać się na tle pozostałych;
‒ rozgrywać się w wyjątkowym miejscu lub w wyjątkowych warunkach.

Okazało się, że nawet tak restrykcyjne ograniczenia wcale nie uczyniły wyboru prostszym. Musieliśmy odrzucić kandydatury wielu biegów bliskich naszym sercom (i nogom), ale inaczej się nie dało. Każda selekcja niesie za sobą konieczność ofiar i tak samo było i tym razem. A wszystko po to, by powstała prawdopodobnie pierwsza oficjalna lista najważniejszych polskich ultramaratonów – Korona Ultramaratonów Polskich. Nasza subiektywna klasyfikacja liczy dziesięć biegów. Każdy inny i każdy wyjątkowy. Rozgrywane wiosną, latem, jesienią, a nawet zimą. Różnią się dystansami, przewyższeniami i atmosferą. Łączy je jedno – żadnego z nich nie zapomnisz jeszcze długo po minięciu linii mety!

***

 

fot. Piotr Dymus

Zimowy Ultramaraton Karkonoski im. Tomka Kowalskiego

ZUK. Piękna, zimowa trasa i piękna idea, która stoi za tym biegiem. ZUK to nie tylko zawody sportowe, lecz przede wszystkim memoriał Tomka Kowalskiego, himalaisty i uczestnika pierwszego w historii zimowego wejścia na Broad Peak. Wyjątkowość ZUK-a polega na tym, że organizatorkom Agnieszce i Ani, a także rodzicom Tomka co roku udaje się stworzyć w Karpaczu kameralny klimat, dzięki któremu każdy ma szansę poczuć się częścią tej wielkiej biegowej rodziny. Ale oprócz przyjemności ZUK to także kawał fizycznego wycisku. 53 km po zimowych Karkonoszach nikogo nie zostawią obojętnym na swoje wdzięki i humory. Marcowy termin sprawia, że ZUK co roku jest inny, nie zmienia się tylko jedno – najlepiej zapamiętasz podejście pod Śnieżkę i wieczorną imprezę, na której pomimo zmęczenia, tańcujemy do samego rana! (Miki)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Niepokorny Mnich

Prawie ultrasetka. Mało jest jednak chętnych, żeby dokręcać za metą tych parę kilometrów, by zaliczyć trzycyfrówkę. Asfaltowy finisz wzdłuż Dunajca ciągnie się w nieskończoność. Oczy bolą od wypatrywania słynnego mostku, za którym czeka meta, uszy od nieustannego szumu rzeki, nogi za to od niespodziewanie wymagającego płaskiego odcinka. To jest bolesny paradoks – po ponad 80 km w górskim terenie wydaje się, że płaska dyszka będzie nagrodą, a staje się dla wielu uczestników istnym przekleństwem. Impreza jest fantastyczna, organizacyjnie dopięta na ostatni guzik, trasa startuje i kończy się w Szczawnicy, biegnie polsko-słowackimi beskidzkimi szlakami. Niby wiosna, niby kwiecień, a błocko i tak w pakiecie, a czasem nawet śnieg, co akurat w tym roku wpłynęło na skrócenie trasy do 64 km. Ranga mistrzostw Polski sprawia, że podczas Niepokornego Mnicha można spotkać liczną i niezwykle serdeczną elitę rodzimego ultrabiegania. (Rosół)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Bieg Rzeźnika

Moje pierwsze ultra i miłość do „ultra” od pierwszego wejrzenia to owiany legendą Bieg Rzeźnika. Chociaż teraz część osób, czy to po zmianie trasy, czy poprzez bardziej komercyjne podejście organizatorów zaczyna się na Rzeźnika obrażać, to jednak ja bardzo chętnie będę tu wracał przy każdej możliwej okazji. Na pewno z miłości do samych, jeszcze dzikich Bieszczad i serdeczności mieszkańców, a także dobrej organizacji i niesamowitych widoków. Jestem zdania, że to właśnie Bieg Rzeźnika zrobił najwięcej dla rozpropagowania górskiego biegania w Polsce. Myślę, że większość ultrasów przewinęła się przez Komańczę, Cisną i Ustrzyki, właśnie tam sporo osób – tak jak ja – stawiało swoje pierwsze ultrakroki. Bieg w parach, który nadal wyróżnia te zawody w coraz większym bogactwie rodzimego ultrabiegania. Wymaga współpracy i braterstwa, a biegnąc w parze z bardziej doświadczonym biegaczem, możemy czerpać całymi garściami z jego doświadczenia, by wbiec na metę, co prawda już nie w Ustrzykach Górnych. Warto przyjechać na dłużej, bo atmosfera podczas Festiwalu Rzeźnika jest wyjątkowa. A nocny start do rytmu werbli wybijanych przez Wiewiórkę na drzewie pozostaje w pamięci na zawsze. (James)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Supermaraton Gór Stołowych

