Korsyka przez kilka najbliższych dni będzie należeć do ludzi, którzy potrafią bardzo długo nie spać, bardzo daleko iść, jechać i płynąć – i przede wszystkim nie zgubić się po drodze. Ruszają mistrzostwa świata w adventure racingu, czyli rajdach przygodowych.
Źródło: informacja prasowa trailteam.pl/organizator
Zdjęcia: Szymon Nawrat
500 kilometrów przez Korsykę non stop
Wyobraźcie sobie wyścig, który trwa pięć dni i nocy. Ponad 500 kilometrów, 20 tysięcy metrów przewyższenia, rower, packraft, kajak, trekking, canyoning i zadania linowe. Do tego mapa zamiast GPS-u, własne zapasy i jedna zasada, która może zaboleć najbardziej: do mety musi dotrzeć cała czwórka. Tak wygląda Adventure Racing World Championship 2026, które właśnie rozpoczynają się na Korsyce.
Od 27 września do Corte zjeżdżają zawodnicy z całego świata. W sumie 400 osób z 32 krajów, tworzących 98 mieszanych, czteroosobowych zespołów. Są wśród nich mistrzowie świata, zawodnicy ze światowej czołówki i specjaliści od długich, wielodniowych wyścigów. Znany z ultradługicj biegów jest Francuz Sebastian Raichon. Na liście są cztery polskie ekipy: On Sight Navigatoria, Raidar, Nonstop Adventure oraz Trailteam.pl w składzie: Magdalena Stachura, Artur Kurek, Kuba Zwoliński i Mateusz Niedbała.
TrailTeam.pl na jednym z treningów przygotowawczych do mś. Fot. Szymon Nawrat
Sto procent przygody
Na razie wiedzą tylko, gdzie wystartują i gdzie chcą dotrzeć. Trasa pozostaje tajemnicą aż do startu. Początek w Corte, meta w L’Île-Rousse. Pomiędzy nimi ponad 500 kilometrów i około 20 000 metrów przewyższenia. Nie będzie to zwykły wyścig, w którym wystarczy biec, jechać czy płynąć szybciej od rywali. Zespoły będą musiały same znaleźć drogę, korzystając z tradycyjnej nawigacji. Bez GPS-u. Bez zewnętrznego wsparcia. Sami odpowiadają za jedzenie, sprzęt i odpoczynek. Muszą podejmować decyzje wtedy, gdy po kilku dniach wysiłku coraz trudniej myśleć, a najprostszy błąd może kosztować godziny albo nawet dnf-a.
W adventure racingu można być świetnym kolarzem, mocnym biegaczem czy doskonałym kajakarzem. To jednak nie wystarczy. Jeśli jeden członek zespołu ma problem, problem ma cała drużyna. Jeśli ktoś nie może jechać dalej, pozostali nie mogą po prostu zostawić go z tyłu. Cała czwórka musi poruszać się razem i cała czwórka musi przekroczyć metę.
Odcinki rowerowe wymagają roweru, ale nie gwarantują terenu jezdnego rowerem. Fot. Szymon Nawrat.
Rajdy przygodowe to zatem test nawigacji, strategii, odporności psychicznej i - przede wszystkim - zespołu. Sto procent przygody na limicie. Najlepsi powinni dotrzeć do L’Île-Rousse po około pięciu dniach. Ostatnie drużyny mogą spędzić na trasie nawet osiem dni i nocy.
Start już 1 października o 6:00. Wyścig będzie można śledzić na tutaj – z trackingiem zespołów, klasyfikacjami, zdjęciami, filmami i codziennymi relacjami z trasy.
TrailTeam.pl od lewej: Mateusz Niedbała, Artur Kurek, Magda Stachura i Kuba Zwoliński. Fot. Szymon Nawrat.