W ostatnich dniach sierpnia firma Garmin oficjalnie zaprezentowała serię Fenix 9, która składa się łącznie aż z 18 wariantów zegarka. Mamy do wyboru wersję 9 w trzech rozmiarach oraz wersję 9 Pro, również w trzech rozmiarach, z ekranem AMOLED lub MIP (z panelem solarnym), z technologią inReach lub bez niej. Ja korzystam z Fenixa 9 Pro w rozmiarze 47 mm, w czarnym kolorze, z technologią inReach. Kupiłem go na własne potrzeby.
Te(k)st i zdjęcia: Jakub Brzóska
Co nowego?
- w wersji Pro w rozmiarze 51 mm ekran „urósł” do 1,5 cala (wcześniej było to 1,4 cala, tak jak w rozmiarze 47 mm),
- w wersji Pro mamy do wyboru dodatkowy zielony kolor światła latarki (czerwony i biały oczywiście zostały),
- w wersji Pro jasność szczytowa wzrosła aż do 3000 nitów, w standardowej do 2000 nitów (w Fenixie 8 było to 1500 nitów, a w 8 Pro 2000 nitów),
- w wersji Pro mamy tylko tytanową kopertę i szafirowe szkło, nie ma już wersji stalowej,
- w wersji Pro pamięć zwiększono z 32 GB do 64 GB,
- wersje z ekranem AMOLED są cieńsze niż w Fenixie 8 Pro i wróciły do wymiarów zbliżonych do Fenixa 8, natomiast wersje z solarnym MIP-em są grubsze,
- zachowano ceny zbliżone do cen Fenixa 8 Pro w dniu premiery (poza czarnymi wariantami wykończenia),
- czarny wariant wykończenia DLC jest około 220 zł droższy niż jego „srebrny” odpowiednik. Nie mam oficjalnych informacji, z czego wynika ta dopłata, bo w poprzednich generacjach jej nie było, ale z nieoficjalnych kanałów wiem, że sam proces produkcji i nakładania DLC podrożał.

Budowa i jakość wykonania
Największą zmianą w wersjach Pro jest budowa koperty zegarka, która jest teraz w całości wykonana z tytanu. Nie ma już tego kawałka pośrodku wykonanego z kompozytu. Bezel jest z tytanu grade 5, natomiast środkowa część i spodni dekiel przy czujniku tętna nadal są z tytanu grade 2. Jak to się ma do trwałości? Wcześniej w Fenixach tytanowy bezel był wykonany z grade 2, więc mamy tu zmianę na plus, ponieważ grade 5 jest wytrzymalszy i odporniejszy na rysy, przewyższając odpornością nawet stal nierdzewną, a przy tym zachowuje niską wagę.
Fenixy 9 Pro nie są cięższe niż poprzednia generacja. Dzięki wykonaniu w całości z tytanu F9 Pro wygląda naprawdę premium i ogólnie robi dobre wrażenie. Bezel jest bardziej ścięty, a „uszy” zegarka są niższe, więc zegarek powinien mniej zahaczać o rękaw kurtki czy bluzy. Przyciski też doczekały się zmian. Nadal mamy tu całkowicie wodoszczelną konstrukcję indukcyjną, ale same przyciski trochę bardziej wystają z obudowy i klika się je jeszcze łatwiej. Ekran jest trochę poniżej krawędzi bezela i wydaje się, że ma minimalnie mniejszą ramkę niż w poprzedniku.

Jeśli chodzi o pasek, to dalej mamy do czynienia z paskami QuickFit, natomiast wydaje mi się, że samo zapięcie jest wyżej, tak jakby teleskop przy pasku był trochę inaczej zamontowany. Wszystkie te zmiany sprawiają, w moim odczuciu, że F9 Pro leży lepiej i nie lata tak po nadgarstku. Zawsze miałem z tym problem i wracałem do Forerunnera. Z tyłu urządzenia nadal mamy czujnik Elevate V5, więc tu niestety i stety bez zmian: stety, bo czujnik jest dokładny i wystarczający do codziennego noszenia oraz lekkich biegów tlenowych, niestety, bo nie mamy żadnych nowych pomiarów do dyspozycji.