SGS to organizacyjnie jeden z najbardziej dopracowanych biegów na polskiej mapie ultra. Ale nie ma się co dziwić, skoro szefem imprezy jest Piotr Hercog, nie tylko jeden z naszych najmocniejszych zawodników, lecz także obieżyświat, który zanim sam zajął się organizacją, najpierw na własnych nogach przekonał się, jak to się robi w dziesiątkach miejsc na całej kuli ziemskiej. SGS to stosunkowo krótkie ultra, bardzo „biegowe”, na którym naprawdę można się rozpędzić. Jest sporo wyzwań technicznych, wąskich przesmyków skalnych, uroczych widoków. Ale, uwaga! Zostawcie sobie trochę sił na ostatni fragment – inaczej mordercze podejście pod Szczeliniec pozamiata was tak, że nie będzie czego zbierać na mecie. A meta SGS jest wyjątkowa! (Miki)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Chudy Wawrzyniec

Dwie piękne i zarazem piekielne trasy w samym sercu Beskidu Żywieckiego. Superpomysł z możliwością wyboru długości dystansu w trakcie biegu. Po piątym podejściu, na Wielką Rycerzową (ok. 40. kilometr) czeka na biegaczy kluczowa decyzja: skręcasz do mety, czy podejmujesz wyzwanie 80 km+. Ja się nie odważyłem na dłuższy dystans, może przez upał w 2015 r., a może już nie miałem siły? Wszystko przede mną i przed wami! Spora część trasy bez dającego wytchnienie cienia drzew, dużo kamienistych ścieżek, gdzie łatwo o wywrotkę (na 45. kilometrze zostawiłem na zawsze jeden paznokieć). Nocleg na karimatach w szkole, kanapki z konserwą, odpust z wesołym miasteczkiem, wielkie ogniska tzw. hudy, wszystko to przypomina czasy harcerstwa i niczym niezmąconej beztroskiej młodości. A na mecie za mostkiem czeka pyszne bezalkoholowe piwko. Na Chudym przekonasz się, że szczęśliwi biegają ultra. (James)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Bieg Ultra Granią Tatr

Bieg ultramarzenie, który odbywa się w cyklu dwuletnim, ale do startu w nim nie wystarcza tylko fart w losowaniu. Należy zgromadzić pięć punktów kwalifikacyjnych w wymienionych na stronie organizatora biegach górskich. Nieduży limit uczestników sprawia, że samo losowanie, a potem drobne nawet zmiany na liście rezerwowej wywołują wielkie emocje. Zawody organizowane są przez ludzi gór, którzy znają tatrzańskie szlaki jak własną kieszeń. Trasa przepiękna, piekielnie trudna technicznie, świt i wschód słońca na drodze na Wołowiec niepowtarzalne, a granit na każdym kroku ostro daje w kość. Bardzo rzetelne kontrole wyposażenia obowiązkowego nikogo nie dziwią, bo Tatry – nawet w lecie – nie wybaczają błędów. BUGT to niezapomniane 70 km pośród cudownych szczytów, szalone zbiegi i najdłuższe w Polsce podejścia, dwa punkty odżywcze na Hali Ornak i w schronisku Murowaniec oraz punkt z wodą przy Wodogrzmotach Mickiewicza. Wysokie wpisowe, z którego ćwiartkę zgarnia TPN, trochę boli, ale chwała po ukończeniu osładza słoną cenę. W pakiecie zawsze bardzo fajna koszulka finiszera. Powtórzymy jeszcze raz: bieg ultramarzenie! (Rosół)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Oleszak

Bieg 7 Dolin 100

Bieg 7 Dolin to zaraz po Rzeźniku największa impreza ultra w Polsce. Co roku we wrześniu zjeżdżają na Festiwal Biegowy w Krynicy setki ultrasek i ultrasów, którzy chcą poznać smak najbardziej spektakularnej mety biegu górskiego w naszym kraju. Bo jeśli mielibyśmy wybrać jedną rzecz, dla której warto zmierzyć się z magiczną stówką, będzie to ostatnia prosta po krynickim deptaku. Na niej każdy – pierwszy i ostatni zawodnik – poczuje się jak zwycięzca! Wysokie nagrody dla całej ścisłej czołówki, możliwość spotkania na szlaku uczestników krótszych zawodów na tej samej trasie i niezapomniane widoki oraz emocje. Magda Ostrowska-Dołęgowska pisała o B7D na portalu Napieraj.pl tak: „Przypomnisz sobie nocną mgłę na Jaworzynie, świt na Hali Łabowskiej, most w Rytrze i jagody w drodze na Halę Przehybę. Radość na Radziejowej, fajną pogawędkę z Jackiem/Basią/Mateuszem/wstaw dowolne imię, z którym biegłeś do Eliaszówki. Wspomnisz emocje na zbiegu do Piwnicznej i przypomnisz sobie smak kanapki. Przywołasz w pamięci fajny zbieg do Wierchomli i jak smakował ci banan na punkcie żywieniowym przed hotelem. Przypomnisz sobie, jak płakałeś jak bóbr przy wyciągach i jak słone były twoje łzy. Może ostatnim razem tak płakałeś jako dziecko?”.

