Marcin Świerc podbija Chamonix. 2. miejsce Polaka w CCC UTMB!

Chamonix, 2.09.2017

W mroku po porażkach naszych piłkarzy i siatkarzy, w sercu Alp rozbłysła wczoraj prawdziwa gwiazda polskiego sportu. Marcin Świerc, polski ultramaratończyk, jako trzeci biegacz z naszej części Europy (po Litwinach Gediminasie Griniusie i Vaidasie Żlabysie) wspiął się na podium zawodów z cyklu UTWT (Ultra Trail World Tour, skupiającego najtrudniejsze i najpiękniejsze biegi na całym świecie). Po pięknej, ponadstukilometrowej walce z własnym ciałem, trudami trasy i wymagającymi przeciwnikami, Marcin dobiegł na metę wyścigu CCC w ramach festiwalu UTMB na 2. pozycji, osiągając największy sukces nie tylko w swojej karierze, ale w całej historii polskiego ultratrailu! (fot. Jan Nyka)

"Boję się tego biegu. Wszystkim wydaje się, że ta trasa jest łatwa, ale Bieg 7 Dolin w Krynicy to przy CCC przebieżka", martwił się przed zawodami nasz mistrz. Dało się odczuć, że ma przed tą imprezą duży respekt. Jednocześnie był do niej świetnie przygotowany. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy przyjechał w Alpy dwukrotnie i w sumie spędził w nich miesiąc - aklimatyzując się, poznając trasę i ucząc się od najlepszych (m.in. od mistrza świata Hiszpana Luisa Alberto). Przed samymi zawodami spędził w Chamonix dwa tygodnie. To był czas na trening, ale również na regenerację. Marcin ciężko przepracował cały rok i wiedział, że najgorsze, co może zrobić, to przetrenować się przed samym startem. Dlatego postawił na regularne chłodzenie nóg w strumieniu, stosowanie maści dla sportowców i lekką dietę. Bieganie było tylko wisienką na torcie, kulminacją wielomiesięcznego cyklu przygotowań.

Regeneracja przed startem (fot. Piotr Oleszak)

Nazwa biegu CCC pochodzi od trzech miejscowości, przez które przebiega: Courmayeur we Włoszech, Champex w Szwajcarii i Chamonix we Francji. Trasa liczy w sumie 101 km i 6100 m przewyższenia (w tym dwa szczyty o wysokości ponad 2500 m i trzy - ponad 2000 m). CCC jest nazywane "młodszą siostrą" słynnego UTMB - biegu dookoła Mont Blanc, ponieważ w większości prowadzi tą samą trasą, z tym że bez początkowego odcinka z Chamonix to Courmayeur. Marcin startował w swojej karierze w wielu trudnych biegach, ale ten miał być zdecydowanie najtrudniejszym z nich.

W drodze na szczyt (fot. Piotr Oleszak)

Pierwszy punkt kontrolny na Tete de la Tronche - Marcin jest 15, co oznacza, że biegnie zgodnie z obraną taktyką: zacząć spokojnie i rozpędzać się w dalszej części wyścigu. Jednak do tej pory w niektórych zawodach, w których brał udział, zdarzało się tak, że zaczynał wręcz za spokojnie. Pomimo że końcówki pokonywał w tempie zwycięzców, to jednak strata z początku wyścigu była nie do odrobienia. Nie tym razem... Wczoraj wszystko zadziałało perfekcyjnie - taktyka, ekipa wspierająca, a przede wszystkim ciężko wypracowana forma Marcina. Na kolejnym szczycie Grand Col Ferret (2528 m n.p.m.) był już 5. Po świetnie rozegranym prawie 20-kilometrowym zbiegu, na punkt w Champex dotarł na jeszcze lepszym miejscu - był 3., a nasze marzenie o polskim sportowcu na podium największej imprezy ultratrailowej na świecie było coraz bliżej stania się rzeczywistością. Tym bardziej, że na kolejnym szczycie zameldował się już drugi! Co więcej, po imponującej końcówce, nie pozostawił złudzeń m.in. zwycięzcy UTMB 2016 Ludovicowi Pommeretowi, którego zostawił daleko w tyle. Przed Marcinem na metę wpadł tylko Amerykanin Hayden. A już chwilę później nastąpiło wielkie polskie show polskiego mistrza. Zobaczcie TO koniecznie!

Mistrz na mecie (fot. Jan Nyka)

Marcin, WIELKIE gratulacje! Pękamy z dumy i ruszamy na dekorację! 

fot. Piotr Oleszak

Kingrunnera tworzą biegacze. Dodaj swój artykuł.

pozostałe artykuły