Co nowego w oprogramowaniu?
- Garmin Epic - grupowanie wielodniowych aktywności na samym zegarku, dostępne też w Garmin Connect,
- dodano strefy oparte na Staminie,
- dodano nowe pola danych oparte na Staminie dla biegu i kolarstwa (głównie wykresy),
- dodano nowości związane z ruckingiem - między innymi możliwość zmiany wagi obciążenia w trakcie aktywności, kalkulator celu, w którym policzymy, jak daleko musimy dobiec z danym obciążeniem, raporty oraz tworzenie aktywności multisportowych z ruckingiem,
- dodano strefy tętna, FTP i VO2max dla ergometru wioślarskiego,
- aktywności na ergometrze wioślarskim wliczane są do stanu wytrenowania,
- dodano odliczanie w dół przy starcie w profilu ergometru wioślarskiego (5 sekund),
- dodano nowy Garmin Locate w połączeniu z aplikacją Garmin Messenger,
- możliwość podglądania tempa, tętna, przewyższenia i dystansu przez kontakty w aplikacji Garmin Messenger,
- nowe pole danych dla biegania: Rolling GAP, czyli wasze tempo skorygowane względem nachylenia z ostatniego kilometra (ale jako średnia ruchoma, czyli jeśli macie przebiegnięte 1,7 km, to średnia jest liczona z odcinka między 0,7 a 1,7 km),
- możliwość odświeżania pogody przez połączenie satelitarne inReach,
- dla modeli z wyświetlaczem AMOLED nowy edytor tarcz, w którym tarcze są pogrupowane w kategorie. Warto zaznaczyć, że Fenix 9 ma tarcze znane z większości innych zegarków, m.in. Forerunnerów, Venu i poprzednich Fenixów. Ma też nowe tarcze.
Tu musimy zrobić przerwę w nowościach, bo wszystkie powyższe dostaną też zegarki z serii Fenix 8 i 8 Pro oraz Forerunner 970. To nowość u Garmina, bo zazwyczaj po premierze nowego modelu poprzednia generacja nie dostawała takich programowych nowinek, więc to zmiana na duży plus.
Natomiast poniżej lista nowości, które będą dostępne wyłącznie w Fenixie 9 Pro:
- nowy widok mapy, nazwany „Perspektywa”, jest pochylony i przypomina nawigację samochodową,
- ulepszenia „silnika” map, który ma teraz działać szybciej, płynniej i lepiej podawać wskazówki nawigacyjne,
- nowe ArcheryX (między innymi pomiary oddanych strzałów, stabilności, czasu strzelania),
- nowe tryby baterii GPS.
Wyświetlacz
Garmin zdecydował się na „mały upgrade” wyświetlacza w serii 9: wersja Pro dostała ekran 3000 nitów, a standardowa 2000 nitów.
Fenix 8 (AMOLED) 1500 nitów → Fenix 9 (AMOLED) 2000 nitów
Fenix 8 Pro (AMOLED) 2000 nitów → Fenix 9 Pro (AMOLED) 3000 nitów
W codziennym użytkowaniu i na treningu różnica między 1500 a 2000 nitów jest ogromna, widać to po prostu gołym okiem. Przeskok z 2000 do 3000 nitów nie zrobił już na mnie takiego wrażenia. Nie zrozumcie mnie źle, różnicę widać, nawet nie mając obu modeli obok siebie, ale skok z 1500 do 2000 nitów odczułem mocniej. Mam jedynie drobne zastrzeżenia do powłoki ekranu: palec „jeździ” po niej trochę gorzej niż w poprzedniej generacji, ale da się do tego przyzwyczaić i nie jest to duży problem. Korzystanie z zegarka w pełnym słońcu podczas pobytu w Hiszpanii było dla mnie czystą przyjemnością. Ekran ani razu nie był trudny do odczytania, a korzystałem z ustawień fabrycznych, czyli jasności 2/3.
Łączność inReach i LTE
Zacznijmy od LTE. Mamy tu do czynienia z LTE-M, nie możemy podpiąć własnej karty eSIM i jesteśmy „skazani” na abonament od firmy Garmin, który jest dostępny w czterech wariantach. Taki wybór podyktowany jest tym, że ten moduł pobiera mniej energii niż rozwiązanie stosowane w typowych smartwatchach. Oznacza to między innymi, że nie mamy przypisanego stałego numeru telefonu do naszego zegarka. Jeśli ktoś nie używa aplikacji Garmin Messenger, to połączenia i wiadomości z naszego zegarka będą przychodzić za każdym razem z innego numeru. Wiem, trochę słabe, ale widzę w tym sens: w fenixowym LTE chodzi bardziej o możliwość kontaktu awaryjnego w różnych sytuacjach niż o substytut smartfona. W moim przypadku, bo nie cierpię brać telefonu na bieganie, jest to dobre rozwiązanie. Zasięg testowałem w Polsce, Portugalii i Hiszpanii i nie mam zastrzeżeń, a samo włączenie LTE i wysłanie wiadomości trwa może 20 sekund.

Jeśli chodzi o połączenie z siecią satelitów, to Garmin łączy się z satelitami Iridium, które krążą po niskiej orbicie okołoziemskiej. Poniżej mapki zasięgu tej sieci w Europie i Ameryce Północnej.

Obszary zaznaczone na niebiesko mają taki zasięg, że nie powinno być problemu z połączeniem w nisko zabudowanym lub lekko zalesionym terenie. Natomiast w obszarach zaznaczonych kreskami musimy wyjść na otwartą przestrzeń, niezabudowaną i niezalesioną. Samo połączenie z satelitą wygląda następująco: dostajemy na zegarku komunikat, żeby skalibrować kompas, po czym urządzenie prosi nas o „wycelowanie” dolnej części tarczy „w satelitę”, i następuje próba połączenia, która trwa jakieś 15-25 sekund. Kiedy urządzenie złapie satelitę, samo wysłanie wiadomości trwa jakieś 10-12 sekund. Warto zaznaczyć, że zegarek zawsze wybierze LTE przed łącznością satelitarną, jeśli jest dostępne. Możemy wymusić połączenie z satelitą, ale w mojej ocenie nie ma to sensu, bo LTE jest po prostu szybsze i tańsze.
Skoro mowa o cenach i abonamencie: jak widać w tabeli poniżej, LTE i nadawanie sygnału SOS są zawarte w każdym abonamencie bez dodatkowych kosztów, natomiast funkcje satelitarne są dostępne bez opłat, ale z limitami, w dwóch środkowych planach, a bez limitu tylko w najwyższym. Ceny poszczególnych abonamentów wyglądają tak:

W przypadku zegarków opłata aktywacyjna nie jest pobierana.
GPS i jakość pomiarów
W serii 9 mamy lekko przeprojektowane tryby GPS. Zniknęły tryby znane z poprzednich generacji i teraz mamy do wyboru:
- „Maksymalna dokładność” - największa dokładność, ale też największy pobór baterii. Wymusza podwójną częstotliwość GPS, zapis co 1 sekundę,
- „Normalna” (domyślny) - zastąpił tryb auto-select z poprzednich modeli, zapis co 1 sekundę,
- „Wydłużony czas działania baterii” - odpowiednik trybu "tylko GPS" z poprzednich modeli
- „Maksymalny poziom baterii” - odpowiednik trybu "UltraTrac", w tym trybie bateria wytrzyma nam najdłużej ale tracimy dokładność.
Co ciekawe, teraz we wszystkich trybach działa algorytm SatIQ, który w zależności od potrzeb „odłącza” nawet całą konstelację (np. GLONASS), kiedy warunki dla sygnału GPS są łatwiejsze i nie jest ona potrzebna. Podsumowując, Garmin wprowadził sporo więcej automatyki, by oszczędzać energię.
Z moich doświadczeń wynika, że jakość pomiarów jest zbliżona do Fenixa 8. Widać tu jeszcze potencjał na poprawę, ale to ostatnio normalne na rynku. Na pewno tempo chwilowe jest sporo bardziej czułe, na tyle, że podczas interwałów nawet przysłowiowe dwa, trzy kroki wolniej od razu wpływały na odczyty zegarka.
Podsumowanie
W mojej ocenie Fenix 9 Pro to fajny zegarek. Z mojego punktu widzenia na plus są takie zmiany jak lepszy ekran, przeprojektowane przyciski i obudowa w całości z tytanu. Nowości w oprogramowaniu są raczej skierowane do trochę innego odbiorcy niż biegacz. Wiadomo, chciałoby się więcej, na przykład czujnika tętna nowej generacji. Jako użytkownik to rozumiem, ale jako ktoś, kto interesuje się technologią, wiem, że trudno wprowadzać znaczące nowości w rocznym cyklu wydawniczym, a po premierach urządzeń z innych segmentów też widać lekkie spowolnienie.
Niemniej Fenix 9 Pro to w mojej ocenie jeden z najbardziej kompletnych zegarków sportowych. Nawet jeśli z LTE skorzystam w nim kilka razy w roku, uważam, że na dziś warto. Ceny są, jakie są, jest drogo, ale w porównaniu z Fenixem 8 i 8 Pro zostały na tym samym poziomie, z wyjątkiem modelu z DLC.