Nas uwiera tylko jedna rzecz i dotyczy naszej społeczności. W tym miejscu czujemy się w obowiązku zwrócić uwagę, że B7D to jeden z „najbrudniejszych” ultra w Polsce – biegacze, opamiętajmy się, nie przenośmy w góry złych zwyczajów z biegania ulicznego. #runultranotrash (Miki)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

fot. Piotr Dymus

Łemkowyna 150

Łemkowyna to dla większości (oprócz garstki osób, która potrafi pokonać dystans z Krynicy do Komańczy w czasie poniżej 24 h) bardziej przygoda niż bieg. Niezwykła przygoda, pełna emocji, trudu, potu, łez i – nade wszystko – błota. Impreza jest tak charakterystyczna, jeśli chodzi o warunki, że dorobiła się nawet alternatywnej nazwy „Błotowyna”. Na Łemkowynie nie tylko przemierzysz cały Beskid Niski z zachodu na wschód, spędzisz dwie noce na trasie i pokonasz w ekstremalnych warunkach 150 km na własnych nogach, ale spotkasz też jednych z najlepszych wolontariuszy w Polsce, zjesz gorącą zupę na punkcie w Puławach, a po powrocie do domu długo będziesz się czuł niczym bohater kina ultraakcji. Warto choć raz w życiu spróbować! (Miki)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

Kaliska Setka

Bieg ultrainstytucja. W bieżącym roku odbędzie się już 34. edycja. Zawody toczą się zazwyczaj na 10-kilometrowym dobiegu z Jarantowa do Blizanowa, a potem na sześciu 15-kilometrowych pętlach: Blizanów – Jarantów – Brudzew – Blizanów. Kiepska strona internetowa, ale fantastyczna atmosfera na zawodach. W XXI wieku czuwa nad nimi popularny Mirza, czyli Mariusz Kurzajczyk i klub Supermaraton Kalisz. Podłoże asfaltowe, bieg przy ograniczonym ruchu drogowym, długimi fragmentami na odludziu wśród pól kukurydzy, punkty odżywcze co 5 km, ale jest też mnóstwo lotnych regeneracyjnych premii w postaci ciepłej herbaty, domowego ciasta i owacji na stojąco. Te atrakcje fundują biegaczom mieszkańcy okolicznych miejscowości i wsi. Od 1995 r. czeka do pobicia rekord Jarosława Janickiego – 6:22:33. Wszystkim uczestnikom przyświeca hasło Omnis vincit (wszyscy zwyciężają!). Asfaltowa setka z duszą. A atmosfera w hali sportowej przed noclegiem, gala wręczenia nagród i przywilej spotkania starej biegowej gwardii wliczone w cenę.(Rosół)

Strona www biegu: link

Ultramaraton Karkonoski

W tym roku czas na 10. edycję. Pamiętam początki, gdy wjeżdżało się wyciągiem na Szrenicę i startowało spod schroniska, gdzie zlokalizowana była również meta. Jadłem tam po wyczerpującym biegu najlepsze na świecie naleśniki z serem i jagodami. Brałem też udział w wydłużonej wersji i niezmiennie uważam, że to wspaniałe zawody. Królewna Śnieżka czeka na półmetku na biegaczy, by dać im całusa na drogę powrotną ku Szklarskiej Porębie. Przy dobrych warunkach atmosferycznych można naprawdę szybko pobiec, ale jak popada to śliskie skały potrafią wytrącić z równowagi nawet najlepiej przygotowanych ultrabiegaczy. Świetną atmosferą zarządza ojciec dyrektor Robert „Gudos” Gudowski, zawsze serdeczny i uśmiechnięty. Hasło imprezy: „Piękno Karkonoszy w biegu” pasuje jak ulał. (Rosół)

Strona www biegu: link
Fanpage biegu: link

*** 

Jesteśmy ciekawi, ile i które z wyróżnionych biegów macie już na koncie. Odwiedźcie nasz portal KINGRUNNER.com i pochwalcie się swoimi dokonaniami, odhaczając na swoim koncie ukończone biegi. Dla każdego, kto wykaże się pokonaniem wszystkich biegów z naszej subiektywnej Korony Ultramaratonów Polskich (a organizatorzy to potwierdzą), przygotujemy dedykowaną, okolicznościową koszulkę. Będzie wam pasowała do korony jak ulał!  

Tekst: Mikołaj Kowalski-Barysznikow, James Kamiński, Marcin Rosłoń

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły