Ponad 4,2 tys. finiszerów i rekordowe wyniki. Tegoroczny Bison udowodnił, że w tym miejscu wynik jest ważny, ale równie mocno liczą się emocje, natura i historie, które zostają w pamięci zawodników i organizatorów na długo. Jak wyglądała siódma edycja Bison Ultra-Trail?
zdjęcia: Dominika Ficoń
Rekordowa frekwencja
Na biegowych trasach rywalizację ukończyło 2108 osób. Kolejnych 639 zawodników zameldowało się na mecie zawodów MTB, a w biegach dziecięcych wystartowało aż 1543 młodych uczestników. Łącznie podczas całego weekendu odnotowano 4290 finiszerów. Największy przyrost biegaczy odnotowano na dystansie 100 km, niemal 100 nowych zawodników! Na dorosłych czekało sześć dystansów 10, 18, 30, 50, 70 i 100 km. Nie zabrakło także zmian w przebiegu tras. Nowy wariant otrzymała między innymi osiemnastka, a na dłuższych dystansach zmodyfikowano końcowe fragmenty. Dzięki temu nawet zawodnicy, którzy dobrze znają Bizona, mogli spojrzeć na Puszczę Knyszyńską z nieco innej perspektywy. Warunki sprzyjały szybkiemu bieganiu. Ciepła, słoneczna jesień i sucha nawierzchnia sprawiły, że zawodnicy mogli skupić się zarówno na rywalizacji, jak i czerpaniu przyjemności z przebywania w Puszczy.

Rekordy na trasie
Najmocniej wybrzmiała rywalizacja na dystansie 100 km. Szymon Gonczar pokonał trasę w czasie 7:47:15, ustanawiając nowy rekord imprezy i poprawiając poprzedni wynik o ponad godzinę. "Warunki były bardzo dobre, temperatura też sprzyjała, było sucho, także noga dobrze podawała, no wszystko dobrze się ułożyło – mówił po biegu. Rekordy poprawili również Mateusz Matulewicz na 18 km mężczyzn, Małgorzata Karpiuk na 18 km kobiet oraz Katarzyna Chełmińska na 30 km kobiet.

Żubry na trasie
Jednak największą historią tegorocznej edycji wcale nie musiały być rekordy. Podczas biegu na 100 km zawodnicy po raz pierwszy w historii Bison Ultra-Trail spotkali na trasie żubry. Dla wielu uczestników był to moment, który prawdopodobnie zapamiętają znacznie dłużej niż międzyczasy czy miejsce w klasyfikacji. I właśnie natura jest jednym z najważniejszych elementów Bizona. Zawodnicy przemierzają tereny, gdzie człowiek pozostaje tylko gościem.

Bison festival
Przez cały weekend żył również sam Supraśl. Wokół startów spotykali się zawodnicy, kibice, rodziny, wolontariusze i mieszkańcy. Dzieci miały własne biegi, dorośli ruszali na kolejne dystanse, a część uczestników wybierała trasę MTB. Wszystko tworzyło atmosferę bardziej przypominającą wielki festiwal niż pojedyncze zawody.
- Bison Ultra-Trail to przede wszystkim ludzie. Zawodnicy, którzy przyjeżdżają do Supraśla, wolontariusze, którzy spędzają na trasie i w miasteczku długie godziny, kibice, mieszkańcy i wszyscy, którzy dokładają swoją cegiełkę do tego weekendu. Chciałbym im wszystkim bardzo podziękować. To dzięki nim Bison z roku na rok jest coraz większy, ale przede wszystkim wciąż pozostaje imprezą z wyjątkową atmosferą. Mam nadzieję, że każdy, kto był z nami w tym roku, wyjechał z Supraśla z dobrymi wspomnieniami i będzie chciał tutaj wrócić – mówi Grzegorz Kuczyński, dyrektor Bison Ultra-Trail.
Bison Ultra-Trail można zapamiętać na wiele sposobów: przez wynik, rekord, pokonane kilometry albo zmęczenie na mecie. Ale równie dobrze można wspominać jesienne słońce, ścieżkę prowadzącą przez las, doping kibiców i nieoczekiwane spotkanie z żubrem. Bo właśnie za takie chwile wraca się do Supraśla.